Recenzje

9

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Shane Acker zrealizował dzieło oryginalne – miejscami dynamiczne, miejscami mistyczne – które spodobać się powinno nie tylko najmłodszym widzom. Poetycka animacja o walecznych lalkach tylko z opisu może wydawać się głupiutka i infantylna. Tymczasem dostajemy film, z którego wyziera humanizm, tyle że ze szmacianymi lalkami w rolach głównych.

9 to lalka, która w postapokaliptycznym świecie szuka schronienia i odpowiedzi na pytania: w jakiej rzeczywistości przyszło jej żyć? Dlaczego musi uciekać? Kim jest? Na swojej drodze spotyka podobnych sobie – z numerami od 1 do 8 – którzy walczą o swoje życia, lecz zapomnieli chyba, że są tylko lalkami, a to znaczy, że ktoś je stworzył i to w jakimś konkretnym celu. Wyjątek stanowią bliźniacy 3 i 4, starający się poznać przeszłość i zachować o niej pamięć. A czego się dowiadują? Że ludzie prowadzili ze sobą wojnę i pewne mocarstwo (wyraźne odniesienie do hitlerowskich Niemiec) postanowiło wykorzystać nowoczesną technologię – wielkie maszyny, trochę podobne do Trójnogów z Wojny Światów, trochę do Transformerów, aby wygrać, lecz stało się to, co zawsze się dzieje, gdy pokładamy zbyt wielką nadzieję w sztucznej inteligencji. Świadome swojej siły maszyny obróciły się przeciwko ludzkości i wygrały. Zostały już tylko zgliszcza oraz dziewięć żywych lalek – ostatni przeciwnik dla zbuntowanych żelaznych potworów.

Oglądając zwiastun bądź widząc plakat, trudno przeoczyć dwa nazwiska, które dumnie reklamują 9 – są to Tim Burton oraz Timur Bekmambetov. Pierwszego pana przedstawiać nie trzeba, drugi dał się już poznać kinomanom jako twórca z wyjątkową wyobraźnią i energią, reżyser Nocnej straży i jej kontynuacji, jak również dynamicznego Wanted – Ścigani. U Burtona dominuje mrok, u Bekmambetova akcja. Oba te elementy obecne są w wyprodukowanym przez nich 9 Shane’a Ackera, lecz niesprawiedliwym byłoby twierdzenie, że to właśnie panowie producenci odpowiadają za ogólny kształt filmu. Zwłaszcza że reżyser kilka lat wcześniej nakręcił krótki metraż pod tym samym tytułem, nie opatrzony jeszcze nazwiskami Burtona i Bekmambetova, a jednak równie mroczny i dynamiczny, co obrazy ww. panów. Film również opowiadał o małej lalce walczącej z maszyną w świecie pełnym gruzu i ciemności, lecz nie dowiadywaliśmy się z niego, jak doszło do apokalipsy i skąd się wziął tytułowy bohater. Wszystko to zostaje wytłumaczone w pełnym metrażu Ackera, który – warto przypomnieć – za wcześniejszy 9 nominowany był do Oscara w kategorii najlepszy film krótkometrażowy.

Czy nowy film również doczeka się wyróżnienia od członków Akademii? Niekoniecznie. To nadal intrygujące i niegłupie kino, lecz miejscami starające się przebić pełen prostoty oryginał. Film jest bogatszy w postacie, a każdego z bohaterów rozpoznajemy od razu, bo każdy wyróżnia się czymś innym. 1 jest przywódcą, lecz ważniejsze dla niego wydaje się utrzymanie władzy niż dobro własnych ludzi. 2 to stary poszukiwacz i wynalazca. 3 i 4 zajmują się historią. 5, bez jednego oka, wydaje się dobrotliwym „zwyczajuchem”, zaś 6 przypomina obłąkanego pacjenta zakładu psychiatrycznego. 7 to jedyna kobieta, lecz również najbardziej wojownicza postać filmu, natomiast 8 jest wielkim i niezbyt rozgarniętym drabem. A jaki jest 9? Przede wszystkim jest ciekawski, co nierzadko prowadzi jego i innych na skraj niebezpieczeństwa.

Niewątpliwym atutem filmu jest jego warstwa plastyczna. Obrazy zniszczonego świata porażają widza już od pierwszych sekund i nie przestają zachwycać i przerażać aż do samego końca. Pod tym względem mamy do czynienia z jednym z najbardziej dopracowanych filmów science-fiction ostatnich lat, jak również jednym z najdynamiczniejszych. Sceny akcji są pomysłowe i pełne rozmachu – w ogóle nie przeszkadza fakt, że oglądamy animację. Wierzymy, że 9 i jego kompani są tak żywi, jak to tylko możliwe. I za to należą się wielkie brawa.

Film Ackera nie jest jednak pozbawiony błędów. O ile zapożyczenia z innych obrazów fantastycznych są jeszcze dopuszczalne (czasem włączy się w mózgu światełko, że to już było w Matrixie lub Transformerach), o tyle dialogi powinny być napisane na nowo albo w ogóle wyrzucone. Są banalne i łopatologiczne, a przecież bohaterowie, co by o nich nie mówić, tacy nie są. Najlepsze sceny to te początkowe, gdy 9 jeszcze nie mówi – przygląda się światu i nie rozumie tego, co widzi. Dostajemy wówczas obietnicę wielkiego kina.

W krótkometrażowym 9 nie padało ani jedno słowo, cały film zamknięty był w sugestywnych obrazach, a jednak doznawaliśmy wrażeń nieporównywalnie mocniejszych. Gdyby Acker był konsekwentny i nowy 9 wyrzekłby się słowa na rzecz obrazu, być może powstałoby arcydzieło.

Nie ma jednak co narzekać. Shane Acker zrealizował dzieło oryginalne – miejscami dynamiczne, miejscami mistyczne – które spodobać się powinno nie tylko najmłodszym widzom. Poetycka animacja o walecznych lalkach tylko z opisu może wydawać się głupiutka i infantylna. Tymczasem dostajemy film, z którego wyziera humanizm, tyle że ze szmacianymi lalkami w rolach głównych.

Tekst z archiwum film.org.pl (14.09.2009).

Ostatnio dodane