Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE KREACJE AKTORSKIE OSTATNIEJ DEKADY. Wielki ranking czytelników

Po plebiscycie na najlepsze soundtracki wszech czasów przyszedł czas wybrać najlepsze kreacje aktorskie ostatniej dekady. Realizacja filmu to przedsięwzięcie niewyobrażalnie złożone – na to, czy produkcja będzie dla widza atrakcyjna, wpływ mają: reżyser, scenarzyści, operatorzy, dźwiękowcy, kostiumolodzy oraz wielu innych członków ekipy. Niemniej równie istotnymi osobami, co te pracujące za kamerą, są te przed nią występujące. Aktorzy i aktorki – bo ich dotyczył ten plebiscyt – to swoiste wizytówki filmu, bez których ogromna część produkcji utraciłaby swoją popularność, a może nawet wartość.

Choć wybór tych najlepszych ról wydawał się na pierwszy rzut oka niemożliwy, udało wam się wyłonić 50 najjaśniejszych, najbardziej intrygujących, wartościowych, wyrazistych i pamiętnych kreacji aktorskich. Plebiscyt dotyczył filmów z ostatnich 10 lat, niemniej przekrój jest ogromny – od komedii, przez filmy historyczne, biograficzne, aż po dramaty. Na zwycięskiej liście znaleźli się wybitni aktorzy i aktorki starego oraz młodego pokolenia. W dużej mierze przeważają produkcje młodsze, których popularność wciąż nie gaśnie. Nasi czytelnicy szczególnie wyróżnili obsadę takich filmów jak Trzy billboardy za Ebbing, Missouri czy Faworyta, niemniej obrazy bliższe 2010 roku również znalazły swoje zaszczytne miejsca. Są również aktorzy, którzy dobitnie wyróżniają się spośród pozostałych, zajmując więcej niż jedno miejsce w rankingu. Jeden z nich jest niekwestionowanym zwycięzcą tego plebiscytu – by dowiedzieć się, o kogo chodzi, koniecznie prześledźcie poniższe wyniki. Poniższa lista na pewno posłuży wam jako wyjątkowy zbiór najciekawszych, najbardziej godnych uwagi występów aktorskich ostatnich lat. Pojawiły się na niej role, nagradzane bądź nie, co do wybitności których nie można mieć zastrzeżeń, nie brakuje jednak niespodzianek. Zobaczcie sami, czy wyniki was zaskoczą. Nie zapomnijcie podzielić się wrażeniami w komentarzach!

50. Gary Oldman

jako George Smiley, Szpieg, 2011, reż. Tomas Alfredson

Jeden z głównych bohaterów Szpiega Tomasa Alfredsona to dystyngowany, piekielnie inteligentny dżentelmen, będący prawą ręką szefa brytyjskiego wywiadu. W tym niezwykle precyzyjnie zaadaptowanym thrillerze szpiegowskim Oldman wydaje się najwytrawniejszym graczem – Smiley rozszyfrowuje zakonspirowaną od dłuższego czasu intrygę, jednocześnie zachowując najwyższe standardy pracy śledczej. Wspaniale wykreowana postać, inspirowana postacią Johna le Carrégo, autora literackiego pierwowzoru filmu, przyniosła Oldmanowi pierwszą nominację do Oscara i nagrody BAFTA oraz szereg innych wyróżnień. Całkowicie zasłużenie. [Dawid Myśliwiec, fragment zestawienia]

49. Emma Stone

jako Abigail, Faworyta, 2018, reż. Jorgos Lantimos

Faworyta to aktorski koncert trzech pań występujących w rolach głównych i o każdej można pisać wyłącznie pozytywne słowa. Emma Stone bezbłędnie kreuje postać Abigail, która za fałszywym uśmieszkiem skrywa niecne zamiary nieraz tak dobrze, że nawet widz, świadom jej intryg, jest w stanie uwierzyć w kłamstwa o dobrych intencjach. Perfekcyjne są jej interakcje z Colman i Weisz – aktorki świetnie się uzupełniają, a z ekranu niemal sypią się iskry. [Łukasz Budnik]

48. Taron Egerton

jako Elton John, Rocketman, 2018, reż. Dexter Fletcher

Pisząc o Rocketmanie, nieco trudno uniknąć skojarzeń z innym filmem opowiadającym o muzycznej legendzie, ukończonym zresztą przez tego samego reżysera – mowa oczywiście o zeszłorocznym Bohemian Rhapsody. Za rolę w tym drugim Rami Malek odebrał Oscara – w sprawiedliwym świecie statuetkę otrzymałby również Taron Egerton za Rocketmana. O ile wyczyny Maleka w Bohemian Rhapsody miały nieraz – szczególnie w scenach koncertowych – znamiona jedynie (bardzo dobrego) naśladownictwa, o tyle Egerton całkowicie wchodzi w skórę Eltona Johna, bezbłędnie wygrywając negatywne i pozytywne emocje targające jego bohaterem, a przy tym tworząc własną interpretację tej niezwykłej persony. Na dokładkę sam śpiewa covery utworów artysty i wychodzi mu to znakomicie. [Łukasz Budnik]

47. Brie Larson

jako Ma, Pokój, 2015, reż. Lenny Abrahamson

Co do tego, że Brie Larson ma spory talent aktorski, nie ma żadnych wątpliwości. I nie chodzi tu tylko o tę jedną, znakomitą zresztą, rolę w Pokoju Lenny’ego Abrahamsona, ale także o szereg innych występów, być może nieco mniej medialnych, w których pokazała dojrzałe i świadome aktorstwo. […] W 2013 roku Larson zagrała pierwszą ważną główną rolę i choć Przechowalnia nr 12 Destina Daniela Crettona była niewielką produkcją, to zdobyła sporo nagród i była żywym dowodem na to, że Larson ma w sobie potencjał, by udźwignąć ciężar emocjonalnie wymagającej roli. I właśnie dzięki tej kreacji Brie zdobyła angaż do Pokoju Lenny’ego Abrahamsona – pochodzący z Irlandii reżyser obejrzał Przechowalnię nr 12 i zachwycił się dojrzałością młodej aktorki i jej umiejętnością wniknięcia w rolę. I to było dokładnie to, co Larson zrobiła w ramach przygotowań do roli dziewczyny, która przebywała w zamknięciu przez 7 lat. Chcąc wczuć się w emocje młodej kobiety pozbawionej najlepszych lat życia, Brie zamknęła się w domu na miesiąc bez dostępu do telefonu i internetu, dodatkowo przestrzegając minimalistycznej diety – wszystko po to, by lepiej zrozumieć sytuację, w której przez lata znajdowała się jej bohaterka. Opłaciło się – Larson zachwyciła wszystkich i zgarnęła wszystkie możliwe nagrody w trakcie tzw. awards season. [Dawid Myśliwiec, fragment artykułu]

46. Gary Oldman

jako Winston Churchill, Czas mroku, 2018, reż. Joe Wright

Gary Oldman dokonał rzeczy wręcz niemożliwej – wcielając się w Winstona Churchilla niezwykle przekonująco, pozostał sobą. Nie wsiąkł w tę postać zupełnie; czujemy jego charakterystyczne manieryzmy, a jego spojrzenie – czasem smutne, czasem melancholijne – przebija spod pieczołowicie przygotowanej charakteryzacji. Trudno nam, współczesnym, ocenić wiarygodność kreacji Oldmana, ale ja właśnie tak widzę Churchilla – jako trochę bezczelnego, nieco grubiańskiego starszego pana, który skrywał w sobie nieskończoną miksturę dobra, odwagi i mądrości i w odpowiednim momencie potrafił je wykorzystać. Oscar dla Oldmana był jedynym słusznym wyborem Akademii w kategorii aktora pierwszoplanowego i nawet jeśli nie jest to absolutnie najlepsza rola Gary’ego (czy można w ogóle wybrać tę jedną, najlepszą?), ale z pewnością należy do najwybitniejszych jego kreacji. [Dawid Myśliwiec, fragment zestawienia]

45. Benicio del Toro

jako Alejandro, Sicario, 2015, reż. Denis Villeneuve

Choć obserwowanie podróży, jaką odbywa główna bohaterka Sicario, jest niezwykle intensywnym doświadczeniem dla widza, to jego uwaga pozostaje najbardziej skupiona na tajemniczym osobniku granym przez Benicio Del Toro. Nie znamy jego przeszłości, nie wiemy, czym dokładnie się zajmował, ale z czasem otrzymujemy kolejne elementy układanki. Zamordowana rodzina, wątpliwe moralnie czyny wykonywane na zlecenie szemranych typów, bezlitosna brutalność – Alejandro być może jest po stronie protagonistki, ale zdecydowanie nie nazwiemy go „dobrym gościem”. Czujemy, że jest on skłonny zabić każdego bez mrugnięcia okiem, jeśli tylko będzie miał ku temu powód. Ma on także w sobie coś prawdziwie hipnotyzującego, coś, co sprawia, że trzymamy za niego kciuki, nawet kiedy bezlitośnie morduje całą rodzinę człowieka, któremu poprzysiągł zemstę. [Mikołaj Lewalski, fragment zestawienia]

44. Toni Collette

jako Annie, Dziedzictwo. Hereditary, 2018, reż. Ari Aster

Ci wszyscy, którzy do tej pory kojarzyli Toni Collette ze słodkich ról w komediach romantycznych czy wzruszających z typowych, choć niezłych obyczajówek, takich jak Już za tobą tęsknię, po seansie Dziedzictwa. Hereditary mogli się potężnie zdziwić. Collette pokazała w nim zupełnie nową twarz – kobiety dojrzałej, teoretycznie poukładanej, której całe życie sypie się w gruzy. Popisową sceną jest niewątpliwie ta przy stole, kiedy Annie po długich dniach zawziętego milczenia wreszcie dokonuje bolesnej i niemalże histerycznej konfrontacji z własnym synem. Collette jedzie w niej na najwyższych rejestrach, bez zahamowania, będąc w tym wszystkim tak autentyczna, że – choć to może dziwnie zabrzmi – chciałoby się ją oglądać bez końca. [Agnieszka Stasiowska]

43. Andrew Garfield

jako Desmond Thomas Doss, Przełęcz ocalonych, 2016, reż. Mel Gibson

Andrew Garfield to jeden z najciekawszych aktorów młodego pokolenia, co potwierdził fantastyczną rolą w ubiegłorocznych Tajemnicach Silver Lake. Swoją jedyną póki co nominację do Oscara młody Amerykanin otrzymał jednak za występ w innym filmie – Przełęczy ocalonych. Na potrzeby obrazu Mela Gibsona Garfield wcielił się w postać opartą na prawdziwym weteranie wojennym. Desmond Doss w czasie największego konfliktu zbrojnego w historii świata odmówił wzięcia broni do ręki z powodów etyczno-religijnych, w zamian wstępując do armii jako sanitariusz. Podczas wyjątkowo krwawej bitwy o Okinawę mężczyzna uratował ponad siedemdziesięciu rannych żołnierzy, pod osłoną nocy spuszczając ich na linie z urwiska. [Janek Brzozowski]

42. Daniel Day-Lewis

jako Abraham Lincoln, Lincoln, 2012, reż. Steven Spielberg

(…) Jednak największą gwiazdą filmu jest oczywiście Daniel Day-Lewis w tytułowej roli. On nie gra Lincolna, a po prostu nim jest. Brytyjski aktor to idealne ucieleśnienie metody Stanisławskiego – jeśli miałby zagrać drzewo, to z pewnością dałby się wkopać w ziemię, a po kilku latach wydał na świat najlepsze owoce, jakie tylko może wymyślić Matka Natura. Naprawdę dziwię się, że podczas przygotowań do roli rekreacyjnie nie wygrał ostatnich wyborów prezydenckich. Spielberg w wywiadach tłumaczył, że długo wyczekiwana zgoda Day-Lewisa zadecydowała o stworzeniu całego filmu. Aktor, początkowo zdystansowany do propozycji, ostatecznie perfekcyjnie zrobił to, do czego przyzwyczaił widownię już lata temu – stał się postacią, którą odgrywa w całości, zatracając przy tym swoje osobiste cechy szczególne, dzięki czemu na ekranie nie widzimy już aktora, a jedynie bohatera, którego odgrywa. [Radosław Pisula, fragment recenzji]

41. Viola Davis

jako Aibileen Clark, Służące, 2011, reż. Tate Taylor

Adaptacja powieści Kathryn Stockett o tym samym tytule to popis aktorski wielu pań. Octavia Spencer odebrała nawet za swoją rolę w pełni zasłużonego Oscar. Na nie mniejszą uwagę jednak zasługuje występ Violi Davis w roli Aibileen Clark, czarnoskórej służącej, która decyduje się opowiedzieć osobie z zewnątrz o tym, co naprawdę kryje się za fasadą białych fartuszków i uprzejmych uśmiechów. Aibileen opowiada o dzieciach, chowanych jak swoje własne, często czulej niż własne, które potem nagle uczą się magii kolorów, pojmowanych zupełnie inaczej. Opowiada o tym, czego nie widać na pierwszy, drugi ani trzeci rzut oka. Opowiada o rzeczach, zdałoby się, niemożliwych. Robi to z pełnym rezygnacji spokojem, pod którym jednak czuwa twarda godność. [Agnieszka Stasiowska]

Ostatnio dodane