Recenzje

BEZ SKRUPUŁÓW

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Taki właśnie jest Infamous, pełen dziwnych i nieoczekiwanych sytuacji, z których niekoniecznie wszystkie miały miejsce w rzeczywistości. (…). Ale jest jedno „ale”, bo w pewnych aspektach – trzeba szczerze przyznać – wydaje się Infamous przedstawiać pełniejszy, a nawet głębszy obraz wydarzeń niż Capote.

Tak jak zakpiono w kilku miejscach z Trumana Capote, tak samo źle potraktowano pierwsze spotkanie jego i morderców.

Infamous powstał w oparciu o nową biografię Trumana Capote autorstwa George’a Plimptona (wyd. 1999r.). Reżyser Douglas McGrath na pierwszy rzut oka wiedzie nas tą samą ścieżką, co twórcy Capote, jednak Infamous w wielu momentach przedstawia wydarzenia zupełnie inaczej. I chyba tylko od widzów zależy, którego Trumana i którą wersję wydarzeń uznają za prawdziwą. Toby Jones kreujący w Infamous postać Trumana wygrywa z Phillipem Seymourem Hoffmanem zdecydowanie, ale tylko w kategorii fizycznego podobieństwa do Capote’a. Brakuje Jonesowi lekkości, finezji i wyczucia Hoffmana. Co więcej, Capote w aranżacji Jonesa niezwykle często balansuje na cienkiej linie, popadając niemalże w parodię słynnej postaci. W Infamous Truman Capote jest wielokrotnie brany za kobietę, ba!, ubiera się jak kobieta. Futra, czerwone szale, 6 walizek ciąganych za sobą i wreszcie irytujące zachowanie powodują, że Capote nie intryguje tak jak w filmie Millera. Nie zachwyca erudycją i elokwencją. Co więcej, w wielu scenach w celi wyraźnie góruje nad nim Perry Smith – i to na płaszczyźnie intelektualnej (!). W tej roli całkiem nieźle spisuje się ufarbowany na bruneta Daniel Craig. Truman Capote jest przez niego rozszyfrowywany, poniewierany i prawie zgwałcony – taka miała być kara za nadanie książce krzywdzącego dla Perry’ego i Dicka tytułu „Z zimną krwią”. Tak jak zakpiono w kilku miejscach z Trumana Capote, tak samo źle potraktowano pierwsze spotkanie jego i morderców. Nic, nic, nic, nagle cięcie i wielkie bum: Truman siedzi w celi u Dicka Hickocka i wysłuchuje jego próśb o „zrobienie laski”. Jeżeli Hickock w kilka dni po aresztowaniu jest tak spragniony seksu, że jest to głównym tematem pierwszej rozmowy z Trumanem, to albo coś jest nie tak z Dickiem, albo scenarzystą filmu, który marnuje również potencjał pierwszego spotkania Trumana z Perrym. Ot, zwyczajne spotkanie, zero emocji, kilka słów zamienionych przez kratę. To zupełnie nie ta klasa, co relacje między Perrym a Trumanem ukazane w Capote. W filmie Millera to Capote rządził, był górą, manipulował ludźmi i zdobywał od nich to, co zamierzał, bestialsko inteligentnie, z błyskiem w oku. Tu Capote również osiąga swój cel, ale wygląda to tak, jakby zdobycze wpadały w jego ręce przypadkiem, a nie w wyniku przemyślanej gry z ofiarą.

I tu dochodzimy do ciekawego zjawiska kreowania rzeczywistości, które w Infamous jest wysuwane na pierwszy plan.

A jaki jest sam film? Spróbujmy wzorem Capote określić go kilkoma przymiotnikami: rozwlekły, nieangażujący, kolorowy, nieciekawie przegadany, dokumentalny. Zacznę od wyjaśnienia ostatniego określenia. Otóż w fabułę filmu wtrącono monologi poszczególnych postaci opisujących Trumana Capote. Dzięki takiemu zabiegowi wizerunek Trumana przedstawiany w warstwie fabularnej staje się jeszcze pełniejszy. Pozostałe określenia to już same negatywy. W pierwszej połowie filmu jest niemal zabawnie i wesoło, w wielu miejscach przygrywa nazbyt – jak na film o zbrodni – pogodna muzyczka, a Capote miast zaciekawiać, irytuje i śmieszy swoim zachowaniem bez cienia klasy i przesadnie ekstrawaganckim wyglądem. Zawsze jednak można wziąć poprawkę na to, że Infamous nie przedstawia jedynego słusznego wizerunku Trumana. W Capote Hoffman również nosił długie szale i płaszcze, ale robił to z klasą. A tu zamiast klasy jest małpowanie. Wymieniliśmy słabe punkty filmu Douglasa McGratha. Teraz pora na pozytywy. Infamous znacznie bardziej zagłębia się w opowieści Perry’ego Smitha i relacje między nim a Trumanem. Obydwaj opowiadają o swoich traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa związanych z matką. Obydwaj też zaczynają coś do siebie czuć. O ile w Capote było to tylko delikatnie zasygnalizowane, tu dochodzi do namiętnego pocałunku. A później do drugiego pocałunku tuż przed egzekucją. Capote opowiada później Harper Lee (naprawdę znakomita Sandra Bullock), że Perry szepnął mu wtedy na ucho: Kocham Cię i zawsze kochałem. Czy tak było naprawdę, nie wiadomo, tak samo jak nie wiadomo, czy Perry tuż przed założeniem stryczka powiedział: Przepraszam. Capote – który go o to prosił – twierdzi, że tak, szeryf Dewey natomiast mówi, że Perry nie powiedział przed wykonaniem wyroku nawet jednego słowa, tylko żuł gumę. I tu dochodzimy do ciekawego zjawiska kreowania rzeczywistości, które w Infamous jest wysuwane na pierwszy plan. Już początek filmu, gdy Gwyneth Paltrow śpiewa piosenkę w restauracji pokazuje, jak artysta może wpływać na otaczającą go rzeczywistość i jak może naginać ją bez większego trudu. Gdy bowiem Paltrow na chwilę przestaje śpiewać, goście wydają się zaniepokojeni, rozmowy ustają, kelnerzy zamierają w bezruchu. Gdy chwila niepewności mija i Paltrow zaczyna śpiewać dalej, życie w restauracji rusza na nowo, jakby zwolnione z pauzy, włączonej bez większego wysiłku przez artystkę. I dalej – Truman Capote mówi Perry’emu o swojej umiejętności zapamiętywania prawie 100% każdej rozmowy, co daje mu margines bezpieczeństwa, możliwość popełnienia pomyłki na swoją korzyść (nieprzyjemna sprawa z artykułem o Marlonie Brando) oraz kreowania rzeczywistości na swoją modłę. Wówczas Perry odmawia dalszej rozmowy z Trumanem, tłumacząc mu, aby lepiej nauczył się zapamiętywać wszystko tak, jak ma miejsce, bez pozostawiania furtki na literackie wtręty i przeinaczenia. Mieszanie fikcji z rzeczywistością jest tu jednak na porządku dziennym. Truman, wzięty za kobietę, wcale nie wyprowadza szeryfa z błędu, tylko brnie dalej w niepotrzebną mistyfikację. Nie wiadomo też, czy Truman naprawdę położył „na rękę” Humphreya Bogarta, czym chwali się wielokrotnie. Gdy z kolei Perry opowiada Trumanowi o tym, jak poderżnął gardło panu Clutterowi, Truman tworzy kilka wersji tego wyznania i po kolei przedstawia je swoim znajomym, obserwując ich reakcje na to, co usłyszeli. Dzięki temu zabiegowi powstało jedno z najbardziej niesamowitych zdań książki „Z zimną krwią” –  Perry Smith powie o panu Clutterze: Uważałem go za bardzo miłego człowieka. Łagodnego. Myślałem tak do chwili, kiedy poderżnąłem mu gardło.


Taki właśnie jest Infamous, pełen dziwnych i nieoczekiwanych sytuacji, z których niekoniecznie wszystkie miały miejsce w rzeczywistości. Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy nocy morderstwa Clutterów. Tuż przed tym, jak Perry poderżnie gardło Herbowi i strzeli w głowę jemu i jego synowi, Dick rzuca złośliwe uwagi, jakoby Perry zamierzał pocałować skrępowanego i zakneblowanego Kenyona Cluttera leżącego na łóżku. W książce nie miało to miejsca, zatem nie wiadomo, czy jest to fikcja scenariusza, czy może nowo odkryty fakt, w co można jednak śmiało wątpić. Już za chwilę następuje niezwykle naturalistyczna scena morderstwa męskiej części rodziny Clutterów, nakręcona z kamery tkwiącej statycznie w jednym miejscu, na jednym ujęciu. Bardzo mocna rzecz. I przeinaczeń ciąg dalszy: dlaczego na górę z dubeltówką w ręku idzie już Dick (a nie Perry) i on dokańcza dzieła zniszczenia? Nie wiadomo. Nie wiadomo też dlaczego Perry czyta w celi fragment rękopisu „In cold blood”, skoro w rzeczywistości Capote nie pokazał swoim przyjaciołom-mordercom ani jednej strony.

Infamous jest filmem średnim. Przede wszystkim nie angażuje i nie intryguje tak, jak powinien. Gdybym bowiem Infamous obejrzał przed Capote, na pewno nie sięgnąłbym po książkę „In cold blood”. Dziwić może też, że tak gwiazdorsko obsadzony film (Gwyneth Paltrow, Sigourney Weaver, Jeff Daniels, Sandra Bullock, Daniel Craig) nie stał się niczym więcej, jak zaledwie alternatywną wersją znakomitego Capote. Jedynie jako ciekawostka film Douglasa McGratha spisuje się nieźle. Ale jest jedno „ale”, bo w pewnych aspektach – trzeba szczerze przyznać – wydaje się Infamous przedstawiać pełniejszy, a nawet głębszy obraz wydarzeń niż Capote. Ma też Infamous kilka naprawdę dobrych momentów. Choćby ten, w którym Perry grozi Trumanowi: Wydaj z siebie jakikolwiek dźwięk, a dołączysz do Clutterów w piekle, czy też podczas egzekucji, gdy Truman wybiega na zewnątrz i tylko słyszy trzask pękającego karku Perry’ego Smitha.

Epilog

Capote został spadkobiercą prywatnych rzeczy Perry’ego Smitha. Wśród nich znajdował się rysunek ptaka otoczonego żółtymi promieniami. Może to papuga, o której śnił Perry, większa od Jezusa i żółta jak słonecznik…(*)

(*) ze wspomnień Perry’ego w „In cold blood”, T. Capote.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane