Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE POLSKIE KOMEDIE. Wielki ranking czytelników

12. C.K. Dezerterzy 

1985, reż. Janusz Majewski

Pewnie mało kto wie, że scena z Jak rozpętałem drugą wojnę światową, w której Franek Dolas przedstawia się jako Grzegorz Brzęczyszczykiewicz została zaczerpnięta z C.K. Dezerterów (1937) Kazimierza Sejdy, w której frajter Stefan Kania przedstawił się jako Szczepan Brzęczyszczewski. Ekranizując tę powieść, Janusz Majewski zrezygnował więc z tej sceny, ale i bez niej opowieść naładowana jest masą humoru. Film zrealizowany w koprodukcji z Węgrami opowiada o żołnierzach armii cesarsko-królewskiej (austro-węgierskiej) w jej schyłkowym okresie (1918 r.). Scenariusz jest naszpikowany kapitalnymi dialogami, a wiele scen zyskuje dzięki doskonałej interpretacji aktorskiej. Marek Kondrat w roli zaradnego szeregowca czy Wojciech Pokora jako bezwzględny służbista tworzą niezapomniane kreacje, ale postacie epizodyczne również zapadają w pamięć, chociażby Mariusz Dmochowski w roli generała. Film pozostający chyba nieco w cieniu kultowych obrazów Juliusza Machulskiego z lat osiemdziesiątych, ale zasługuje na uwagę wcale nie mniejszą. To jeden z tych filmów, które – nawet jeśli są znane na pamięć – ogląda się świetnie przy każdej powtórce w telewizji. [Mariusz Czernic]

11. Nie lubię poniedziałku

1971, reż. Tadeusz Chmielewski

Na czym polega więc fenomen Nie lubię poniedziałku i co sprawia, że do dziś wielu odbiorców ma do filmu ogromny sentyment? Wydaje się, że chodzi o całościowy nastrój dzieła. Chmielewski co prawda zaznacza pewne przywary polskiego społeczeństwa i działania państwa, ale robi to subtelnie, bez zbędnej nachalności. Współcześnie, w dobie kolejnych filmów społecznych, z których wręcz emanuje czarny naturalizm, epatowanie narodowymi wadami ocierające się o przesadę i szeroko pojęty pesymizm, komediowy klasyk z początku lat siedemdziesiątych tylko zyskuje. Także na tle współczesnych polskich komedii Nie lubię poniedziałku wybija się ponad przeciętność. Dzięki wprowadzanym z finezją gagom i sympatycznym postaciom znajdującym się w pozornie codziennych, acz niezwykłych sytuacjach, prosty (a nie prostacki), uniwersalny humor zupełnie się nie starzeje i trafia do bardzo szerokiej grupy widzów. Można być pewnym, że kolejne pokolenia kinomanów będą oglądać dzieło Tadeusza Chmielewskiego z uśmiechem na twarzach. [Dawid Konieczka, fragment recenzji]

10. Rejs

1970, reż. Marek Piwowski

Trudno opisać ten film w taki sposób, by zachęcić do oglądania. Bo każdy opis fabuły czy konkretnej sceny z filmu brzmiałby bez sensu. Ale w dzisiejszej polskiej rzeczywistości niewiele jest osób, które nie słyszałyby o tym filmie. Stał się on właściwie legendą, dziełem kultowym, z którego teksty są często cytowane, być może nawet przez osoby, które filmu nie widziały. Trudno uwierzyć, że był tu jakiś scenariusz i jakiś reżyser, bo całość wygląda jak zbiór losowo zmontowanych scen ukazujących nijakich, bezbarwnych obywateli gadających bez sensu (chciałoby się dodać „nuda – jak w polskim filmie”). Ta zwyczajność wybrzmiewa w dużym stopniu dzięki zatrudnieniu wielu naturszczyków. Ale pod tym całym improwizowanym, satyrycznym spektaklem misternie ukryta jest krytyka totalitaryzmu i wszelkiego zniewolenia. Wszechobecny absurd i głupota wynikają z nieudolnego zarządzania. W tym chaosie jest metoda – reżyser Marek Piwowski i scenarzysta Janusz Głowacki mają konkretny cel i realizują go w formie eksperymentalnej. Upływ czasu pokazał, że to był udany eksperyment – historia polskiego kina byłaby uboższa bez tego tytułu. [Mariusz Czernic]

9. Vabank

1981, reż. Juliusz Machulski

Vabank był rozrywką na poziomie, który polskie kino osiągało rzadko, a w na przełomie lat 70. i 80. sięgało jeszcze rzadziej. Rodzimi filmowcy – nie bez słuszności zresztą – w większości poświęcali się misji kontestowania totalitarnego systemu poprzez kino moralnego niepokoju, z rzadka oddając się mniej autorskim projektom. Machulski junior na swój debiut wybrał historię czysto gatunkową, którą napisał jeszcze na studiach reżyserskich w łódzkiej Filmówce, i okazało się to strzałem w dziesiątkę. „Chciałem udowodnić, że w Polsce można zrobić dobry film kryminalny” – mówił wówczas debiutant, ale zamiast rozwiązywać na ekranie klasyczną zagadkę zbrodni, postawił na pastisz konwencji kina gangsterskiego. […] Akcja w debiucie Machulskiego zawiązuje się szybko i nie zwalnia ani na chwilę, co też stanie się później domeną „króla polskiej komedii”. [Dawid Myśliwiec, fragment zestawienia]

8. Poszukiwany, poszukiwana

1972, reż. Stanisław Bareja

Bohaterem filmu jest Stanisław Maria Rochowicz, pracownik muzealny, który pewnego dnia ma pecha być oskarżonym o kradzież obrazu. Płótno to, przedstawiające dłoń, pędzla wyszczekanego i upierdliwego artysty Bogdana Adamca, jest właściwie bezwartościowym knotem, lecz jako „dzieło sztuki” przedstawia sporą wartość finansową, a za jego brak w magazynie muzeum Bogu ducha winnemu Rochowiczowi grozi 5 lat więzienia. Nie mając innego wyjścia, przebiera się za kobietę i ucieka, by w spokoju namalować replikę obrazu i podrzucić do magazynu. Pomimo przypisywanych filmowi przedwojennych koneksji (w Czy Lucyna to dziewczyna (1934) również miały miejsce przebieranki i wynikająca z tego komedia pomyłek), Poszukiwany poszukiwana to dzieło świeże, na wskroś współczesne, z ostrzem satyry celnie wymierzonym w ówczesną peerelowską absurdalną rzeczywistość. […] Podczas kolaudacji zarzucano reżyserowi niespójność fabuły, rozbitej na szereg epizodów i konfrontacji Stanisława/Marysi z nieznośną rzeczywistością. Nie wiedzieli oni, że właśnie są świadkami narodzin – nie, nie nowej świeckiej tradycji – lecz specyficznego stylu reżysera, który, rozwinięty, doprowadzi Stanisława Bareję na szczyty popularności. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]

7. Jak rozpętałem drugą wojnę światową

1969, reż. Tadeusz Chmielewski

Mało który film w tak rozbrajający i żartobliwy sposób korzysta ze stereotypów dotyczących różnych narodów: Anglików, Włochów, Niemców, Jugosłowian, rzecz jasna Polaków także. Reżyser i scenarzysta Tadeusz Chmielewski był bez wątpienia mistrzem komedii, a ten film to jego szczytowe osiągnięcie. Dużym atutem jest dbałość o realizm językowy – można usłyszeć tu aż dziewięć języków, co jest ewenementem jeśli chodzi o polskie kino. Podstawą scenariusza była powieść Kazimierza Sławińskiego Przygody kanoniera Dolasa (1967), ale Chmielewski korzystał także z innych źródeł (np. C.K. Dezerterzy Kazimierza Sejdy). Ostatecznie powstało dzieło z tak dużą ilością gagów, że można by nimi obdzielić wiele filmów. Historia została podzielona na trzy części (Ucieczka, Za bronią, Wśród swoich) i w dużej mierze jest to fabuła przygodowa z mnóstwem zaskakujących zwrotów akcji oraz galerią zróżnicowanych bohaterów. Trudno sobie wyobrazić w głównej roli kogoś innego niż Marian Kociniak – taka rola dla aktora może być darem i jednocześnie przekleństwem, bo trudno się potem od niej uwolnić. Zyskują na tym widzowie, a właściwie kolejne pokolenia widzów, bo film wciąż jest chętnie oglądany. [Mariusz Czernic]

6. Dzień świra

2002, reż. Marek Koterski

Film ten zakorzenił się w popkulturze do tego stopnia, że wręcz potykamy się o niego w życiu codziennym. Słysząc „Dżizas, kurwa, ja pierdolę!” czy prawdę objawioną o idiotyzmie decydowania o życiu za młodu, gdy jest się kretynem, obcujemy właśnie z Dniem świra. Film nie bez kozery zaskarbił sobie taką popularność. Koterski udowodnił w nim, że potrafi wyłuskać z ludzi ich najgorsze cechy. Jego żyłka dokumentalisty przejawia się w tym błyskotliwym portrecie współczesnych mu rodaków. Nikt tak jak on nie wyczuł dotychczas nastrojów społecznych Polaków. Obserwując samego siebie przez pryzmat sfrustrowanego inteligentna załatwionego przez innych na dzień cały, widz musi ulec refleksjom. Polska przedstawiona w świecie Adasia Miauczyńskiego, polonisty z zawodu, poety z zamiłowania, nie jest miejscem do życia. Przerysowane wydarzenia i irytujące cechy ludzi, z którymi protagonista obcuje, budują rzeczywistość absurdalną. Adaś jest myślicielem, ale jego przemyślenia nigdy nie wykraczają poza sferę przykrego banału. [Aleksander Gałąska, fragment zestawienia]

5. Sami swoi

1967, reż. Sylwester Chęciński

Zmuszone do opuszczenia Kresów Wschodnich zwaśnione ze sobą rodziny Pawlaków i Kargulów osiedlają się w nowym miejscu. Ziemie Odzyskane stają się dla nich domem. To tutaj będą budować swoje szczęście i na powrót organizować sobie życie. Jak mają to zrobić, gdy za płotem zamiast sąsiada mają znienawidzonego od lat wroga? Zarządzał wtedy pośpieszne opuszczenie pociągu i osiedlenie się tuż za płotem rodziny Kargulów. Największych Pawlakowych nieprzyjaciół. To przez nich Jaśko Pawlak zmuszony został do ucieczki do Stanów Zjednoczonych (wszak pocięcie przez niego kosą Kargula to nie był żaden grzech, tylko sprawiedliwość!). Od tej pory, już w nowym domu, rozpoczyna się kolejna wojna pomiędzy rodzinami. Pełna walk i okresów zawieszenia broni. […] Duet Kargul–Pawlak wspaniale się dopełnia i mnie samej trudno jest wybrać, który z nich budzi moją większą sympatię. Nie ma Pawlaka bez Kargula i na odwrót. Sądzę, że gdyby jeden z nich został zastąpiony innym aktorem, film nie byłby już taki sam. […] Do tego dialogi, które śmieszą nawet po półwieczu, wypowiedziane gwarą i z charakterystycznym zaśpiewem. A to wszystko osadzone w realiach dawnej wsi, z jej tradycjami, sposobem postrzegania świata i wyznaczania priorytetów. [Anna Niziurska, fragment artykułu]

Ostatnio dodane