Recenzje

JAK NAJDALEJ STĄD. O dziewczynie, która nigdy nie płakała

Cieszy mnie, że takie filmy jak "Cicha noc" i "Jak najdalej stąd" powstają w naszym kraju. Domalewski uzupełnił w pewnym sensie lukę, jaka powstała w rodzimym kinie po śmierci Krzysztofa Krauzego.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Na drugi pełnometrażowy projekt Piotra Domalewskiego trzeba było czekać trzy lata – tyle bowiem minęło od głośnej premiery oraz ogromnego sukcesu Cichej nocy. W swoim debiucie reżyser opowiedział o rozbitej przez emigrację rodzinie próbującej zjednoczyć się przy wigilijnym stole. W Jak najdalej stąd Domalewski znów eksploruje problem emigracji zarobkowej – tym razem jednak podchodzi do tematu od zupełnie innej strony.

W Cichej nocy główny bohater powracał z Holandii do rodzinnej wsi w Polsce. W Jak najdalej stąd protagonistka, Ola (debiutująca na dużym ekranie Zofia Stafiej), zostaje zmuszona do wyjazdu za granicę. Powód? Tragiczna śmierć niewidzianego od kilkunastu lat ojca, który został zmiażdżony przez kontener na placu budowy. Sparaliżowana strachem matka (Kinga Preis) nie zna angielskiego, a brat jest niepełnosprawny fizycznie i psychicznie. 17-letnia dziewczyna wyrusza więc do Irlandii całkowicie sama, starając się sprowadzić zwłoki ojca na własną rękę.

Jak nietrudno się domyślić, w Jak najdalej stąd na pierwszy plan wybija się wyrazisty portret głównej bohaterki. W Cichej nocy protagonista był przede wszystkim fokalizatorem – fabularnym narzędziem, za pomocą którego twórca mógł przedstawić historię archetypowej polskiej rodziny XXI wieku. W jego nowym filmie główna bohaterka jest zdecydowanie bardziej zniuansowana, mniej jednoznaczna. Świetnie opisuje ją międzynarodowy tytuł Jak najdalej stądI Never Cry. Ola jest jednocześnie twarda i wrażliwa, egoistyczna i altruistyczna, stanowcza i zrezygnowana – wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się aktualnie znajduje. Kamera śledzi każdy jej ruch, obserwuje każdy, najdrobniejszy nawet gest – Domalewski sporo więc ryzykował, obsadzając w głównej roli 19-letnią wówczas debiutantkę, rozpoczynającą studia w Łódzkiej Szkole Filmowej. Zaangażowana do projektu poniekąd przez przypadek, dziewczyna była bowiem przekonana, że wybiera się na casting do luźnej komedii, Stafiej poradziła sobie z wymagającym zadaniem wyśmienicie. To dzięki młodej, utalentowanej aktorce Ola jest tak autentyczna i bezpretensjonalna, a jej polsko-irlandzka odyseja – tak poruszająca.

Filmowy świat Domalewskiego wypełniają nie papierowe kreatury, lecz wielowymiarowe postacie z krwi i kości - to bardzo duże, przerastające wielu twórców osiągnięcie.

Pozostałych bohaterów Domalewski również, i chwała mu za to, kreśli z wyjątkowo dużą dozą empatii. Podczas wyprawy na Wyspy Ola styka się z bardzo różnymi, często skomplikowanymi osobami. Trafia m.in. na polskiego urzędnika w pośredniaku (Arkadiusz Jakubik, który w pewnym sensie powtarza swoją rolę z Cichej nocy, znów wygłaszając zwięzłe i trafne credo emigranta zarobkowego), grupę młodych Brytyjczyków, pracodawcę i znajomych ojca z budowy, wreszcie – na rumuńską fryzjerkę, z którą rodzica dziewczyny łączyło coś więcej niż przyjaźń. Nie wszyscy akceptują protagonistkę od razu, nieraz błąkająca się po obcym, zimnym Dublinie Ola musi dobijać się do zamkniętych drzwi lub, jeżeli to nie skutkuje, wchodzić do budynków oknami. W każdej z tych postaci kryje się jednak przyzwoita osoba, która koniec końców nie potrafi przejść obok ludzkiej tragedii obojętnie. Filmowy świat Domalewskiego wypełniają nie papierowe kreatury, lecz wielowymiarowe postacie z krwi i kości – to bardzo duże, przerastające wielu twórców osiągnięcie.

(...) polski reżyser wprost przyznaje się w wywiadach do fascynacji projektami Kena Loacha oraz braci Dardenne.

Obsadzając w roli wspomnianej akapit wyżej fryzjerki Cosminę Stratan, reżyser deklaruje poniekąd, jaki rodzaj kina go interesuje. Najbardziej znaną, nagrodzoną Złotą Palmą rolą aktorki jest bowiem ta z Za wzgórzami Crisitana Mungiu – twórcy, będącego jedną z najważniejszych twarzy rumuńskiej Nowej Fali. Domalewski ma na celowniku dokładnie to samo, co kinowi reformatorzy z Półwyspu Bałkańskiego: opowieści o wadach systemu z silnymi, niejednoznacznymi bohaterami na pierwszym planie. Oczywiście filmowe inspiracje można by ciągnąć dalej – polski reżyser wprost przyznaje się w wywiadach do fascynacji projektami Kena Loacha oraz braci Dardenne. I nie są to słowa rzucane na wiatr, rzeczywiście Cichą noc, Jak najdalej stąd czy zrealizowane w ramach „30 minut” Studia Munka 60 kilogramów niczego wiele łączy z tego rodzaju kinem. Kinem społecznie zaangażowanym, mocno osadzonym w konkretnej rzeczywistości, nokautującym widza kilkoma silnymi, precyzyjnymi uderzeniami.

Cieszy mnie, że takie filmy jak Cicha noc i Jak najdalej stąd powstają w naszym kraju. Domalewski uzupełnił w pewnym sensie lukę, jaka powstała w rodzimym kinie po śmierci Krzysztofa Krauzego. Jest twórcą żywo reagującym na rzeczywistość, ale nietraktującym jej, jak chociażby Patryk Vega, jako pożywki dla płytkich, pseudopublicystycznych wypowiedzi, których nadrzędnym celem jest szokowanie i ściąganie do kin jak największej liczby widzów. Reżyser Jak najdalej stąd ma do powiedzenia coś naprawdę ważnego – mam nadzieję, że na jego kolejne filmowe oświadczenie będziemy czekać krócej niż trzy lata.

Ostatnio dodane