Recenzje

7 UCZUĆ. Koterscy mierzą się z dzieciństwem

"7 uczuć" to jeden z lepszych filmów Koterskiego, bo pozwala wybrzmieć motywom zaakcentowanym już wcześniej.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

W najnowszym filmie Marka Koterskiego dzieją się dziwne rzeczy: już dzisiaj mężczyzna, który dotychczas grał syna, staje się samym Adasiem Miauczyńskim, a dorośli przeobrażają się w dzieci. Pomysł, aby dojrzali i wyrobieni aktorzy wcielali się w pociechy, jest karkołomny, w zamyśle mocno teatralny, ale jak to bywa u Koterskiego – efektowność wcale nie przyćmiewa tego, co naczelny reżyser „wszystkich neurotyków” chce powiedzieć o nas samych. Tym razem wiwisekcja dotyczyć będzie dzieciństwa, źródła wszelkich udręk.

Seria Marka Koterskiego zawsze dotyczy w jakiś sposób interioryzacji, a kosmos jego filmów to zgrabnie działający mechanizm.

Punktem wyjścia w 7 uczuciach jest sytuacja, która doprowadza Adasia Miauczyńskiego na kozetkę terapeutki, ale błędne byłoby stwierdzenie, że jest to pierwszy raz, kiedy bohater tak mocno wchodzi w głąb siebie. Seria Marka Koterskiego zawsze dotyczy w jakiś sposób interioryzacji, a kosmos jego filmów to zgrabnie działający mechanizm. Już w Dniu świra Adaś spowiada się widzowi, a we Wszyscy jesteśmy Chrystusami zarówno ojciec, jak i syn wspominają, że w dzieciństwie bardzo się z różnych powodów bali świata. Wchodzimy więc do czasów, w których Adaś był kształtowany, zarówno na korytarzach szkolnych, jak i w domu rodzinnym, w którym codzienne sytuacje przypominają niekiedy skecze Monty Pythona. Jak to z dzieciństwem bywa: mamy tutaj konflikt ojcowsko-synowski, wzdychanie do koleżanek szkolnych, nadopiekuńczość matki i moment, w którym należałoby się od tego wszystkiego odkleić.

Jest to dziwaczny pomysł, aby w rolach dzieci obsadzić dorosłych, ale teatralna emfaza niekiedy pozwala wydobyć z postaci jeszcze większą dawkę tragizmu. Badacze naszych najskrytszych lęków mówią, że nie ma obleśniejszego widoku niż dorosły zachowujący się jak dziecko – pogłębia on naszą irytację i uruchamia wewnętrzny sprzeciw wobec takiego mazgajstwa. Film 7 uczuć ma spory walor terapeutyczny – nasza niezgoda to konieczny element leczenia. Jest ponadto prawdziwie ciekawą klamrą, że Michał Koterski, który dotychczas wcielał się w syna Miauczyńskiego, sam staję się „tym” Adasiem. Tkwi w tym tragizm ludzkiego losu, mówiący, że nie tylko wszyscy jesteśmy Miauczyńskimi, ale również, że syn zawsze w końcu stanie się taki jak obserwowany z dala dorosły – zdatny do terapii, a nawet bardzo jej potrzebujący.

7 uczuć

Jedyna mina, na jaką twórca Dnia świra mógł nadziać swojego syna, to postawienie go obok aktorów, którzy dotychczas grali główne role w jego filmach, a także starych wyjadaczy, którzy zostali zaproszeni do tego projektu. Obok Roberta Więckiewicza, Katarzyny Figury, Joanny Kulig, Marcina Dorocińskiego i Andrzeja Chyry stoi Michał Koterski, grający zagubionego i w wielu przypadkach biernego Adasia. I robi to na tyle dobrze, że nietrudno uwierzyć w klucz, którym kierował się reżyser, wybierając twarze do poszczególnych bohaterów. Pełnię wygranej ten koncept osiąga w momencie, w którym widz na chwilę zawiesza niewiarę i widzi w tym bohaterze prawdziwe dziecko wraz ze wszystkimi jego przywarami. Są mimo to również sytuacje, w których przypomina to kabaret z Marcinem Dańcem.

Dzieło to na szczęście nie ogranicza się do operacji na otwartym sercu dziecka. Świat, który skonstruowano na potrzeby małego Adasia, bije również w groteskowość polskiej edukacji, absurdy zachowań dorosłych widziane oczami dzieci, a także bolesne uświadomienie sobie w końcu, że pomiędzy dorosłymi a ich pociechami rośnie coraz większa ściana. Z tego właśnie powodu 7 uczuć to jeden z lepszych filmów Koterskiego, bo nie tylko pozwala wybrzmieć motywom zaakcentowanym już wcześniej, ale przypomina widzowi, że największym absurdem życia jest zmienianie się we własnych rodziców. Niestety zauważyć można to dopiero wtedy, gdy porzucamy skorupę niewinności. I niestety – nie bez pomocy specjalistów.

Ostatnio dodane