Recenzje

COWBOY BEBOP. Niepowtarzalny styl i klimat

Autor: Michał Włodarczyk
opublikowano

Najmocniejszym punktem Bebopa i tak są bohaterowie. Spike to wyjątkowo sympatyczny gość. Jego zasady moralne często nie pozwalają mu przyjąć nagrody za wykonane zadanie, przez co załoga Bebopa ledwo wiąże koniec z końcem. Jest przy tym pełen sarkazmu i ironii, ktoś mógłby wziąć go także za cynika. W gruncie rzeczy facet zdolny jest do największych poświęceń, mimo tego, że mówi na odwrót. Niestety dla niego, Czerwone Smoki to jego przeszłość i przyszłość zarazem… Jet, gospodarz statku, to były glina po przejściach. Teraz, współpracując ze Spikiem, może się spodziewać, że po wykonaniu zadania i po odliczeniu kosztów podróży, może mu nie wystarczyć na naprawę sprzętu. Na pozór niedostępny i zamknięty w sobie, w rzeczywistości jest bardzo wrażliwym mężczyzną, a dla znajomych gotów jest zrobić naprawdę wiele. Faye Valentine to żyleta, co się zowie. Śliczna z buzi, kusząca samców swymi eksponowanymi wdziękami, potrafi obić pyski największym twardzielom. Nałogowa hazardzistka, ponad wszystko kochająca pieniądze i wydawać się może, że tylko je, tak naprawdę wiele by oddała za objęcia w ramionach porządnego i czułego faceta. Genialny haker komputerowy, dziewczynka imieniem Edward, to świetny motyw komediowy, postać, która potrafi rozładować nawet najbardziej nerwową atmosferę. Wraz z psem Einem nie raz i nie dwa rozbawiają widza do łez. Na drugim i trzecim planie występuje szereg postaci epizodycznych, często tylko w jednym odcinku, ale każda z nich ma wyraźnie zarysowaną osobowość, a losy większości z nich autentycznie nas przejmują.

Projekty postaci, ich design i styl, to doskonałe połączenie mody lat 70. z odrobiną futurystycznych klimatów. Efekt jest trudny do podrobienia.

Technicznie, mimo ponad dwunastu lat na karku, anime prezentuje się wspaniale. Grafika jest niezwykle dokładna i szczegółowa, a poziom jej wykonania, zwłaszcza jak na warunki serii telewizyjnej, jest wzorcowym przykładem, jak graficy powinni wykonywać swoje rzemiosło. Tła są niezwykle różnorodne i wykonane z bardzo dużym pietyzmem, całości towarzyszy swoiste wrażenie „brudu”, objawiające się w bardzo szczegółowym dalszym planie. W anime wykorzystano miejscami grafikę komputerową, jednak bardzo subtelnie i oszczędnie, przez co, po tak długim czasie od premiery, w ogóle nie wydaje się sztuczna. CGI użyto przede wszystkim w scenach, w których osiągnięcie pożądanego efektu za pomocą tradycyjnej animacji nie byłoby możliwe. Projekty postaci, ich design i styl, to doskonałe połączenie mody lat 70. z odrobiną futurystycznych klimatów. Efekt jest trudny do podrobienia. Podsumowując wątek grafiki i animacji – jest to jeden z najlepiej wykonanych w tej materii seriali anime.

Partytura do Bebopa to arcydzieło muzyki ilustracyjnej i basta!

Muzyka. Tę skomponowała pani Yoko Kanno, a wykonał w większości jej zespół jazzowy Seatbelts, i miana kultowej nie otrzymała za darmo. Ilustracja ta zachwyca bowiem pod wieloma względami. Score cechuje ogromna różnorodność. Usłyszymy mnóstwo utworów jazzowych (np. „Tank!” z Openingu, „Rush”, „Too Good, Too Bad”, „Space Lion”, „Road to the West”), kawałki o tematyce sakralnej, z żeńskimi i męskimi chórami („Hanashi”, „Ave Maria”), wszystko to, co kojarzy nam się z muzyką z westernów, rock, blues, czy mieszanki wszystkich razem (np. przepiękny Ending pt. „The Real Folk Blues”). Swoje trzy grosze wrzucili tutaj także nadworni współpracownicy pani Kanno, jak Mai Yamane (potężny głos) czy świetny wokalista Steve Conte. Oprawa muzyczna do tego anime zamyka się w około stu dwudziestu utworach, dając nam olbrzymie pokłady kapitalnej muzyki do odsłuchania. I jak zmyślnie wpleciono je do fabuły serialu (np. utwór o wymownym tytule „No Money”)! Partytura do Bebopa to arcydzieło muzyki ilustracyjnej i basta! Niektórzy z japońskich seiyuu stworzyli przy okazji Kowboja swoje najlepsze kreacje w karierze. Koichi Yamadera jako Spike oraz Megumi Hayashibara w roli Faye to przykłady dla potomnych w tym fachu, jak należy przywołać postać do życia samym tylko głosem. Reszta seiyuu, ze wspomnianym Norio Wakamoto na czele, także spisała się świetnie.

Gęsty klimat, zabawa konwencjami, wciągająca, pełna akcji i humoru fabuła, wyraziści i sympatyczni bohaterowie, świetna kreska i genialna muzyka – tyle w telegraficznym skrócie oferuje Cowboy Bebop. Serial posiada swoje drobne wady, jak słabiutko zarysowany antagonista, a wątek główny jest nieco słabszy niż „luźne” epizody, ale ostatecznie wypada bardzo pozytywnie, stając się za sprawą niepowtarzalnego stylu i klimatu legendą już z chwilą premiery. The Legend will never die!

Moja ocena 9,5/10

Tekst z archiwum film.org.pl (11.04.2011).

Ostatnio dodane