Recenzje

JUTRO ALBO POJUTRZE. Urządzenia, które leczą złamane serca

Debiutanckie dzieło Binga Liu – urodzonego wprost filmowca, który nie musiał wychodzić z kamerą poza własne podwórko, aby opowiedzieć autentyczną i poruszającą historię.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Debiutancki film Binga Liu rozpoczyna się sceną, w której trójka chłopaków wspina się na szczyt publicznego parkingu, a później zjeżdża po kolejnych kondygnacjach na deskorolkach. Grubo jednak pomyli się w tym momencie osoba, która pomyśli, że Jutro albo pojutrze to dokument poświęcony subkulturze skejtów. Debiut Liu jest czymś znacznie, znacznie więcej.

Szybko orientujemy się, że film skoncentrowany jest na trzech bohaterach – dobrych znajomych, którzy dzielą tę samą pasję: jazdę na deskorolce. Im dalej jednak w las, tym więcej odnaleźć można punktów wspólnych pomiędzy historiami Zacka, Keirego i Binga (samego reżysera). Wszyscy spotkali się w dzieciństwie z problemem przemocy w rodzinie, na życie każdego z nich miało to ogromny wpływ.

Najstarszy z całej trójki jest Zack, który właśnie zostaje ojcem. Musi nauczyć się odpowiedzialności – pogodzić imprezy i jazdę na deskorolce z obowiązkami rodzica i ciężką pracą. Nietrudno się domyślić, że nie jest to łatwy proces. Dorastanie Zacka do roli ojca obfituje w soczyste kłótnie z jego wybranką, która nie ma zamiaru spędzać dwudziestu czterech godzin na dobę w domu z niemowlakiem. W końcu bohater nie wytrzyma nowego trybu życia – zamieni deskorolkę na alkohol i wyprowadzi się z rodzinnego Rockford do Denver.

Najmłodszy z przyjaciół, Keire, właśnie wchodzi w dorosłość. Rozpoczyna swoją pierwszą pracę na zmywaku, co pozwala mu wspomagać finansowo matkę. Na życie Keirego bardzo duży wpływ miała przedwczesna śmierć ojca. Ojca, który bardzo duży nacisk kładł na dyscyplinę. Chłopak wspomina przed kamerą sytuację z wczesnej młodości, kiedy to ukradł coś, najprawdopodobniej nie do końca świadomie, ze sklepu. Czekała go za to w domu bardzo surowa kara cielesna. Paradoksem wydaje się to, że pomimo cyklicznie powtarzających się patologicznych sytuacji Keire nie wspomina ojca źle. Chłopak bardzo żałuje, że nie zdążył pojednać się ze swoim rodzicem przed śmiercią, a jedną z ostatnich rzeczy, jakie mu powiedział, było rzucone w afekcie: „Nienawidzę cię!”. Odkupienia bohater poszukuje w jeździe na deskorolce (wymowny napis na desce: „This device cures heartache”) oraz, w jednej z najlepszych, a z całą pewnością najmocniejszych scen w całym filmie, na cmentarzu, kompletnie rozklejając się przy grobie nieodżałowanego taty.

(...) proces kręcenia filmu jest dla młodego reżysera niczym innym jak formą terapii.

Trochę inne relacje miał ze swoim opiekunem Bing – trzeci bohater, a zarazem reżyser dokumentu. Wychowany został na dobrą sprawę przez ojczyma, który wychodził z założenia, że każda okazja jest dobra, aby uderzyć przybranego syna. Chłopak w ramach ucieczki od domowego piekła zaczął jeździć na deskorolce, co zaowocowało nawiązaniem nowych znajomości oraz narodzeniem się pasji. Niesamowicie emocjonalna, poruszająca jest scena, w której Bing powraca do wydarzeń z dzieciństwa w rozmowie ze swoją matką. Jedne z pierwszych pytań, jakie zadaje kobiecie, brzmią: „Czy wiesz, że gdy zostałem z nim po raz pierwszy sam na sam, to już wtedy chwycił mnie i pobił? Jak dużo wiedziałaś o tym, co się dzieje?”. Matka nie potrafi udzielić pełnych odpowiedzi na pytania syna. Jąka się, plącze, wzdycha, w końcu zaczyna płakać – dopiero wtedy Bing mówi „cięcie” i chwilę później wyłącza kamerę. Łatwo byłoby w tym momencie uznać, że chłopak zwyczajnie znęca się nad swoją matką, być może próbuje odegrać się za lata jej nieobecności i cichego zezwolenia na przemoc domową. Warto wziąć jednak pod uwagę to, że proces kręcenia filmu jest dla młodego reżysera niczym innym jak formą terapii. Liu musi zadać niewygodne pytanie, rozdrapać stare rany do krwi tak mocno, żeby mogły zagoić się na nowo – tym razem na dobre.

Na czwartego, niezbyt chlubnego bohatera Jutro albo pojutrze wyrasta rodzinne miasto Zacka, Keirego i Binga. Rozpadające się domy jednorodzinne, zagracone podwórka, wyludnione przedmieścia – Rockford w stanie Illinois nie robi zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Wizerunkowi miasteczka nie pomagają również komunikaty radiowe dobiegające z offu: „Rockford uznawane jest za drugie najniebezpieczniejsze miasto w Stanach Zjednoczonych o populacji liczącej mniej niż dwieście tysięcy. W zeszłym roku Departament Sprawiedliwości stworzył 63-stronicowy raport tylko dla Rockford, aby pomóc rozwiązać problem brutalnych aktów przemocy w mieście. Policjanci z Rockford opublikowali statystyki dotyczące przestępstw w 2015 roku – około jednej czwartej z nich zaliczyć można do przemocy domowej”. W takim oto środowisku przyszło dorastać bohaterom dokumentu Binga – nic więc dziwnego, że każdy z nich musiał zmagać się z bardzo trudnym dzieciństwem, naznaczonym przede wszystkim karami cielesnymi i częstymi ucieczkami z domu.

Najlepsze dokumenty nie tylko opowiadają historię i uczą nas czegoś nowego, ale też wywołują podczas oglądania autentyczne emocje. Przyznam się szczerze, że niewiele widziałem takich filmów w życiu – wśród nich wymienić jednak mogę chociażby tak fenomenalne tytuły jak: Twarze, plaże, Koyaanisqatsi, Grizzly Man, Sugar Man albo Miejsce urodzenia. Od paru dni w tym zaszczytnym gronie znajduje się również Jutro albo pojutrze. Debiutanckie dzieło Binga Liu – urodzonego wprost filmowca, który nie musiał wychodzić z kamerą poza własne podwórko, aby opowiedzieć autentyczną i poruszającą historię.

Ostatnio dodane