Recenzje

JULIUSZ. Mnie śmieszy, co poradzę? (recenzja na TAK)

Feel-good movie

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Mnie śmieszy

Juliusz, który zawitał właśnie do kin, to bardzo rzadki przykład udanej, współczesnej, śmiesznej i inteligentnej komedii. Zaprawdę powiadam wam, niewiele w XXI wieku było filmów tak świadomych swojego gatunku, obowiązujących w nim schematów, od których wcale nie trzeba uciekać. Tyle słowem wstępu, który miał jednak być zupełnie inaczej zbudowany, bo chciałem oprzeć go na ostrej kontrze w stosunku do recenzji Janka Brzozowskiego, która pojawiła się u nas i która to bardzo, ale to bardzo mnie zirytowała. Zamiast jednak wyzłośliwiać się, wykłócać się i narzekać, proponuję wam 7 dowodów na to, że Juliusz to jedna z najciekawszych, najmniej banalnych komedii ostatnich lat. Gratis kilka kuksańców w stronę Jana.

Nie musi wszystkich śmieszyć

Nie ma komedii, które śmieszą wszystkich. Nie istnieje jeden uniwersalny wzór. Jednych potrafi rozruszać dobra parodia, innych wprowadza w pozytywny nastrój komedia omyłek, tamci (o tam, widzisz?) poszukują absurdu, a reszta lubi pogodny uśmiech zakochanego Tomasza Karolaka lub grymasy gumowego Jima Carreya. Istnieją dziesiątki modeli komediowych, które uderzają w odpowiednie struny adekwatnie do potrzeb widza, intelektualnych możliwości lub nastroju chwili. Według mnie najśmieszniejszym filmem świata jest Miś Barei, a tuż za nim Naga broń. Przy Monty Pythonie trzymam się za pęcherz. Co to znaczy? Nic, kompletnie nic nie znaczy, oprócz tego, że pewnie śmieszą mnie inne rzeczy niż ciebie, czytelniku, ale jest też szansa, że śmiejemy się z tego samego? W tym kontekście zarzut, że Juliusz nieśmieszny choć powinien, jest chybiony. Bo co jeśli kogoś rozśmieszy? Kto ma rację?

Mnie śmieszy bardzo, naprawdę

Sweter głównego bohatera i jego nieporadność, gorycz życiowa i zawodowa, która nie wypełnia jednak całości jestestwa od środka, jak w przypadku Adasia Miauczyńskiego. Śmieszy mnie „Łysy to huj”. Śmieszą mnie okoliczności spotkania z Dorotą i kolejne niedorzecznie wtopione randki. Rafał Rutkowski mnie śmieszy w roli tego typowego śmiesznego kumpla nieśmiesznego głównego bohatera (bo on wie, jak żyć). Śmieszy mnie Krystyna Janda. Rozśmieszyła mnie nieobecność Stuhra. W ogóle bardzo cieszyły mnie cameo znanych nazwisk, bo tak rzadko w kinie polskim trafiają się takie metażarty. Długopis i tracheotomia, wizyta u gangstera, sikanie w krzakach ze strażą miejską, rozmowy przy kolacji, los Masaja, dziecięce urodziny, wściekłość Mecwaldowskiego w klasie – to mnie rozbawiło do łez. Ten obraz z łódką też mnie rozśmieszył (kogoś nie rozśmieszył?).

I rozśmieszył mnie ten bąk, który zażenował Janka. Powiem wam, dlaczego mnie rozśmieszył: to nie był bąk ot taki sobie, pierd, który ma rozśmieszyć duszę 5-latka, bo puszczony został w eleganckim towarzystwie. To było pruknięcie chwilowe, niespodziewane, czas antenowy – pół sekundy, nie w towarzystwie, a w samotności. Bąk naturalny, śmieszny, acz logiczny. Humor fizjologiczny o proweniencji etologicznej. Mnie śmieszy.

5 scenarzystów

Zarzut, jakoby 5 scenarzystów odpowiadających za Juliusza stanowiło o słabości filmu… No nie. Są filmy wybitne, których scenariusze zostały stworzone w pojedynkę, ale duety są równie często spotykane, a trio, kwartety i kwintety też nie są niczym niespotykanym. O sile historii nie świadczy wielkość składu, ale jakość tego, co zostało stworzone. Podział ról był dość oczywisty – Abelard Giza z Kacprem Rucińskim stworzyli scenariusz filmu, który w swoje ręce wzięli Michał Chaciński i Łukasz Światowiec (wcześniej z sukcesem w postaci Planety singli), a wiele dorzucił także reżyser, Aleksander Pietrzak, który z elementami rodzinno-alkoholowymi miał do czynienia w swoich krótkich metrażach. Czyli mamy tych, którzy przychodzą z pomysłami i dowcipami, oraz mamy tych, którzy potrafią dostosować się do potrzeb filmu fabularnego. Tylko tyle i aż tyle. Dobrze działająca twórcza symbioza. Rozważania na temat liczby osób zaangażowanych (albo dlaczego nie w innym układzie) są zresztą kompletnie nietrafione, bo raczej wynikają z usilnego poszukiwania przyczyn rzekomej nieśmieszności niż sensownych dociekań.

Ostatnio dodane