Recenzje

HALLOWEEN Roba Zombiego. Dla ludzi o mocnych nerwach i żołądkach

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

Dzień 1 listopada jest dla nas, Polaków, czasem zadumy, wspominania i oddawania czci bliskim, którzy zdążyli już odejść z tego świata. Amerykanie, jak to oni, robią ze święta zmarłych (obchodzonego u nich dnia 31 października) wielkie przedstawienie, do którego dopisują religijną ideologię. Krążenie od domu do domu w kostiumach imitujących wszelakie demony, zjawy, upiory i inne znane światu szkarady można zaakceptować – to w końcu niewinna zabawa. Sytuacja nieco się komplikuje, gdy z korowodu odrywa się pewne indywiduum, które postanawia wykorzystać ten niezwykły dzień do dania upustu swoim najdzikszym popędom. Zupełnie nieciekawie, gdy ten przedziwny osobnik pozbywa się nadmiaru czasu krojąc szczury i masakrując niewinne zwierzątka… Tej chłodnej październikowej nocy bierze ostry nóż kuchenny, myśli o wszystkich, którzy go zranili i…

I tak powstaje legenda. Jedna z najbardziej charakterystycznych postaci horroru, ikona kina grozy – Michael Myers. Psychopatyczny morderca, który ramię w ramię z nieludzkim Jasonem Voorheesem i koszmarnym Freddy Kruegerem zalewał krwią ekrany sal kinowych na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Stworzony przez mistrza gatunku – Johna Carpentera – spopularyzował specyficzny rodzaj horroru – slasher. Film, w którym posoka leje się strumieniami, trup pada gęsto, a główny bohater dalece odbiega od normalności.

Po narodzinach w roku 1978, monstrum doczekało się całej serii filmów opowiadających jego chorą historię. O ile pierwsze próby kontynuacji były utrzymane na naprawdę porządnym poziomie, o tyle te ostatnie znacznie odbiegały od klimatu ich filmowego protoplasty. Totalną porażką okazał się być Halloween: Resurrection z roku 2002, który po prostu powalił kinową legendę na kolana. Na szczęście „złapał pana Myersa za rękę” ktoś, kto postanowił pomóc mu odrodzić się w pełnej krasie na srebrnym ekranie XXI wieku – Rob Zombie – były wokalista jednego z najbardziej kontrowersyjnych zespołów ostatnich lat – „White Zombie”. Znienawidzony przez katolików, posądzany o promowanie treści satanistycznych skandalista, od dziecka zafascynowany krwawymi slasherami i horrorami klasy B, umożliwił seryjnemu mordercy wstanie z klęczek i pokazanie się na nowo w pozycji wyprostowanej, co więcej – z dumnie podniesioną głową.

Film można podzielić na trzy rozdziały: młodość, więzienie, powrót do gry. Na szczególną pochwałę zasługuje pierwszy z nich. W niezwykle wyrafinowany sposób przedstawia zło, które dojrzewa w młodym, na pozór ułożonym i zupełnie normalnym dziecku. Obserwować możemy całe spektrum zachowań, które na swój specyficzny sposób zapowiadają nadchodzącą tragedię. Rozdział ten charakteryzuje się dynamiką, impresyjnością i dość ciekawym doborem ścieżki dźwiękowej. „Więzienie” traci nieco punktów w zestawieniu z częścią je poprzedzającą. Akcja zaczyna spowalniać – usypia naszą czujność i nagle „eksploduje” wyrywając nas z chwilowego letargu. Patrząc pod kątem fabuły, rozdział drugi jest miejscem całkowitego ukształtowania, a raczej degradacji umysłu psychopaty. „Powrót do gry” rządzi się już swoistym slasherowym dekalogiem. Dla zobrazowania przytoczę kilka przykazań – nie próbuj zabawiać się z osobnikiem płci przeciwnej, bo zginiesz pierwszy; psychopaty, który kroczy dumnie z ostrym narzędziem w ręku kule się nie imają; nóż wchodzi w niego jak w wodę – gładko, nie powodując uszkodzeń. Stosując się do „dekalogu” masz duże szanse na przeżycie masakry. Największą wadą „trzeciego rozdziału” jest niezwykłe obniżenie tempa akcji, nawet w zestawieniu z „Więzieniem”.

Jak na gatunek przystało, Halloween Zombiego obfituje w sceny nagości – oczywiście z udziałem młodych aktorek, które kreowane są na uczennice amerykańskiego liceum. Obok kobiecych kształtów, oko cieszą hektolitry krwi, zmasakrowane ciała i zdemolowane wszelakiego typu narzędziami tortur pomieszczenia mieszkalne. Krótko – kwintesencja slasherów.

Obraz byłego wokalisty heavy metalowej kapeli przedstawia nam na powrót Michaela Myersa, którego pamiętamy z „wizji carpenterowskiej”. Reżyser przeprowadza udaną akcję resuscytacyjną na legendzie horroru, która przez długi okres znajdowała się w stanie śmierci klinicznej. Film dla ludzi o mocnych nerwach i nie mniej mocnych żołądkach – na randkę, seans z rodziną, bądź ukojenie nerwów raczej się nie nadaje (chyba, że pozbywasz się nadmiaru czasu krojąc szczury i masakrując niewinne zwierzątka).

Ostatnio dodane