Recenzje

HOMECOMING. Beyoncé i Coachella 2018 nie dają o sobie zapomnieć

Autor: Agnieszka Stasiowska
opublikowano

Prawdę powiedziawszy, wątpię szczerze, żeby ktokolwiek z czytających ten tekst nie słyszał nigdy o pani Carter – lub o festiwalu Coachella. Wypada jednak, tytułem wstępu, rzucić tutaj przynajmniej kilka podstawowych faktów.

Występ Beyoncé na Coachelli miał być nie tylko niezwykłym widowiskiem. Miał być manifestem.

Festiwal Coachella (pełna nazwa to Coachella Valley Music and Arts Festival) to organizowany corocznie w Kalifornii festiwal muzyki i sztuki. Przyciąga zarówno twórców niezależnych, jak i prawdziwe wschodzące i uznane gwiazdy – tak na scenie, jak i poza nią. Po wielu, od inauguracyjnego festiwalu w 1995 roku, zmianach formatu obecnie odbywa się przez trzy następujące po sobie weekendy kwietnia.

W zeszłym roku nastąpił kolejny moment historyczny festiwalu – po raz pierwszy dwa kolejne weekendy były zdominowane przez czarną kobietę. To ona dała dwa główne koncerty, wprowadzając na scenę ponad stuosobowy zespół tancerzy i muzyków i własną, niespożytą energię – Królowa Bey.

Beyoncé Knowles-Carter karierę rozpoczynała w zespole Destiny’s Child. Ze swoim mocnym, czterooktawowym głosem była jego niewątpliwą ozdobą. Decyzja o rozpoczęciu kariery solowej, a potem małżeństwo ze znanym raperem i biznesmenem, Jayem-Z, wyniosły Beyoncé na szczyt w piorunującym tempie. Dziś jest nie tylko połową niezwykle wpływowej „power couple” – jest ikoną i inspiracją, symbolem kobiety sukcesu. Co więcej, kobiety czarnej. To ona na inauguracji Baracka Obamy śpiewała do tańca pierwszej (i pierwszej czarnej!) pary Ameryki piosenkę Etty James o wymownym tytule At last (Nareszcie). Jej zaangażowanie w prawa kobiet i promowanie czarnej kultury imponują nawet byłej pierwszej damie, Michelle Obamie, która wprost przyznaje, że Beyoncé jest dla niej inspiracją. Występ takiej kobiety na Coachelli miał zatem być nie tylko niezwykłym widowiskiem. Miał być manifestem.

Kilka dni temu na platformę Netflix trafił film Homecoming, który jest zapisem długiej drogi Beyoncé od koncepcji występu aż po jego zapierającą dech w piersiach realizację. Obserwujemy na ekranie przeplatane długimi fragmentami występów sceny z ćwiczeń z tancerzami i muzykami. Podczas czteromiesięcznych prób z ogromnej grupy indywidualności udało się stworzyć zespół, który nie zatraciwszy charakteru żadnej z należących do niego osób, funkcjonował jak jeden organizm. Beyoncé towarzyszy widzowi jako głos z offu, który wyjaśnia widzowi, co stało za pomysłem na występ. Przede wszystkim zatem przedstawienie tego, co określa mianem „naszej kultury” – nietrudno się domyślić, że chodzi o czarnoskórych, bo to oni są potężną większością zespołu. Dodatkowo, zachęcając młodych ludzi, by poprzez swoje umiejętności wyrażali siebie, Carter chciała, aby wszyscy, niezależnie od tego, jak od siebie odmienni, poczuli się akceptowani, wybrani, szczególni. Tak, by każdy, czy to oglądając występ, czy biorąc w nim udział, poczuł przypływ pozytywnej energii. „Panie…! Panie…! Jesteśmy silne? Jesteśmy mądre?”, pyta ze sceny Bey, i odpowiada jej ryk tłumu. Jej tłumu. Widownia, składając się głównie – choć nie tylko – z młodych kobiet, z pewnością tę energię poczuła. Czuli ją także zaangażowani w występ młodzi ludzie, którzy ze wzruszeniem mówią do kamery, jaką wielką szansą, jakim wielkim przeżyciem był dla nich ten czas.

Homecoming – powrót do domu – ma dla Carter także znaczenie osobiste. Planowała wystąpić na Coachelli już w roku 2017, jednak przeszkodziła jej w tym ciąża bliźniacza. W filmie, w tonie bardzo osobistym, Bey dzieli się z widzem trudnościami, których doświadczała w tym okresie – przyrostem wagi, troską o dzieci, rozwiązaniem ciąży za pomocą cesarskiego cięcia. Widzimy scenki z pierwszych prób po ciąży, kiedy zwykle wytrenowane ciało piosenkarki ma trudności z dostosowaniem się do wysiłku, do diety. Patrzymy na młodą matkę, która tańczy, ale myślami jest przy pozostawionych nianiom niemowlętach. Te fragmenty filmu, nawet jeśli są starannie wyreżyserowanym procesem ocieplania wizerunku, budzą bardzo pozytywne emocje. Scena, w której Beyoncé dzwoni do męża, zachwycona faktem, że wreszcie może wbić się w sceniczny kostium, z pewnością przemówi do wielu kobiet walczących po ciąży z nadprogramowymi kilogramami.

Ostatnio dodane