Recenzje

ANIHILACJA. Popęd śmierci. Recenzja bardzo pozytywna

Refleksyjna podróż w nieznane, gdzie mimo obecności namacalnych zagrożeń najniebezpieczniejsze z nich tkwi wewnątrz.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Gdybym miał spróbować znaleźć wspólny mianownik twórczości Alexa Garlanda, byłby to pesymizm. Już w pierwszym swoim scenariuszu Garland snuje wizję epidemii zabójczego wirusa szału, który dziesiątkuje populację Wielkiej Brytanii, a ocalałych odziera z resztek człowieczeństwa. W stronę Słońca przedstawia zaś ludzkość na skraju zagłady, koncentrując się na słabości jednostki wobec silnego stresu i długotrwałej izolacji. Nieoficjalny debiut reżyserski (wciąż pozostaje niejasne, kto w jakim stopniu nakręcił ten film) Garlanda, Dredd, prezentuje ponury obraz przyszłości pełnej bezprawia i przemocy zwalczanej przez garstkę sprawiedliwych. W twórczości reżysera Ex Machina człowiek jest wadliwą istotą, podatną na demoralizację i oszustwo. Protagonista wspomnianego filmu okazuje się niewolnikiem własnych uczuć i naiwności zagłuszającej głos rozsądku. Jego ponadprzeciętny intelekt nie wystarcza, by udało mu się oprzeć manipulacji ze strony sztucznej inteligencji zamkniętej w ciele pięknej kobiety. W Anihilacji Garland idzie o krok dalej, czyniąc wątek dążenia do autodestrukcji motywem przewodnim filmu. Cała otoczka thrillera science fiction okazuje się być przede wszystkim narzędziem zmyślnie konstruowanych metafor.

Tytułowa anihilacja na podstawowym poziomie odnosi się do tajemniczej Strefy, która pojawiła się w niewyjaśniony sposób i stopniowo pochłania coraz większy obszar. Nie wiadomo, co dzieje się ze wcielonym do Strefy krajobrazem, ale z wielu zorganizowanych wojskowych ekspedycji wrócił tylko jeden człowiek. Mąż protagonistki (Oscar Isaac i Natalie Portman) zjawia się w domu rok po swoim zaginięciu i zdaje się nie do końca poznawać miejsce, w którym jest. Mężczyzna nie potrafi udzielić żadnych użytecznych informacji, a po chwili zaczyna pluć krwią. Po wezwaniu pomocy para bohaterów trafia do ośrodka wybudowanego niedaleko od Stefy. Organizowana jest kolejna ekspedycja, tym razem naukowa. Krytyczny stan chorego wymusza na protagonistce (biolożce ze szkoleniem wojskowym) wzięcie udziału w wyprawie, która może pomóc zrozumieć naturę tego dziwnego fenomenu i jego wpływu na człowieka. Szybko staje się jasne, że chęć eksploracji Stefy nie wynika wyłącznie z przymusu – każda z kobiet decydujących się na tę misję ma swój własny bagaż emocjonalny i trudno uznać ich spotkanie za przypadkowe. Zmarłe dziecko, próby samobójcze, alkoholizm – to niebezpieczne środowisko w tajemniczy sposób przyciąga jednostki o autodestrukcyjnych tendencjach. Z drugiej strony, jedna z bohaterek stwierdza w pewnym momencie, że każdy w jakiś sposób dąży do własnej zagłady, chociażby poprzez torpedowanie swojego szczęścia. Garland nie poświęca wiele czasu na ekspozycję, zamiast tego nakreśla dominujące cechy swoich postaci i pozwala wybrzmieć ich zachowaniom. Każda z nich posiada inny stosunek do życia i Strefy, co znajduje odzwierciedlenie w losie, który je spotyka.

Ten bywa autentycznie przerażający i przypomina nam, że pomimo obecności wątków filozoficznych Anihilacja pozostaje skutecznym thrillerem. Reżyser niezwykle umiejętnie buduje napięcie i wieńczy je obrazami, które pozostają z widzem na długo. Nie będzie to raczej zaskoczeniem dla każdego, kto widział 28 dni później albo W stronę Słońca, ale tak kreatywne podejście do scen grozy zasługuje na wyróżnienie. Garland nie operuje wyświechtanymi gatunkowymi kliszami i straszy skuteczniej niż niejeden horror. Zaangażowanie widza to także zasługa świetnych aktorek, które na podstawie oszczędnie opisanych ról tworzą wiarygodne i rozbudowane postaci. Niezwykle autentyczna Natalie Portman perfekcyjnie obrazuje wewnętrzne skonfliktowanie swojej bohaterki, a reszta obsady dzielnie dotrzymuje jej kroku. Osobiste demony i emocjonalne rozterki ryzykujących życie kobiet sprawiają, że utożsamiamy się przynajmniej z niektórymi z nich i z przejęciem obserwujemy, jak Strefa stopniowo je konsumuje.

Istota tajemniczego fenomenu to coś, co widz próbuje zrozumieć równolegle z bohaterkami podczas trwania całego filmu. Skąd ta przedziwna tęczowa poświata? Jaka jest geneza mutacji roślin i zwierząt przyjmujących prawdziwie kuriozalne formy? Dlaczego umysł każdej z kobiet zdaje się ulegać stopniowej degradacji? To tylko podstawowe pytania, na które z czasem można odnaleźć odpowiedzi.

Ostatni akt filmu zmusza do poważniejszych refleksji i bardziej wymagających prób interpretacji.

Sporo kwestii pozostaje bez jednoznacznego wyjaśnienia i choć nielicznych może to pozostawić z poczuciem pustki, innych takie rozwiązanie zachwyci. W świecie, w którym zazwyczaj dostajemy odpowiedzi na tacy, miło jest być zmotywowanym do samodzielnych poszukiwań. Zwłaszcza że, w przeciwieństwie do Ridleya Scotta prezentującego podobne podejście w Prometeuszu, Alex Garland zdaje się znać wyjaśnienie swoich zagadek. To z pewnością film, który zyska z kolejnymi seansami, podczas których znaczenie wielu scen (choćby retrospekcje z udziałem protagonistki i innego wykładowcy – jest to wątek niezwykle istotny dla motywu samozniszczenia) stanie się bardziej przejrzyste.

Nie bez powodu finał jego filmu bywa porównywany do zakończenia 2001: Odysei kosmicznej – to połączenie enigmatycznego symbolizmu wydarzeń z hipnotyzującą oprawą audio-wizualną z pewnością zapisze się w kanonie gatunku, podobnie jak finalna sekwencja arcydzieła Kubricka. Być może błędem było pozostawienie tak wielu niejasności bez wytłumaczenia, ale to niezwykle subiektywna kwestia. Anihilacja dla jednego będzie wspaniałym dziełem prowokującym liczne refleksje, a dla innego chaotycznym filmem o niczym. Fani klasycznego science fiction powinni jednak czuć się dopieszczeni zarówno przedstawianymi motywami, jak i fascynującą wizją Strefy. Reżyser wykreował rzeczywistość intrygującą pomysłem i zachwycającą obrazem – wielka szkoda, że nie dysponował on większym budżetem, dzięki któremu udałoby się uniknąć pewnej wizualnej umowności. Jednakże nawet pomimo ograniczonych środków Garland potrafi zaimponować prawdziwie wizjonerską inscenizacją. Po premierze Anihilacji staje się zupełnie jasne, że powoli wyrasta nam mistrz gatunku, który nie pozwoli zginąć poważnemu sci-fi w morzu kasowych blockbusterów.

Ostatnio dodane