Recenzje

DO WSZYSTKICH CHŁOPCÓW: ZAWSZE I NA ZAWSZE. Mądry romantyzm nastolatków

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Jeszcze na fali pisania o komediach romantycznych dostępnych na Netflixie trafiłem na Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze, trzecią już część adaptacji bestsellerowej za oceanem serii książek autorstwa Jenny Han. Filmy opowiadają o perypetiach miłosnych Lary Jean i jej sióstr. Produkcje zostały zrealizowane w konwencji typowej dla komedii romantycznej z elementami melodramatu i skierowane są raczej do nastolatków niż dorosłych widzów. Cierpią jednak na tę samą bolączkę co na przykład Miłość do kwadratu – klasyfikuje się je jako komedie, a nic w nich komediowego nie ma.

Najnowsza część przygód Lary Jean jest kierowana do młodzieży, i to raczej tej grzecznej, wychowanej i w żaden sposób nie wynaturzonej.

Jest za to zadziwiająco dobrze odtworzona psychologia nastoletnich bohaterów. Można się o nich naprawdę dużo dowiedzieć, w przeciwieństwie do wspomnianej już Miłości do kwadratu, która przecież nie jest klasyfikowana jako film dla młodzieży. Coś tu jest więc nie w porządku z polską produkcją. Nikt nie zastanowił się przy jej pisaniu, że bohaterowie mogą z pozytywnym dla całości skutkiem prowadzić swój monolog wewnętrzny na trochę głębszym poziomie niż wymiana krótkich, zdawkowych stwierdzeń podkręcających tempo akcji. Bohaterka Do wszystkich chłopców… wcale się nie przejmowała, że kogoś zanudzi swoimi refleksjami. Dzięki nim poznaliśmy zarówno ją, jak i ludzi, którzy byli dla niej ważni. Zadomowiliśmy się w świecie przedstawionym i nawet gdy nie było zbyt śmiesznie, zawsze mogliśmy powiedzieć, że jest refleksyjnie.

Nie zapominajmy jednak, że najnowsza część przygód Lary Jean jest kierowana do młodzieży, i to raczej tej grzecznej, wychowanej i w żaden sposób nie wynaturzonej, jak to bywa w szkołach na poziomie liceum. Tutaj więc głębokość wynurzeń Lary nieco rozmija się z moim osobistym doświadczeniem licealistów, a nie kończyłem słabego liceum. Wiek ma jednak swoje prawa, a tegoż realizmu zabrakło w filmie Michaela Fimognariego. Dzieci zachowywały się w nim jak zmęczeni życiem dorośli, co mnie jako dorosłemu się podobało, lecz nie wiem, co na to polscy czternasto-, piętnastolatkowie. Może niepotrzebnie wątpię, gdyż nie mam pojęcia, co dzisiaj oglądają nastolatkowie, marząc o miłości aż po grób i przejmując się tym, co poczną ze swoimi miłościami, kiedy pójdą na studia w różne miejsca Polski, a może i świata. Pewne jest natomiast to, że książki Jenny Han zrobiły oszałamiającą karierę w USA, a wątpię, by tamtejsza młodzież była mniej rozgarnięta od naszej. Jakaś magia w tego typu literaturze i filmach jednak musi być obecna. I nie powiem, żebym jej nie doświadczył.

W przeciwieństwie do Miłości do kwadratu. Cały czas jestem na fali pisania o komediach romantycznych, dlatego odnoszę się do pierwszej polskiej komedii romantycznej od Netflixa. Różnica w stylu wypowiedzi może również polegać na odmiennych założeniach filmów. Miłość do kwadratu chciała za wszelką cenę być komedią, ale jej to nie wyszło. Do wszystkich chłopców również ma parcie na komediowość i pozostaje z niej marność nad marnościami, lecz prócz tego jest filmem pokazującym młodym widzom, że ich problemy są ważne, wręcz kluczowe dla ich rozwoju emocjonalnego i warto je rozumieć. Ta wychowawcza rola filmu jest nie do przecenienia. Rodzicom nastolatków można spokojnie produkcję zalecać, żeby za jej pomocą rozszerzyli swoje dorosłe horyzonty i wrócili do swojej przeszłości, w której na kochaniu bądź niekochaniu często kończył się świat. Zgadza się, że Do wszystkich chłopców pokazuje niektóre problemy iście cukierkowo, mdło, po dziewczyńsku, więc młodzi mężczyźni mogą się w tym typie narracji nie do końca odnaleźć. Nic się jednak złego nie stanie, gdy spróbują i wyciągną kilka wniosków z zachowania kobiecych bohaterek. Im w życiu nie było łatwo, podobnie zresztą jak Peterowi (Noah Centineo), chłopakowi Lary (Lana Condor). Wszyscy zbyt wcześnie coś ważnego utracili. Może dlatego ich refleksje są tak poważne.

Podsumowując, trzecia część przygód Lary Jean nie powinna być klasyfikowana jako komedia romantyczna, a lekki młodzieżowy film obyczajowy. Widzowie nie obejrzą żadnej przemocy, a seks będzie się pojawiał w formie tak subtelnych erotycznych sugestii, że czegoś takiego w filmie dawno nie widziałem i nieco mnie ta sytuacja zdziwiła. Filmy dla młodzieży przecież są równie przesiąknięte seksem co produkcje dla dorosłych. W takim podejściu twórców nie zauważyłem jednak dwulicowego purytanizmu, lecz okazanie szacunku ludzkiej seksualności. Młodzi bohaterowie tracili dziewictwo wtedy, gdy czuli się gotowi, a nie wtedy, gdy ktoś im to nakazywał lub tak było trzeba i wypadało. Warto przyjrzeć się roli rodziców w filmie. Są obok, właściwie zawsze. Obserwują, czasem doradzają, ale najważniejsze, co są w stanie zrobić, to przyjąć postawę mediatorów, rozjemców w relacjach między swoimi dziećmi a dorosłym życiem, które jest tuż za progiem i zaraz wciągnie ich małe skarby w niekończącą się spiralę zależności.

Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze jest kawałkiem niezłego, familijnego, ciepłego kina na seans, który nie będzie dzielił.

W kwestiach technicznych jest całkiem poprawnie, kolorowo, cyfrowo – powiedzmy, że Netflix trzyma jakość na zadowalającym poziomie. Muzyka, jak to w komediach romantycznych, praktycznie nie istnieje albo jest playlistą. Polacy w swoich produkcjach zachłysnęli się tym tanim artystycznie sposobem tworzenia ścieżek dźwiękowych do filmów. Biedy raczej nie zobaczymy. Wszyscy bohaterowie należą co najmniej do amerykańskiej klasy średniej. W kwestii poruszania współczesnych problemów społecznych film prezentuje pewną wizję społeczeństwa, do której powinniśmy dążyć. Problemy rasowe, światopoglądowe, religijne i polityczne właściwie nie istnieją, ponieważ dla każdego człowieka jest oczywiste, że żyje w pluralistycznym otoczeniu, gdzie nikt nie ma prawa oburzyć się na kogoś, gdy całuje się z osobą tej samej płci ani gdy nosi na piersi krzyż lub ten krzyż chce nosić odwrotnie. Z tego powodu Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze jest kawałkiem niezłego, familijnego, ciepłego kina na seans, który nie będzie dzielił, a raczej zacieśni relacje mądrych rodziców z dziećmi. Apodyktycznym i głupim na pewno nie pomoże.

Ostatnio dodane