Recenzje

ASTERIX I WIKINGOWIE. Szkoła latania

Autor: Iwona Kusion
opublikowano

Styl komiksu został zachowany, ekranizacja zalicza się zdecydowanie do tych udanych i chyba warto przeznaczyć chwilę na ujrzenie filmu tak pogodnego, filmu będącego po prostu bajką.

Opowieść jest utrzymana w świetnym, tradycyjnym stylu, chociaż kilka dialogów wprowadza niemiłe wrażenie. Widziałam jedynie wersję z dubbingiem, który w kreskówkach jest do przyjęcia, a często bywa bardzo dobry, ale niestety występuje tendencja tłumaczenia w stylu osiedlowego języka. Takie rodzime „cool” drażni. Drażniło w Shreku, zatem i tutaj rzuca się w ucho. Na szczęście osoby podkładające głosy rekompensują nieco ową inklinację. Na uwagę zasługuje zwłaszcza… Abba w wykonaniu niejakiej Dody. Jest to najlepiej zdubbingowana (no, może na równi z Trendiksem, w którego wciela się Maciek Stuhr) postać w całym filmie. Emocje, jakie wyrażone są za pomocą głosu, wchodzą w idealną symbiozę z charakterem tej postaci i otrzymujemy spójną całość. Pasuje barwa głosu, umiejętność płynnego przechodzenia z jednego stanu uczuciowego w kolejny i… charakterystyczny śmiech z wdziękiem uzupełniający się z brakiem przedniego zęba u bohaterki. A bohaterka to bardzo wyrazista. Młoda, śliczna córka wodza wikingów, która nie może pogodzić się z rolą, jaka przypada w owej społeczności kobiecie. Buńczuczna, wpadająca w złość, którą wyraża nad wyraz ekspresyjnie, a przy tym tak bardzo dziewczęca. Chciałaby urodzić się mężczyzną, skoro jednak los chciał inaczej, to nie oznacza, że musi się z nim zgodzić. Pokazuje, że kobieta nie musi być łagodna w walce o swe przekonania, a swą determinacją (i dzięki swej urodzie) sprawia to, czego nie udało się dokonać za pomocą mozolnych treningów w wiosce Galów –  pozwala Trendiksowi przezwyciężyć strach.

Warto w filmie Fjedlmarka zwrócić uwagę na świetną muzykę, połączoną z przeplatającymi się plenerami – dwoma kontrastującymi ze sobą środowiskami. Widz jest otaczany raz przez ciepłe barwy, by po chwili rzuconym zostać w krajobraz spowity lodem, królestwo zimnych kolorów. O ile Galowie przedstawiają się jako przyjaźni bohaterowie, potrzebujący od czasu do czasu rozrywki, o tyle wikingowie są przerażający. Nie warto chyba wspominać, iż jako szklanek używają czaszek… Natomiast nie wszystkie zmiany w stosunku do oryginału wyszły na dobre – Trendix robiący show dyskotekowe zamiast rockowego zdecydowanie nie wpasował się w mój smak, chociaż oczywiście od powstania komiksu (rok 1967) minęło wiele lat, ba, wiele dekad, i jak się okazuje, duch muzyczny uległ znacznej modyfikacji. O ile harmonijnie nie splata się to zatem z gustem mym, na pewno współgra z wyraźnymi odwołaniami do współczesności. A tych nie brakuje. Doświadczamy tu konsumpcjonizmu, a zderzenie Trendiksa ze starszym pokoleniem to zderzenie dwóch odmiennych światów. Trendix mógłby z powodzeniem stanowić wizualną i osobowościową markę pojęcia uniseksu. Zestawiając go z Galami można by rzec, że jest delikatny niczym niewiasta, gdyby każda z kobiet, jakie mamy okazję poznać, nie była bardziej męska aniżeli on. To nie Abba występująca przeciw dominacji płci brzydkiej, a twór czasów współczesnych. Mimo wszystko, jest to zwłaszcza bajka dla dzieci i nie wpisuje się do końca w modę, na styl której snuje się obecnie animowane opowieści. Nie wiem, czy to lepiej, czy też gorzej, możliwe, że starsi widzowie mogą przez to poczuć się znudzeni. Poprawnie napisane dialogi także bowiem nie są niczym niesamowitym, mimo tego ta historia to 75 minut akcji, romansu i stonowanego humoru. Przygoda zdecydowanie nie bazująca na zapowiedziach – potworkach, o których wspomniałam wyżej. Z ekranu przeziera optymizm, zachwyca animacja, a miłośnik opowieści o dzielnych Galach, którzy teraz odnajdują przeciwników równie silnych jak oni (nooo… prawie!), nie powinien się poczuć zawiedziony. Styl komiksu został zachowany, ekranizacja zalicza się zdecydowanie do tych udanych i chyba warto przeznaczyć chwilę na ujrzenie filmu tak pogodnego, filmu będącego po prostu bajką. A z bajek lepiej nie wyrastać, więc wypijmy ów napój magiczny do dna, rozkoszując się jego energetycznym działaniem!

Tekst z archiwum film.org.pl (26.05.2006).

Ostatnio dodane