Recenzje

INIEMAMOCNI 2. Solidna, ale niespełniona kontynuacja

Brad Bird od rozwijania nowych wątków woli recykling starych pomysłów.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Już nie tacy mocni

Brad Bird nie daje nawet chwili oddechu. Iniemamocni 2 startują dokładnie w momencie, w którym jedynka zostaje przerwana napisami końcowymi. Metroville zostaje zaatakowane przez Człowieka Szpadla. Rodzina superbohaterów zrzuca cywilne ubrania, przywdziewa maski i rusza z kontratakiem. Wiadomo: nic tak nie buduje rodzinnych więzi, jak wspólne spuszczenie łomotu bandziorom i uratowanie miasta.

Sprawia wrażenie jedynie epilogu do pierwszej części aniżeli samodzielnej kontynuacji, popychającej bohaterów w nowym kierunku.

Interwencja Iniemamocnych kończy się jednak sromotną klęską. Metroville wygląda jak po przejściu tornada, Człowiek Szpadel nie zostaje schwytany i ucieka z łupem. Natychmiast też powracają dawne problemy. Frakcja superbohaterów jest wciąż zdelegalizowana, rodzina Parrów musi udawać normalnych obywateli i jak oni zarabiać na życie. W finale Iniemamocnych ich dom został zrównany z ziemią i teraz w piątkę muszą koczować w ciasnym hostelu. Bob i Helen nie mogą choćby na chwilę spuścić z oczu swoich pociech: nadaktywnego syna Maxa, nieszczęśliwie zakochanej w koledze ze szkoły Wioli i przede wszystkim Jack-Jacka – obdarzonego wszystkimi mocami świata niemowlaka (przenikanie przez materię, laser w oczach, multiplikacja i wiele innych. Naprawdę, spodziewajcie się wszystkiego). Nie panujący nad swoimi fantastycznymi umiejętnościami maluch najwięcej problemów sprawia panu Parrowi. Bob musi zawiesić strój herosa na kołku. Nie wraca też za biurko do ubezpieczalni, ale zostaje w domu, by opiekować się bobasem

A co u pani Parr? Elastyna dostaje propozycję pracy dla zamożnego rodzeństwa Deaverów, właścicieli technologicznego potentata o nazwie DevTech. Dwójce ekscentrycznych milionerów zależy na wybieleniu wizerunku superbohaterów i przywróceniu im niesłusznie utraconej chwały. Evelyn i Winston Deavor uważają, że za aktualny fatalny wizerunek herosów odpowiadają media, manipulujące faktami i nie dające pełnego obraz zdarzeń. Ten ma dostarczyć perspektywa pierwszoosobowa. W nowym kostiumie Elastyny zainstalowana zostaje mikrokamerka. Bezpośrednia relacja ma w uczciwy sposób oddać prawdziwe, szlachetne intencje superbohaterki i ukazać jej poświęcenie.

Rzecz jasna szybko sytuacja się skomplikuje, na horyzoncie pojawi się super przeciwnik, o dość drętwym w polskim tłumaczeniu przydomku, Ekran Tyran (ang. Screenslaver). Zaakcentowane zostaną etyczne wątpliwości Elastyny, mającej wrażenie, że narusza superbohaterski etos, a pan Bob, metodą prób i błędów, będzie uczył się roli ojca. Państwo Parrowie to dalej zgrane, rozmawiające ze sobą, małżeństwo. Bob, nie bez trudu, ale przyjmuje na siebie nowe obowiązki. Choć nadejdzie jeszcze odpowiednia chwila, by odział się w ukochany strój. To raczej nikogo nie zdziwi.

Pixar bywał bardziej wyrafinowany, ale w tym przypadku komiksowa konwencja uzasadnia i usprawiedliwia dosadność filmowego języka Brada Birda.

Historia Iniemamocnych niby brnie do przodu, ale niejednokrotnie odczuwalne jest, że Brad Bird od rozwijania nowych wątków woli recykling starych pomysłów. Odwrócenie ról, w której to Helen jest odpowiedzialna za rodzinny budżet nie zapewnia niczego więcej, poza tym, że to ona jest w absolutnym centrum większości scen akcji. To oczywiście też ukłon Pixara w stronę żeńskiej części widowni i wsparcie w walce o równouprawnienie. Trudno Iniemamocnym 2 odmówić jawnego ideologicznego zacięcia i bycia kinem w sprawie. Helen doskonale radzi sobie i w domu i na polu walki. Jednak już pierwsza część skutecznie dawała jej pierwszeństwo. To ona jest głosem rozsądku i głową rodziny Iniemamocnych. Druga część niewiele w tym temacie zmienia.

Za ciekawszą uznaję natomiast, przewijającą na drugim planie, refleksję nad technologicznym postępem. Iniemamocni 2, choć ulokowani w latach 60., są oczywiście bezpośrednio związani z tym co tu i teraz. Twórcy grubą kreską oddzielają marketingową i PRwą magię od faktycznego wpływu nowych narzędzi komunikacji na człowieka. Z jednej strony mamy więc hymny o prawdzie i użyteczności, z drugiej brutalne wkraczanie w prywatność i sterowanie ludzkimi emocjami. Niektóre postaci Iniemamocnych 2 są wobec tej siły całkowicie bezradne i bezbronne. W wyrażeniu tego Pixar nie sili się na wyszukane metafory. Pixar bywał bardziej wyrafinowany, ale w tym przypadku komiksowa konwencja uzasadnia i usprawiedliwia dosadność filmowego języka Brada Birda.

Bo reżyser jest największą gwiazdą Iniemamocnych 2. Bird z rozmachem inscenizuje kolejne sceny pogoni, pojedynków i miejskiej destrukcji. Wirtualna kamera płynie długimi pasami, oddając skalę trudności misji, wielopoziomowość lokacji i spektakularność wydarzeń – na ziemi, w powietrzu i na wodzie. Bird ma wtedy milion pomysłów na sekundę, a graficy w kilku scenach osiągają mistrzostwo wizualnej poezji. Pixar to w tym zakresie gigant. Co roku sam podnosi sobie poprzeczkę.

Iniemamocni 2 nie są jednak kinem bezbłędnym. Zabrakło mi większej dynamiki między osobno prowadzonymi wątkami Helen i Boba. Film czasami sprawia wrażenie jedynie epilogu do pierwszej części aniżeli samodzielnej kontynuacji, popychającej bohaterów w nowym kierunku. Za dużo tu bowiem powtórek i scen-kopii. Niestety Iniemamocnych 2 można odebrać jako wymuszony sequel. Nie napędza go bowiem konieczność dopisania kolejnych rozdziałów o rodzinie Parrów, ale skutecznie ogrywany sentyment do tytułowych postaci. Aż i jedynie tyle. 

Ostatnio dodane