Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE POLSKIE KOMEDIE. Sprawdź WYNIKI plebiscytu!

Na polskim podwórku rozegrała się niejedna doborowa komedia. Czy to o gangsterskich porachunkach, ucieczkach przed milicją, nieznośnych sąsiadach czy słomianych misiach – każda potrafi szczerze rozbawić, a to dzięki temu, że my jak mało kto uwielbiamy śmiać się z samych siebie.  

„Sfiksowałyście, boście chłopa dawno nie miały! Chłopa wam trzeba!”, „Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja tu mięso mam!”,  „Ileż to razy w myślach osiągałem wszystko. Udało mi się tylko nie być komunistą”. Każdy z tych cytatów jest, jeśli nie doskonale znany, to przynajmniej dobrze kojarzony, gdyż polskie komedie nie znikają z języka używanego przez Polaków na co dzień. I choć trudno wybrać najlepszy cytat z ulubionego filmu, zadanie to nie jest niemożliwe. Przynajmniej trochę je ułatwiliśmy. 

Poniżej znajduje się lista dwudziestu tytułów z najwyższą uzyskaną liczbą głosów, uporządkowanych rosnąco. Przekonajcie się sami, czy wyniki Was zaskoczą. 

20. Kingsajz

1987, reż. Juliusz Machulski

Juliusz Machulski nigdy nie stronił w swych filmach od nawiązań do totalitarnego ustroju, który panował w Polsce w pierwszej dekadzie jego kariery reżyserskiej. O ile w debiutanckim Vabank nie było to jeszcze tak widoczne, o tyle już Seksmisja nawiązywała do rządów reżimu, zaś Kingsajz był bodaj najbardziej zaawansowaną – a przy tym stworzoną z największą wyobraźnią – jego alegorią. I to właśnie niezwykłe umiejętności kreacyjne Machulskiego sprawiły, że Kingsajz, wraz jego Szuflandią, nadszyszkownikami i krasnalami, ogląda się tak wybornie. Wzorowany na Podróżach Guliwera baśniowy scenariusz pozwolił na stworzenie bardzo dynamicznej, niemal przygodowej historii, której umowność jest tylko pozorna – szybko odnaleźć można nawiązania do peerelowskiej rzeczywistości, które najwyraźniej okazały się wystarczająco dobrze ukryte, by oszukać cenzurę. Tymczasem kingsajzowe powiedzonka takie, jak „hejkum kejkum” i „nie kop pana, bo się spocisz” błyskawicznie przeniknęły do ówczesnej polszczyzny, potwierdzając, że Machulski jak mało kto ma talent do przewidywania komediowych upodobań Polaków. [Dawid Myśliwiec, fragment zestawienia]

19. Hydrozagadka

1970, reż. Andrzej Kondratiuk

Reżyser Andrzej Kondratiuk, po udanych debiutach fabularnych i telewizyjnych, w 1970 roku nakręcił może jeden z najgłupszych i jednocześnie najśmieszniejszych, najbardziej kultowych filmów w polskim kinie – Hydrozagadkę.  Głównym bohaterem (dosłownie) jest detektyw Jan Walczak (Józef Nowak), w rzeczywistości superbohater As o nie tak bardzo nadprzyrodzonych mocach, który postanawia rozwikłać zagadkę zniknięcia wody w Warszawie podczas największych upałów. […] Cały film jest utrzymany w konwencji groteski, co widać już od samej czołówki, która nie przypomina żadnej innej – zamiast typowych napisów i przewodniej muzyki, pojawia się twarz młodej Igi Cembrzyńskiej, która z wdziękiem i dowcipem, przez prawie cztery minuty, odczytuje nazwiska twórców, podrygując i terkocząc przy tym wydumaną melodię. Na przykład na początku, gdy Jan Walczak zgadza się rozwiązać Hydrozagadkę i, kryjąc się za przeciwsłonecznymi okularami, prosi o dyskrecję, a zaraz potem widzimy go przylatującego w ciemnym, obcisłym stroju z peleryną, z kompletnie odsłoniętą twarzą i identyczną jasną grzywką. […] Z takich właśnie absurdów i suchych żartów składa się duża część tego filmu. [Brunon Hawryluk, fragment artykułu]

18. Brunet wieczorową porą

1976, reż. Stanisław Bareja

Stanisław Bareja w początkowej fazie twórczości zrealizował dwie produkcje kryminalne: film Dotknięcie nocy (1961) i serial Kapitan Sowa na tropie (1965). Potem filmem Brunet wieczorową porą przypomniał o sobie jako o miłośniku zagadek kryminalnych. Intrygę z morderstwem wzbogacił jednak sporą dawką humoru i czegoś, co określa się mianem bareizmów, czyli specyficznego absurdu i kiczu. Krzysztof Kowalewski, typowy polski everyman, został postawiony w sytuacji dziwnej, w której zwykła polska codzienność nagle zostaje wywrócona do góry nogami. Doskonale, lepiej niż w innych filmach tego twórcy, wybrzmiewa satyra na PRL-owską rzeczywistość. Pijaństwo, cwaniactwo, arogancja otaczają ten świat i atakują na każdym kroku próbujących żyć uczciwie zjadaczy chleba. Przy tworzeniu komicznych sytuacji i dialogów brał udział Stanisław Tym, który nie był zadowolony z efektu końcowego, dlatego podpisał się pseudonimem. Z filmem kojarzona jest również piękna piosenka Cygańska jesień w wykonaniu Anny Jantar. Brunet wieczorową porą to w pełni udane i wbrew pozorom inteligentne kino rozrywkowe, a dla osoby piszącej te słowa – ulubiony film Barei. [Mariusz Czernic]

17. Kogel-mogel

1988, reż. Roman Załuski

Kogel-mogel to jedna z lepiej zagranych polskich komedii. To nie tylko przekonujące role, ale też znakomity timing, wspomagany przez naprawdę inteligentny montaż. W tej produkcji udało się coś, z czym wielu polskich filmowców ma problem do dzisiaj. Losy ambitnej Kasi, która nie może odnaleźć się w wielkim PRL-owskim mieście, trafia nie tylko do tych, którzy dobrze pamiętają, jak to wtedy było. To w gruncie rzeczy dość uniwersalna historia o dziewczynie, która nie godziła się na panujące reguły. Zamiast wyjść szybko za mąż, niańczyć dzieci, gotować i sprzątać, chciała się rozwijać, uczyć, podróżować po świecie. Choć Kogel-mogel to komedia, wielu widzów słusznie wskazuje, że wymowa filmu jest tak naprawdę smutna. Mimo pójścia pod prąd i wzięcia się z życiem za bary Kasia i tak kończy jako młoda żona i matka, gotująca, sprzątająca, siedząca na wsi – i panujący tam „jakby luksus” niewiele zmienia. [Karol Barzowski, fragment recenzji]

16. Kiler-ów 2-óch

1999, reż. Juliusz Machulski

Jak nietrudno zauważyć, oś fabuły stanowi nieco zmodyfikowaną wersję Vabank II. W obu filmach wsadzony za kratki w pierwszym filmie bandzior, w sequelu dzięki pewnym machinacjom wychodzi na wolność, zresztą po to tylko, by zemścić się na głównym bohaterze. Lecz o ile Vabank II był poprowadzony serio, to Kiler-ów 2-óch jest komediową jazdą w stylu wariackim. Grepsiarstwo, wielkie jak wół aluzje, puszczanie oka do widza oraz ostentacyjny brak powagi i poszanowania dla realizmu i logiki, wypełniają drugą część Kilera bez reszty. […] Amerykańskie sequele zdążyły już przyzwyczaić nas do tego, że w większości są prostymi kalkami pierwowzorów. Juliusz Machulski na szczęście nie przyswoił sobie tej lekcji z almanachu robienia filmów po amerykańsku, dzięki czemu Kiler-ów 2-óch (nawiasem mówiąc, charakterystyczna tytułologia reżysera osiągnęła tu zenit) jest filmem świeżym, zaskakującym i czerpiącym z oryginału w bardzo przyzwoitym zakresie. [Adrian Szczypiński, fragment recenzji]

15. Wesele

2004, reż. Wojciech Smarzowski

Pierwsza produkcja kinowa Wojciecha Smarzowskiego, który dzisiaj – chyba jednogłośnie – uznawany jest za najwybitniejszego współczesnego reżysera w naszym kraju. Ja osobiście najbardziej lubię jego filmy zahaczające o niedawną polską historię (Róża, Wołyń), ale już w tym debiutanckim obrazie wychodzą na jaw atuty, dzięki którym zyskał obecną pozycję – nieprzeciętny zmysł obserwacji i bezkompromisowość w obnażaniu ludzkich słabości. W strumieniach alkoholu, w rytm melodyjnych piosenek o miłości osoby, które teoretycznie powinny być najważniejsze podczas wesela – czyli młoda, zakochana para – schodzą na dalszy plan. Z eleganckich, ubranych w garnitury Polaków wychodzi wiocha. Do głosu dochodzą: chamstwo, obłuda, egoizm, pazerność. Choć uważam, że to naprawdę świetne kino, to nie zaliczyłbym go do najlepszych komedii. Oglądając film, nie należy oczekiwać, że dostarczy przyjemnej rozrywki. Parę razy można się zaśmiać, ale to bardzo gorzki śmiech, dający do myślenia… Z czego właściwie się śmiejemy? [Mariusz Czernic]

14. Poranek kojota

2001, reż. Olaf Lubaszenko

Poranek kojota nie prezentuje już tak wysokiego poziomu jak rok starszy Chłopaki nie płaczą, ale nie znaczy to, że Olaf Lubaszenko zaliczył wpadkę. Przeciwnie, jego kolejna gangsterska komedia to wciąż kawał solidnego kina rozrywkowego z ciekawymi, wyrazistymi bohaterami i wieloma świetnie wyreżyserowanymi scenami. Tym razem jednak reżyser postawił bardziej na fabułę niż zestaw śmiesznych gagów i komicznych sytuacji, bo i dialogi nie są już tak nastawione na komizm. Niemniej Poranek… nadal ma w sobie mnóstwo przezabawnych momentów i niezapomnianych one-linerów, a łącząc to z bardziej osobistą opowieścią o młodocianej miłości z gangsterami w tle, Lubaszenko i Korzyński stworzyli fabułę trochę bardziej spójną od Chłopaki nie płaczą, mocniej osadzoną w rzeczywistości, lecz wciąż odznaczającą się swojską lekkością, dowcipem, a nawet nutką groteski. [Dawid Konieczka]

13. Nic śmiesznego 

1995, reż. Marek Koterski

Zachowując tropy nieszczęśliwych miłości, niespełnionego życia i konfliktu ze światem, Koterski sięgnął po świeże, ciekawe pomysły. Film rozpoczyna się w kostnicy: obserwujemy głównego bohatera po śmierci, w scenie, która paradoksalnie ma w sobie więcej goryczy niż smutku. Reinterpretacja zjawiska śmierci nadaje filmowi ponuro komediowy nastrój. Bohater opowiada o tym, że przez całe życie był drugi, a po śmierci najwyraźniej nic się nie zmienia. Widz poznaje jego historię, od narodzin do ostatnich sekund życia. Ten Adaś jest reżyserem. Znaczy, przed śmiercią chciał nim zostać, ale kolejne porażki stawały mu na drodze do sukcesu. Utknął przez to w Łodzi, kolebce polskiego filmu, na 20 lat swojego życia. Jest też romantykiem – codziennie wychodzi z domu, żeby spotkać swoją Małgorzatę. Daje się uwikłać w plątaninę relacji damsko-męskich, licząc na to, że w końcu dla którejś z kobiet będzie Mistrzem. Wielu zarzuca temu filmowi, że poprzez dobór aktorski (Cezary Pazura gra tu Adasia Miauczyńskiego) i czasami brutalnie prymitywne żarty zatraca klimat dzieł Koterskiego. Nic bardziej mylnego. Ośmieszając patos przeżyć głównego bohatera i tworząc z niego swojską postać, reżyser skutecznie i na dobre osadził go w kontekście kulturowym naszego everymana. [Aleksander Gałąska, fragment zestawienia]

Ostatnio dodane