Recenzje

BETWEEN TWO FERNS: FILM. Żenada wyzwolona

Lepiej wrócić do starszych epizodów „Between Two Ferns”, które można znaleźć na YouTube. Po raz kolejny obejrzeć, jak Galifianakis bezpardonowo okłada paskiem Justina Biebera, wchodzi w potyczki słowne z Barackiem Obamą czy próbuje obmacywać Michaela Cerę.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Zach Galifianakis do swojego internetowego show Between Two Ferns w ciągu ponad 10 lat istnienia programu zaprosił między innymi Brada Pitta, Justina Biebera, Hillary Clinton, a nawet urzędującego wówczas prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamę. Atrakcyjność projektu Galifianakisa opierała się przede wszystkim na bezpośrednich, często bezczelnych pytaniach kierowanych w stronę zdezorientowanych gości. Sam aktor tworzył natomiast na ekranie swego rodzaju alter ego, noszące wprawdzie jego imię i nazwisko, ale zachowujące się kompletnie nietaktownie i nieodpowiedzialnie (przypominające pod tym względem postać głupkowatego Alana z trylogii Kac Vegas). Show Galifianakisa cieszyło się w Internecie sporą popularnością (najchętniej oglądany odcinek przekroczył próg 27 milionów odsłon), nic więc dziwnego w tym, że Netflix postanowił wyłożyć pieniądze na filmową wersję programu.

Zapytacie: jak z internetowego show można zrobić pełnometrażowy film? Twórcy Between Two Ferns: Film, czyli w zasadzie Zach Galifianakis oraz reżyser Scott Aukerman, posłużyli się w tym celu formułą fałszywego dokumentu. Po tym, jak podczas nagrywania kolejnego odcinka Between Two Ferns na wizji o mało nie umiera Matthew McConaughey (precyzyjniej – umiera na chwilę, ale sztuczne oddychanie przywraca go do życia), Zach musi obskoczyć w dwa tygodnie 10 celebrytów i przeprowadzić z nimi wywiady, podróżując wraz z trzyosobową ekipą przez całe Stany Zjednoczone. Jeżeli tego dokona, to spełni swoje dziecięce marzenie – jego show zostanie przeniesione z Internetu do telewizji (przynajmniej tak obiecał mu grający samego siebie Will Ferrell – komik, a zarazem właściciel portalu Funny or Die). Szalona podróż rejestrowana jest przez niewielki zespół dokumentalistów, którym Galifianakis przykazał filmować dosłownie wszystko, co – jak można się domyślić – niejednokrotnie staje się obiektem żartów.

Pytania Galifianakisa są bezczelne, ale często celne i zabawne.

Najlepsze w Between Two Ferns: Film są gościnne występy gwiazd, z którymi fajtłapowaty prowadzący przeprowadza kolejne niezręczne rozmowy. Zawsze miło zobaczyć skonsternowanych Benedicta Cumberbatcha, Petera Dinklage’a, Jona Hamma, Brie Larson, Johna Legenda (muzyk akurat, jako jeden z nielicznych, jest wyjątkowo pewny siebie – ma ku temu zresztą ważny powód), Davida Lettermana, Keanu Reevesa, Paula Rudda i jeszcze parę innych znanych osób, wszystkich w jednym 82-minutowym filmie. Pytania Galifianakisa są bezczelne, ale często celne i zabawne. Na dobrą sprawę goście nie muszą nawet na nie odpowiadać, choć niektórzy próbują się odcinać, i to całkiem skutecznie (David Letterman!). Wystarczy, że skierują wzrok w podłogę z widocznym na twarzy zażenowaniem, zaciekle przy tym milcząc. Prawda jest bowiem taka, że trudno nie uśmiechnąć się, gdy ekran wypełnia twarz kompletnie sparaliżowanego Johna Wicka, który właśnie usłyszał, że Galifianakis ma bliznę na nodze po tym, jak potknął się o fotel kinowy wychodząc z Domu nad jeziorem.

Niestety, zdecydowano się dziury pomiędzy kolejnymi występami gwiazd załatać bardzo umowną i okrutnie przewidywalną fabułą.

Gdyby cały film trzymał poziom wypełniających mniej więcej połowę czasu ekranowego wywiadów, to bez dwóch zdań można by go było uznać za udany. Niestety, zdecydowano się dziury pomiędzy kolejnymi występami gwiazd załatać bardzo umowną i okrutnie przewidywalną fabułą. Podróż Galifianakisa i jego trójki pomocników (operatora kamery, realizatorki dźwięku i prywatnej asystentki) to w zasadzie rozciągnięta na kilka epizodów historia przyjaźni przechodzącej kilka cięższych prób. W punkcie kulminacyjnym tego wątku przyjaciele odwracają się od Zacha, a Zach od przyjaciół, ale już po chwili następuje, rzecz jasna, cudowne pojednanie i można dalej, wspólnymi siłami próbować wypełnić arcytrudne zadanie. Na początku myślałem, albo raczej miałem nadzieję, że twórcy Between Two Ferns chcą w ten sposób sparodiować, obnażyć tego typu oklepane, schematyczne historie; ale nawet jeżeli taki był zamysł (w co z perspektywy czasu coraz bardziej wątpię), to spalił na panewce. Do wątku podróży zwyczajnie nie ma ochoty się wracać, a gdy już pojawia się on na ekranie, to poziom zażenowania porównywalny jest z tym, z którym muszą zmagać się torpedowani chamskimi pytaniami goście programu Galifianakisa.

Lepiej więc sięgnąć po starsze epizody Between Two Ferns, które można znaleźć na YouTube. Po raz kolejny obejrzeć, jak Galifianakis bezpardonowo okłada paskiem Justina Biebera, wchodzi w potyczki słowne z Barackiem Obamą czy próbuje obmacywać Michaela Cerę. Drugą sensowną opcją jest przewijanie pełnometrażowej wersji programu tak długo, aż po bokach ekranów waszych telewizorów, laptopów bądź smartfonów pojawią się zakłopotani celebryci i tytułowe paprocie. 

Ostatnio dodane