Recenzje

ELI. Nowy horror Netfliksa od twórców NAWIEDZONEGO DOMU NA WZGÓRZU

Ostatnie minuty nie tylko zmazują z twarzy widza napięcie oraz ciekawość, ale i dorysowują co najwyżej blady uśmiech politowania.

Autor: Maja Budka
opublikowano

Finał, zwłaszcza w horrorach, odgrywa szczególnie istotną rolę. Rosnące z minuty na minutę napięcie należy jakoś w punkcie kulminacyjnym rozsądnie spożytkować, inaczej rozpłynie się, pozostawiając po sobie jedynie zawód i rozczarowanie. Niestety tej nauki nie zdążyli przyswoić sobie twórcy filmu Eli – nowego horroru ze stajni Netfliksa. Eli potrafi zrobić dobre wrażenie na widzu – intrygująca fabuła budzi zainteresowanie, utrzymując w napięciu minimum do połowy seansu. Niestety, za wiele tutaj błędów, niedociągnięć i logicznych nieścisłości. A także taniego efekciarstwa. 

Chłopca zaczynają nawiedzać niepokojące myśli, zaczyna widzieć coś, czego nie powinien.

Mimo wszystko początek naprawdę nie był najgorszy. Eli, tytułowy bohater filmu, nastoletni chłopiec, cierpi na tajemniczą i rzadką chorobę układu immunologicznego, która sprawia, że jest uczulony praktycznie na wszystko. Powietrze, wodę, kurz. Przynajmniej wtedy, kiedy chcą tego twórcy, choroba bohatera wzbudza zaś wiele pytań oraz wątpliwości. Nadzieję rodziców na to, że syn będzie mógł zacząć życie poza szczelną bańką, ponownie rozpala informacja o lecznicy dr Isabelli Horn specjalizującej się w leczeniu dokładnie takich przypadków jak Elia. Co ciekawe, jedynie tytułowego bohatera niepokoi fakt, że lecznica mieści się w starej, niegdyś opuszczonej posiadłości wyglądającej jak sztandarowy przykład nawiedzonego domu, ustawionej na wiecznie zamglonej polanie gdzieś z dala od jakichkolwiek przejawów cywilizacji. Chłopiec zostaje poddany intensywnemu leczeniu, które podzielone jest na trzy fazy. Jak ostrzega dr Horn, skrywająca swoją prawdziwą twarz za kamienną maską, eksperymentalna terapia może osłabić pacjenta nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Na tym pomyśle osadza się cała fabuła filmu. Jak wiadomo chociażby ze zwiastuna, chłopca zaczynają nawiedzać niepokojące myśli i widzi coś, czego nie powinien. Jego przekonanie o tym, że nie jest jedynym pacjentem dr Horn w tym domu, zyskuje na sile. Pytanie jednak brzmi, czy podejrzenia bohatera są słuszne, czy są one tylko, jak próbują wyjaśnić to lekarz oraz zatroskani rodzice, wymysłem osłabionej psychiki chłopca, który pod ciężarem wyczerpującego leczenia miewa zwykłe halucynacje.

Finał „Elia” okazał się być zbyt przekombinowany, efekciarski i niepoważny.

Do połowy film wydaje się zmierzać w ciekawym kierunku horroru psychologicznego. Pytanie wciąż pozostaje otwarte – czy straszące Eliego oraz widza obrazy duchów i upiorów są jedynie urojeniami? Fabuła zaczyna gęstnieć nie tylko na pierwszym planie, ale i na drugim, między postaciami matki oraz ojca. Zaś Eli jest coraz bliżej odkrycia mrocznych sekretów medycznych dr Horn. W tym momencie film dostarcza naprawdę sporej dawki rozrywki oraz napięcia, zwiększając jeszcze bardziej apetyt na finał. Nawet tak irytująco nielogiczne fragmenty filmu, jak fakt, że chłopiec dzień po wwiercaniu się w kość udową skacze po schodach beztrosko jak sarenka, tracą na sile. Horror opiera się na tematyce medycznej, niestety jej podstawa logiczna jest miejscami dziurawa niczym ser, co irytuje, odwracając uwagę od głównego problemu. Ponadto horror powoli pogrąża się w wymuszonej przez twórców upiorności i straszliwości. Film zbyt chętnie korzysta z utartych, nierzadko tandetnych tropów horrorowych, usilnie starając się udowodnić widzom, że ci oglądają właśnie straszny horror ze strasznymi duchami i jump scare’ami, które wszyscy już dobrze znamy. Ta wymuszona horrorowatość przysłania najciekawsze aspekty filmu, które, jak miałam nadzieję, pozostaną nadrzędne: trudne dorastanie w cieniu choroby, groźba utraty zmysłów, utrata zaufania do najbliższych, dojrzewanie do buntu.

Najgorsze ma jednak dopiero nadejść. Ciekawość co do rozwiązania akcji wciąż pozostaje na wysokim poziomie, na niekorzyść widza. Finał zaś, który bądź co bądź serwuje widzowi niespodziewane rozstrzygnięcie, pozostawia po sobie nie tylko rozczarowanie, ale i myśl: „Serio? Naprawdę tak postanowiliście to zakończyć?”. Cały potencjał filmu nagle pryska, nie pozostawiając widza z innym przeświadczeniem niż to, że horror, usilnie starając się zaskoczyć widza, poszedł w pewien sposób na łatwiznę. Ostatnie dwadzieścia minut wydaje się jakby doklejone z innego filmu, co więcej, jakiegoś marnego młodzieżowego filmu grozy. Finał Elia okazał się zbyt przekombinowany, efekciarski i niepoważny. Na tyle, że ostatnie minuty nie tylko zmazują z twarzy widza napięcie oraz ciekawość, ale i dorysowują co najwyżej blady uśmiech politowania.

Za reżyserię Elia odpowiada Ciarán Foy, reżyser między innymi Sinistera 2. Producenci filmu zaś pracowali wcześniej przy Netfliksowym Nawiedzonym domu na wzgórzu. Niestety Eli nie podziela tego samego wyczucia i nastrojowości, jakie obecne były we wciągającym serialu. Wpadł w pułapkę prostej, sztampowej straszliwości, choć miał zadatki na naprawdę ciekawy film grozy z medycznymi eksperymentami w tle. Niestety, twórcy skręcili w stronę taniej fantastyczności, wraz z tym boleśnie burząc logiczne, racjonalne podwaliny filmu, pozostawiając po sobie jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. 

Ostatnio dodane