Recenzje

BLADE: MROCZNA TRÓJCA. Jeszcze jeden i jeszcze raz

Sam film, mimo kilku naprawdę fajnych akcji i scen jest - można powiedzieć - dość nudny i prosty.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Sam film, mimo kilku naprawdę fajnych akcji i scen jest – można powiedzieć – dość nudny i prosty. Gra aktorów jest bardzo słaba, a główny bohater chwilami zachowuje się tak, jakby był na planie innego filmu. Największym błędem było chyba przydzielenie Snipesowi… zbyt małej roli. Blade jak na postać tytułową jest zdecydowanie za mało pokazywany, a jeśli już jest na ekranie, to stoi gdzieś w tle, stając się tym samym jednym z elementów dekoracji. Nie wiem, czy reżyser tego nie zauważył, czy może było to celowe i w trakcie kręcenia filmu wpadło mu do głowy, że teraz nakręci film o córce Whistlera i jej ziomalach. W każdym bądź razie pomysł z innymi łowcami również nie był zły, ale jak to napisałem wcześniej, źle to wszystko zostało rozwiązane. Kolejnym kiepskim elementem są bronie naszych bohaterów. Do samego Blade’a nic nie mam, za to ekwipunek jego towarzyszy był bardzo przesadzony. Dysponowali lepszym sprzętem niż wojsko USA, a działali przecież nielegalnie, zatem skąd brali środki na takie cacka (?) (w drugiej części jakoś to było lepiej wytłumaczone); jakieś śliniaki, które przywracają siłę i witalność, ludzie, o czym mu tu w ogóle rozmawiamy.


Następny element, nad którym się trochę poznęcam, to bohaterowie. Wesley Snipes zmienił trochę wizerunek Blade’a, dodając do wąsów bródkę. Ogólnie zagrał dobrze. W walkach spisywał się jak na Blade’a przystało i starał się utrzymać mroczny wizerunek swojego bohatera, co reżyser wyraźnie starał się mu popsuć. Ale jak na postać tytułową, brał w filmie zdecydowanie za mało udziału. Pani Jessica Biel alias Whistler’s daughter wypadła chyba najsłabiej z grona pozytywnych bohaterów. Gdzieś tam się plątała pomiędzy piernikiem a wiatrakiem, ale jak na córkę najlepszego kumpla Daywalkera to zdecydowanie za słabo się spisała, aczkolwiek fajnie strzelała z łuku. Kolejnym na odstrzał jest Ryan Reynolds alias Hannibal King, znany bardziej z roli w serialu komediowym pt. Oni, ona i pizzeria. W filmie jest bardziej postacią komiczną i trzeba przyznać, że ma poczucie humoru, bo teksty, jakie rzuca w stronę swoich przyjaciół i wrogów, są wręcz przezabawne. W filmie jest pokazany więcej razy, niż choćby Jessica Biel, a jak jest na ekranie, to przynajmniej nie przynudza. Jeśli chodzi o złych bohaterów, to Dracula grany przez Dominica Purcella jest zupełnie nietrafiony. Wygląda jak „koks” dzisiejszych czasów, a nie dostojny władca wampirów. Nie wiem, czym urzekł reżysera, że ten zatrudnił go do tej roli, ale z drugiej strony chyba wolę nie wiedzieć. Po drugie to, że Dracula przemieniał się w nietoperza, jakiegoś wilkopodobnego człeka, to jeszcze gra, ale tu nagle staje się jakimś potworkiem ze szczęką ni to Predator, ni to Nermack (główny przeciwnik Blade’a w drugiej części). W każdym razie nie za bardzo się to ma do tematu. Parker Posey grająca Danica, wampira, który spełnia rolę jednego z członków rady z pierwszej części lub kogoś z tego rodzaju z drugiej, to już kicz nad kiczami. W ogóle jakoś te wampiry były raczej śmieszne niż straszne. Kierowała całą operacją kryptonim „Uwolnić Draculę”, ale prawda jest taka, że to również okazało się ‚pudło’, ze strony twórców i to już mi się nie chce liczyć które.

Cały film Bladę: mroczna trójca ma tendencję spadkową. Od wspaniałego prologu na pustyni w Iraku poprzez pierwszą akcję Blade’a do coraz gorszych rozwiązań z biegiem akcji, po kiepściutki koniec. Dla tych, którzy filmu nie oglądali, nie będę zdradzał zakończenia, jednak na cuda i sceny na Oscara nie liczcie. Ale normalnie, co walka to słabsza. I gdy już tak przebrnąłem przez gęsto rozsiane minusy, przejdę do plusów, których jest tu tak mało, jak chwastów na polu u rolnika z Unii Europejskiej. A więc pierwszym i największym plusem są efekty specjalne. Wampiry płonące od srebra z obrazu na obraz prezentują się coraz lepiej. Ale nie tylko to zasługuje na uwagę. Znakomicie prezentują się postacie wykreowane przez komputery, które są już o wiele bardziej dopracowane niż w dwójce i nie sprawiają wrażenia sztuczności. Broń i transformacje Draculi w potworka też się dobrze ogląda. Drugim dużym plusem jest muzyka autorstwa RZA i Terence’a Blancharda. Wręcz idealnie dobrana do akcji, jaka jest akurat na ekranie. I podsumowując to, co mogliście przeczytać wyżej, film Blade: mroczna trójca jest najsłabszą częścią trylogii o łowcy wampirów. Brak w niej wielu elementów, które decydowały o sukcesie dwóch poprzednich części. Podczas oglądania nie odczułem czegoś, co się nazywa „klimat” i to po trosze sprawiło, że film stracił wiele. Jeśli oczekujesz od tego filmu dobrego kina akcji, opowieści o wampirach i pojedynku dobra ze złem, to tutaj tego niestety nie znajdziesz, a przynajmniej nie w czystej formie. Zamiast tego dostaniesz to, czym syci się ostatnio światek filmu, czyli słabą, kosztowną produkcję bez większego przesłania. Aż trudno było uwierzyć, że wirus ten dorwał również Blade’a.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane