Recenzje

JEŻ JERZY. Polska animacja dla dorosłych

Autor: Piotr Gauza
opublikowano

Tekst z archiwum film.org.pl (13.10.2011).

Polski film animowany – mimo wielkich tradycji w tej dziedzinie w postaci Bolków, Lolków, Reksiów, Koziołków Matołków i innych kultowych postaci oraz wybitnych filmów krótkometrażowych, takich jak Katedra czy Piotruś i wilk, to hasło wciąż wydaje się nieco abstrakcyjne. Gdy spojrzymy na to, co ogląda się w kinach, animacji oczywiście ujrzymy mnogość, jednak są to wyłącznie produkcje zza oceanu. Polski film animowany dla dorosłych – to hasło brzmi już zupełnie obco, gdyż, abstrahując od aspirujących do bycia polskim South Parkiem Włatców Móch, na tym polu w polskiej kinematografii jest zupełna pustka. Sytuacja ta jednak zmieniła się wraz z pojawieniem się w kinach Jeża Jerzego – postaci z pewnością znanej czytelnikom polskich komiksów, czy mającej jednak szansę na zapisanie się na dłużej także w pamięci kinomanów?

Jerzy jest dość nietypowym przedstawicielem swojego gatunku. Zamiast, niczym inne grzeczne jeże, spacerować po łączkach z jabłkiem nabitym na kolce, Jerzy woli bujać się po mieście na deskorolce w fioletowej czapeczce i z obowiązkowym piwkiem pod pachą. Dni spędza na użeraniu się z parą tępych dresiarzy oraz niezobowiązującym seksie ze swoją ukochaną Yolą. Ta cudowna egzystencja zostaje jednak przerwana, gdy pewien szalony naukowiec, wykorzystując DNA jeża, zamierza stworzyć celebrytę idealnego. Ten zajmuje miejsce Jeża w społeczeństwie i staje się błyskawicznie wielką gwiazdą kochaną przez miliony Polaków.

Film próbuje jednocześnie być i kąśliwą satyrą, i prześmieszną komedią pomyłek, ale udaje się to z bardzo różnym skutkiem.

Ta historia oparta na jednym z komiksów z Jerzym, pod tytułem In vitro, daje pole do świetnej satyry na polskie społeczeństwo. Uwielbienie widowni dla Jeża, którego głównym popisem jest puszczanie bąków i krzyczenie na lewo i prawo „Elo kuffa!” idealnie pokazuje niejednokrotnie szeroko dyskutowany brak dobrego smaku wśród Polaków i uwielbienie dla wszelkiego rodzaju tandety. Zresztą czego tu nie ma: są i krytycy zachwycający się zrozumiałą chyba tylko dla nich kulturą wyższą, są politycy załatwiający głosy wyborców przy pomocy różnych szwindli, jest uwielbienie dla historii „z życia wziętych” (wywiad z Jeżem przebywającym za kratkami), jest też rodzenie się gwiazd na youtubie. Niestety, aż nadto widoczny jest bardzo długi proces powstawania filmu, gdyż niektóre pomysły jak np. mohery, zdecydowanie straciły świeżość. Ogólnie warstwa humorystyczna stoi na niezłym poziomie, nie brakuje tu iście kapitalnych pomysłów, choć niektórych widzów liczba wulgaryzmów, ilość wydzielin pojawiających się na ekranie, czy naprawdę niekiedy hardkorowych scen, może odrzucić. Ja osobiście nie czułem się urażony, choć nagminnie powtarzane sceny pierdzenia i rzygania klona Jeża mogą wprawić w niemałą irytację.

Jeśli chodzi o animację jest ona dosyć prosta i na pierwszy rzut oka mało atrakcyjna. Nie ma tutaj mowy o rysowanych cudach rodem z najlepszych animacji Disneya, ale soczysta paleta barw, fajna gra świateł i charakterystyczna komiksowa kreska spełniają swoje zadanie. Wszystkie postacie wyglądają jak żywcem przeniesione z kartek, ale zdecydowanie największym atutem jest dobór głosów do postaci. Borys Szyc świetnie oddał luzacki styl życia głównego bohatera i tym większa szkoda, że jak na film, w którym jest głównym bohaterem, jego postać dostała zdecydowanie za mało czasu ekranowego. Maria Peszek, która wciela się w rolę kochanki Jeża, Yoli, jest poprawna, co przy mojej całej nienawiści do tej artystki (przepraszam z góry jej fanów) jest i tak niezłą oceną. Istną rewelacją jest z kolei Maciej Maleńczuk podkładający głos… Lilce, jak to ujmuje Jeż w jednej ze scen „dziwce o złotym sercu”. Zapewniam, że tę brawurową głosową kreację można zapamiętać na długo. Poza tym na drugim planie między innymi król polskiego dubbingu Jarosław Boberek, wcielający się w parę dresów, twórca nieśmiertelnego „W aucie” – Sokół, oraz niezapomniany synek z Dnia świra, Michał Koterski, a także wiele innych, niekiedy bardzo pozytywnie zaskakujących epizodów.

Jeż Jerzy jest fajny… ale tylko, gdy porówna się go do innych współczesnych polskich komedii, o których poziomie chyba nie muszę wspominać. Film próbuje jednocześnie być i kąśliwą satyrą, i prześmieszną komedią pomyłek, ale udaje się to z bardzo różnym skutkiem. Na niekorzyść wpływa również bardzo krótki czas trwania, który powoduje, że momentami ma się wrażenie, jakby twórcy śpieszyli się, żeby pokazać jak najwięcej. A niektóre sceny, jak pojedynki Jeża z jego wrogami, mogłyby być stanowczo krótsze, dając więcej miejsca do popisu twórcom dialogów. Najgorsze, że poza kilkoma fajnymi momentami, w głowie po seansie nie pozostało mi zbyt wiele. Ale można obejrzeć głównie dlatego, że polska komedia, na której zaśmiejemy się chociaż kilka razy, zawsze wypada lepiej niż serwowane nam masowo filmowe potworki.

Ostatnio dodane