Recenzje

FAMILY ROMANCE, LLC. Werner Herzog w Kraju Kwitnącej Wiśni

Film Herzoga jest przede wszystkim zapisem pogoni za tym, co autentyczne; świadectwem tego, że prawda i fikcja nieustannie ścierają się ze sobą w codziennym życiu.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

W poszukiwaniu straconej autentyczności

Nowy film Wernera Herzoga zaczyna się jak najprostszy melodramat ojcowski. Elegancko ubrany mężczyzna spotyka się z dwunastoletnią Mahiro w okolicach parku i oświadcza, że jest jej ojcem. Opuścił rodzinę na krótko po narodzinach dziewczynki, teraz chce nadrobić stracony czas. Początkowo Mahiro jest nieco nieufna, zdystansowana; szybko jednak przekonuje się do swojego nowego/starego ojca, który dwoi się i troi, aby czas spędzony w przepięknym Yoyogi Park (Tokio) zapisał się w pamięci dziewczynki na zawsze.

Sielankowy nastrój ulatnia się, kiedy Herzog przedstawia nam rozmowę „ojca” i matki Mahiro. Okazuje się, że mężczyzna, Yuichi Ishii, jest tak naprawdę wynajętym aktorem, a zarazem właścicielem tytułowego Family Romance – firmy, od której można „wypożyczyć” krewnego lub znajomego. Potrzebujesz ojca, który odprowadzi cię do ołtarza? Fikcyjnego kolegi, który przejmie za ciebie część winy za błąd popełniony w pracy? A może kilku oszalałych paparazzich, którzy sprawią, że ludzie na ulicy zapytają o zdjęcie i autograf? Każdą z tych potrzeb zaspokoić możesz przy pomocy Family Romance.

Herzog bardzo zręcznie miesza w swoim filmie prawdę z fikcją, tworząc coś na kształt hybrydy fabularno-dokumentalnej. Tytułowa firma istnieje naprawdę, a Yuichi Ishii naprawdę jest jej założycielem. Fikcyjny jest natomiast cały szkielet fabularny, skupiający się wokół dwunastoletniej Mahiro. Scenariusz został napisany z wyprzedzeniem, choć, jak wspomina niemiecki reżyser, „nie było to napisane jak perfekcyjny – powiedzmy – hollywoodzki scenariusz, w którym każde zdanie musi znaleźć się na papierze. Tylko kilka najważniejszych fragmentów musiało na nim być. Cała reszta dialogów była improwizowana, przy uwzględnieniu sytuacji fabularnej, przez aktorów”. Aktorów, dodajmy, nieprofesjonalnych, odgrywających na ekranie de facto samych siebie.

Rozmowy pomiędzy Mahiro i Yuichim przypominają raczej fragmenty domowych nagrań wideo niż sceny z pełnometrażowego filmu fabularnego – i w tym przypadku nie jest to zarzut.

Wrażenia dokumentaryzmu dopełnia warstwa wizualna. Herzog wziął na siebie odpowiedzialność za zdjęcia, całość Family Romance, LLC realizując przy użyciu lekkiej, mobilnej kamery cyfrowej. Większość scen (zwłaszcza dialogowych) twórca Zagadki Kaspara Hausera nakręcił w ekstremalnie bliskich planach, uzyskując w ten sposób bezcenny efekt intymności. Rozmowy pomiędzy Mahiro i Yuichim przypominają raczej fragmenty domowych nagrań wideo niż sceny z pełnometrażowego filmu fabularnego – i w tym przypadku nie jest to zarzut. „Jako że byłem tak blisko aktorów, zawsze mogłem wyczuć, czy coś jest autentyczne albo wspaniałe, i wybrać ten konkretny fragment. Zobaczycie w filmie ujęcia, które nigdy nie były powtarzane. Możecie to wyczuć, możecie to poczuć – tylko jedno ujęcie” – zapowiadał reżyser na chwilę przed oficjalną premierą Family Romance, LLC w serwisie MUBI. I rzeczywiście, bez problemu można odnaleźć takie niepowtarzalne, niezaplanowane elementy w jego nowym filmie. Jednym z nich jest na pewno komórka, która niespodziewanie zakłóca rytuał przepowiadania przyszłości; innym – piękna, czerwono-niebieska chmura, na którą Herzog kieruje obiektyw, gdy jego bohaterowie podróżują pociągiem ekspresowym. To właśnie takie momenty udowadniają najdobitniej, że za kamerą stoi dokumentalista z krwi i kości, człowiek niesłychanie wrażliwy na rzeczywistość.

Motywem nieustannie multiplikowanym w Family Romance, LLC jest udawanie. Yuichi udaje ojca Mahiro, aktorzy podpatrzeni w parku udają samurajów, kolega z firmy udaje przypadkowo spotkanego mima, hotelowe roboty udają prawdziwe recepcjonistki, sztuczne ryby udają prawdziwe zwierzęta, wreszcie sam film udaje (poniekąd) dokument. Przykłady można by jeszcze mnożyć, ale punkt dojścia jest jeden – w świecie, w którym egzystują bohaterowie Family Romance LLC, niewiele jest rzeczy naprawdę autentycznych. Podczas wizyty w hotelu Yuichi, obserwując mechaniczne recepcjonistki, komentuje żartobliwie: „Pewnie niedługo będą miały sny?”. Trudno nie skojarzyć tych słów z kultową powieścią Philipa K. Dicka – wszak jednym z najważniejszych tematów Blade Runnera jest właśnie nieuleczalna tęsknota za autentycznością, przejawiająca się w obsesyjnym kolekcjonowaniu prawdziwych zwierząt. Może to dlatego Herzog tak wiele czasu ekranowego poświęca wizycie Yuichiego i Mahiro w sklepie zoologicznym? Mała dziewczynka zostaje wówczas obdarowana przez swojego „ojca” jeżykiem pigmejskim – naturalnym przeciwieństwem mechanicznych ryb z hotelu.

Film Herzoga jest przede wszystkim zapisem pogoni za tym, co autentyczne; świadectwem tego, że prawda i fikcja nieustannie ścierają się ze sobą w codziennym życiu. Apogeum tego pojedynku jest jedna z ostatnich scen, w której matka Mahiro proponuje Yuichiemu wprowadzenie się do jej domu, a zatem przejęcie roli ojca i męża na stałe. Przejście ze sfery fikcji do sfery autentyczności. Yuichi kategorycznie odmawia, powołując się, niebezpodstawnie, na kodeks pracowniczy, który zabrania mu wchodzić w zażyłe relacje z klientami bądź klientkami. Spanikowany przeprasza, po czym szybko opuszcza mieszkanie. W finałowym ujęciu widzimy go kompletnie rozdartego, płaczącego na ulicy. Fikcja zwyciężyła, zbierając autentyczne żniwo.

Ostatnio dodane