search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSZE THRILLERY WSZECH CZASÓW. Wyniki plebiscytu!

REDAKCJA

18 marca 2018

REKLAMA

20.

 Telefon

Phone Booth, 2002, reż. Joel Schumacher

Telefon to historia Stu Sheparda, który na swoje nieszczęście podnosi słuchawkę dzwoniącego w ulicznej budce telefonu. Po drugiej stronie drutu tkwi psychopata, którego misją dziejową jest, jakże oryginalnie, zbawienie świata. Zaczyna od małych kroczków, czyli od duszy swojej ofiary. Stu, pracujący na co dzień w branży reklamowej, ma we krwi konfabulowanie i korzystanie z drobnych oszustw, żeby osiągnąć cel (a jest nim, między innymi, pozamałżeński romans z aspirującą aktorką) – tym razem jednak standardowe środki nacisku zawodzą. Jego rozmówca grozi mu śmiercią, wrabia go w morderstwo, bawi się jego strachem i reakcjami tłumu na uwięzionego w budce telefonicznej mężczyznę. Telefon to, wbrew pozorom, film bardzo dynamiczny. Ma na to wpływ zarówno kadrowanie, dość nerwowe w odbiorze (widz momentami obserwuje jednocześnie sytuację na ulicy, na której stoi budka, i coraz bardziej szalone w wyrazie oczy głównego bohatera), jak i całkiem przyzwoita gra Colina Farrella w roli Stu –wraz z upływem czasu, widz coraz mocniej identyfikuje się z zastraszonym uwięzionym, szukając w jego przewinach i reakcjach własnych działań i odczuć. [Agnieszka Stasiowska]

19.

Lokator

Le Locataire, 1976, reż. Roman Polański

Ostatnia część „trylogii apartamentowej” Polańskiego, będąca adaptacją opowiadania Rolanda Topora, podobnie jak Wstręt i Dziecko Rosemary przytłacza niezwykłą ciasnotą. Kamera porusza się głównie wewnątrz małego mieszkania Trelkovsky’ego, koncentrując się jednocześnie na postaci samego bohatera, stopniowo popadającego w paranoję. Polański konstruuje napięcie dzięki postawieniu widzowi pytania: czy spisek sąsiadów mający na celu doprowadzenie Trelkovsky’ego do szaleństwa i śmierci jest prawdziwy, czy to jedynie urojenie przewrażliwionego protagonisty? Które momenty są autentyczne, a które są wytworem (chorej?) wyobraźni mężczyzny? Stopniowe popadanie w obłęd, utrata własnej tożsamości, rozpad prywatności, niszczenie jednostki przez zbiorowość – reżyser nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi, o czym tak naprawdę opowiada Lokator. Zamiast tego pozwala zanurzyć się w klaustrofobicznej atmosferze nieustannego lęku i przerażających wizji. [Dawid Konieczka]

18.

Frantic

1988, reż. Roman Polański

Rasowy thriller z gwiazdą w roli głównej. Facet przyjeżdża do Paryża ze swą żoną. Melduje się w hotelu, bierze prysznic, wychodzi z łazienki, a tu? Nie ma żony. Zniknęła. Porwali ją, uciekła? Harrison Ford nie wie nic, więc wkurzony idzie na poszukiwanie i zderza się przede wszystkim z francuską biurokracją oraz nielicznymi śladami zaginięcia sugerującymi…  Więcej nie ma sensu zdradzać. To świetny film, trzymający w napięciu, zaskakujący, znakomicie zagrany przez Forda, będącego wówczas u szczytu popularności, na który nigdy już nie wrócił (po Gwiezdnych wojnach i pierwszym Indianie Jonesie, ambitniejszym Wybrzeżu Moskitów i Świadku, a tuż przed Pracującą dziewczyną i Ostatnią Krucjatą). 20-milionowy budżet nie zwrócił się w pełni, tym niemniej to udana mieszanka dramatu jednostkowego z klasycznym kinem sensacyjnym. [Rafał Oświeciński]

17.

Osiem milimetrów

8mm, 1999, reż. Joel Schumacher

Kobieta znajduje w sejfie zmarłego męża film, na którym zarejestrowano zabójstwo młodej dziewczyny. Wynajmuje prywatnego detektywa, który ma utwierdzić ją w naiwnym przekonaniu, że podczas kręcenia tego krótkiego dzieła aktorce nic złego się nie stało. Tom Welles podejmuje się zlecenia i wkracza w ohydny światek snuff movies, w którym słowo zboczenie nabiera nowego, złowrogiego wymiaru. Film Joela Schumachera jest brudny, ciemny, mroczny i ohydny. Świadomość, że choćby luźno opierać się może na realiach, wywołuje w widzu prawdziwe dreszcze, tym samym w pełni zasługując na miano thrillera. Jedynym jasnym punktem tej produkcji jest talent Nicolasa Cage’a, tak rzadko zwłaszcza ostatnimi czasy objawiany, w Ośmiu milimetrach lśniący własnym, nie odbitym światłem. [Agnieszka Stasiowska]

16.

Nagi instynkt

Basic Instinct, 1992, reż. Paul Verhoeven

Rasowy dreszczowiec, w którym erotyczne napięcie – nie polowanie na zabójcę – popycha do przodu fabułę, określa bohaterów. Seks to główny motywator agresywnego Michaela Douglasa, przebiegłej Sharon Stone, uległej Jeanne Tripplehorn. Każde z nich walczy o dominację, co doskonale obrazuje jedna z najsłynniejszych scen w historii kina – tak, chodzi o to, co pokazuje na przesłuchaniu Stone, ale również to, w jaki sposób reagują samce zaangażowane w śledztwo. Podnieceni, spoceni, zafascynowani łatwo ulegają urokowi kobiety bez majtek – ich wyobraźnia działa na wysokich obrotach i z tego powodu popadają w mniejszą lub większą paranoję. Taki to film – o niebezpiecznych obsesjach, manipulacji popędami seksualnymi. Reżyser, Paul Verhoeven, i Joe Eszterhas, scenarzysta, doskonale to skonstruowali (scenariusz został sprzedany za wówczas rekordowe 3 miliony baksów): co chwilę zacierają ślady, fabuła wypełnia się z każdą minutą dwuznacznymi relacjami między bohaterami. Bezpruderyjny, odważny, fascynujący klasyk Hitchcocka bez Hitchcocka. [Rafał Oświeciński]

15.

Blue Velvet

1986, reż. David Lynch

Blue Velvet jest chwilami naiwne, a nawet infantylne. W innych miejscach przenosi natomiast widza do świata, którego reguły są trudne do zaakceptowania nawet przez dorosłych widzów. To pękniecie jest spowodowane tym, co od premiery filmu będzie napędzać całą twórczość reżysera – zderzeniem dziecięcego sposobu postrzegania świata z obawami, jakie rodzą się w człowieku podczas dorosłego życia. W pewnym sensie Lynch nigdy nie dorósł, na zawsze pozostając dzieckiem, które z zachwytem, ale i z rosnącym lękiem spogląda na ojca, który ginie w lesie w celu odnalezienia kolejnych roślin zainfekowanych przez tajemnicze choroby. [Filip Jałowski, fragment artykułu]

14.

Przylądek strachu

Cape Fear, 1991, reż. Martin Scorsese

Przylądek strachu jest niesłusznie niedoceniany. Jest to klasycznie zbudowany thriller – gatunek rzadko realizowany przez Martina Scorsesego (powrócił do niego dopiero przy Wyspie tajemnic). Jednak w jego ramach reżyser porusza się niezwykle zręcznie: doskonale rozumie jego zasady, wie, jak wprowadzać bohaterów, budować między nimi konflikt i podnosić napięcie. Świadomie używa wielu klisz i schematów rządzących konwencją dreszczowca, czasami wręcz bezpośrednio nawiązuje do pierwszej adaptacji J. Lee Thompsona z 1962 roku. Film Scorsesego porusza jednak trochę inne struny, inaczej rozkłada akcenty dramaturgiczne, w inny sposób wykorzystuje postaci i analogiczne wydarzenia – na każdej z tych płaszczyzn wygrywa z pierwowzorem. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]

13.

Okno na podwórze

Rear Window, 1954, reż. Alfred Hitchcock

Na kilkadziesiąt lat przed wymyśleniem reality shows, Hitchcock nakręcił film o niebezpieczeństwach wynikających z podglądania. Zrazu niewinne hobby z czasem zamienia się w prawdziwą obsesję, opartą tylko na domniemaniach, przypuszczeniach i coraz dokładniejszej obserwacji. Tę niemal paranoję Hitchcock podkreślił poprzez dość niezwykłe wykorzystanie obrazu i dźwięku. Cały film został nakręcony z perspektywy mieszkania Jeffa, a kamera opuszcza to miejsce tylko na kilka krótkich ujęć, podczas dwóch kulminacji – znalezienia uduszonego psa i w dramatycznej końcówce filmu. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]

12.

Adwokat diabła (Adwokat zbrodni)

Guilty as Sin, 1993, reż. Sidney Lumet

Odnosząca sukcesy mecenas Jennifer Haines (w tej roli eteryczna Rebecca de Mornay) podejmuje się obrony oskarżonego o zabójstwo małżonki Davida Greenhilla (Don Johnson). Na jej decyzję niewątpliwie wpływ ma fakt, że jej klient jest niezwykle atrakcyjnym mężczyzną. To, co do niego czuje, wkrótce jednak zmienia swój charakter, Jennifer coraz silniej bowiem przekonana jest o winie Davida. Za dnia wiernie stoi przy swoim podopiecznym, wieczorami zaś prowadzi przeciwko niemu własne śledztwo, ryzykując życiem. Film Sidneya Lumeta pełny jest klasycznych ujęć ukazujących zagrożenie – samotna kobieta w pustym biurowcu, szpilki spadające podczas szamotaniny z wysokości kilku pięter. Dziś zarówno te ujęcia, jak i gra aktorska de Mornay i Johnsona wydają się nieco sztuczne, przestarzałe. Sam film jednak to klasyk gatunku. [Agnieszka Stasiowska]

11.

Autostopowicz

The Hitcher, 1986, reż. Robert Harmon

Rozgrywający się na styku realizmu i surrealizmu film nieprzypadkowo rozpoczyna się w momencie, gdy zmęczony Jim prawie zasypia za kierownicą, cudem uniknąwszy zderzenia z ciężarówką. Śmierć czai się na chłopaka gdzieś między snem a jawą, niedopowiedzeniem a dosłownością. Harmon bierze dosadność i efektowność kina akcji oraz brutalność i niejednoznaczność horroru, jednocześnie stwarzając poetycki nastrój, odczuwalny nawet wtedy, gdy dwa radiowozy koziołkują w zwolnionym tempie. Wydatnie pomagają mu w tym zapadająca w pamięć nastrojowa muzyka Marka Ishama oraz zdjęcia Johna Seale’a, które sprawiają, że pustynia jest niezwykle ciasnym i nieprzyjemnym miejscem. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji]

REKLAMA