Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsze FILMY SZTUK WALKI. Ranking czytelników

Ta chińska produkcja zdecydowanie wykracza poza ramy gatunku „film o sztukach walki”. To bardziej epicki fresk i pełne rozmachu kino kostiumowe. Ale chyba nigdzie indziej walka nie wyglądała równie poetycko i magicznie, jak w Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku. Pojedynki są tutaj bliższe tańca niż bijatyki. Nierealistyczne, baśniowe, jakby z innego świata. Dla niektórych jest to zarzut, dla innych największy atut tego niepowtarzalnego obrazu. [Katarzyna Kebernik]

10. Droga smoka (1972)

reż. Bruce Lee

Debiut reżyserki Bruce’a Lee i jeden z najbardziej dochodowych filmów roku, a także jeden z pierwszych azjatyckich filmów sztuk walki realizowanych na Zachodzie. Prawie całość nakręcono w Rzymie, a finałową scenę walki – w ruinach Koloseum. Potajemnie, bo filmowanie w tym miejscu było zabronione. O wielkim zaangażowaniu Bruce’a Lee w ten projekt świadczy to, że aby uzyskać nad nim pełną kontrolę, utworzył (wraz z Raymondem Chowem, założycielem Golden Harvest) firmę producencką Concord Production. Napisał scenariusz, zagrał główną rolę, zajął się reżyserią i choreografią scen walk. Wspomniany pojedynek w Koloseum do dziś jest jedną z najlepszych scen walk w historii kina, nie tylko dlatego, że naprzeciwko siebie stoją dwaj mistrzowie (drugi to Chuck Norris), ale też z powodów technicznych. Choreografia, kadrowanie, montaż, dźwięk i użycie światła świadczą o tym, że czuwali nad tym ludzie bardzo świadomi tego, co chcą osiągnąć. Poza tym mamy tu świetną scenę, w której Bruce Lee walczy za pomocą pary nunchaku. Dość wymowny jest przy tym moment, gdy nunchaku trafia w ręce przeciwnika, a ten nie wie, jak go użyć. Oprócz Chucka Norrisa, znanego wówczas jako siedmiokrotny mistrz karate, wystąpili także karateka Robert Wall (który znalazł się później w obsadzie Wejścia smoka) oraz koreański mistrz hapkido, Whang Ing-sik. Ich popisy znalazły się w przedostatniej sekwencji walki, stanowiąc support dla głównej atrakcji wieczoru.

Bruce Lee wprowadził do filmu trochę luzu i humoru, co było pewnym novum w złotej erze kina kung-fu (przełom lat 60. i 70.), ale dzisiaj ten humor może być przeszkodą w docenieniu filmu. Wspomnę choćby sceny otwierające film – zmęczony i głodny po podróży główny bohater idzie do restauracji, a po napełnieniu żołądka dręczy go biegunka. Rzecz jasna lepiej prezentuje się wątek sensacyjny – do Rzymu przybywa z Hongkongu chiński bokser, który ma chronić pracowników i klientów restauracji przed bandą chuliganów (bo raczej „mafią” nie można ich nazwać). Droga smoka jest bez wątpienia pozycją obowiązkową dla miłośników gatunku, znajdziemy w niej wiele dobrego, lecz nie powinno dziwić, że Wejście smoka cieszy się po latach większym uznaniem – jest lepsze technicznie, ciekawsze formalnie i bardziej przystępne dla zachodniego odbiorcy. [Mariusz Czernic]

9. Karate Kid (1984)

reż. John G. Avildsen

Historia z gatunku teen movie, albo jak kto woli, coming of age, łączy się tu z kinem kopanym, dając przy tym pozytywnego kopa. To jeden z filmów mojej młodości. I, jak mniemam, nie tylko mojej, bo Karate Kid do dziś cieszy się statusem filmu kultowego. Trzy sequele, jeden remake i jeden serial kontynuujący historię z oryginału dają do zrozumienia, jak ważna to pozycja w historii gatunku. Sympatyczny chłopak dorasta u boku matki i brakuje mu tylko dwóch rzeczy – dziewczyny u boku i męskiego wzorca. Dużo pozytywnej energii wstępuje w niego, gdy w końcu trafia na właściwe osoby, ale czeka go też trudna droga do udowodnienia swojej siły. Pojedynek będzie trudny, ale dzięki finezji sztuki walki, którą trenuje, oraz zaangażowaniu i dyscyplinie bohater ma realne szanse osiągnąć sukces. Rezultat jego starań zdołał niejednego podnieść na duchu. [Jakub Piwoński]

8. Pijany mistrz (1978)

reż. Yuen Woo-ping

Mam ogromny sentyment do Pijanego mistrza. To jedna z najzabawniejszych opowieści opartych na relacji mistrz–uczeń. Ten film jest dokładnie taki, jak tytułowy bohater – na pierwszy rzut oka niepoważny, a po bliższym poznaniu niezwykle inspirujący. Niech was nie zmyli fakt, że to pierwszorzędna komedia – choreografia scen walki z Pijanego mistrza niczym nie ustępuje tej z „poważnych” filmów o sztukach walki. Brak napinki i bardziej chłopięcy niż męski bohater (świetny, młody Jackie Chan) to kolejne czynniki wyróżniające film na tle innych przedstawicieli gatunku. [Katarzyna Kebernik]

7. Lwie serce (1990)

reż. Sheldon Lettich

Lwie serce to stary film o twardym zbiegu z Legii Cudzoziemskiej, który miał małe marzenie o szczęśliwym, rodzinnym życiu. W czasach świetności kaset VHS taśma wydana przez Prywatną Telewizję Elgaz przynajmniej raz trafiła do niemal każdego domu. Była (podobnie jak większość filmów Van Damme’a) bardzo chodliwym towarem w wypożyczalniach, ale podejrzewam, że widz wychowany na współczesnym kinie akcji miałby problem z wytrwaniem do napisów końcowych. To specyficzny produkt swoich czasów, który cieszy przede wszystkim kontekstem, w jakim docierał do nas w latach 90. […] Fabuła, choć prosta, nie jest tu zaledwie wymówką do nakręcenia kilku efektownych potyczek, a utrapiony, wrażliwy Lyon Gaultier to jedna z najbardziej wiarygodnych kreacji Van Damme’a. Aktor nigdy wcześniej nie dostał tak licznych linii dialogowych, jego postacie nie były rozwijane i w opinii wielu stanowił po prostu dodatek do swoich wyjątkowo sprawnych nóg. Lettich odmienił ten wizerunek prostym zabiegiem, na jakim żeruje między innymi seria Szybcy i wściekli – jako wartość nadrzędną wskazał rodzinę. To za nią walczy Lwie Serce, za nią mógłby umrzeć i jest to na tyle uniwersalna wartość, że niemal każdy widz musi czuć podobnie. [Jarosław Kowal, fragment recenzji]

6. Ong-bak (2003)

reż. Prachya Pinkaew

Pamiętam, że po zobaczeniu trailera nie nastawiałam się na nic szczególnego, zatem pozytywnym zaskoczeniem okazał się mój zachwyt po seansie całości. Wydawać by się mogło, iż kino kopane w wersji made in Thailand nie ma nic do zaoferowania, jednak to całkowicie błędne założenie. Oczywiście sama historia jest prosta jak drut, jednak dodajmy do niej niesamowitą choreografię, popisy kaskaderskie oraz wybuchy, a otrzymamy produkt, który do ostatnich chwil trzyma w napięciu. Człowiek, który wciela się w głównego bohatera, choć aktorem może wielkim nie jest, od 10. roku życia ćwiczy muay thai, dlatego też sceny z jego udziałem wyglądają tak dobrze i tak realistycznie. Nie należy także zapominać o elementach humorystycznych, takich jak chociażby scena pościgu, która została zrealizowana niczym niejeden smakowity film klasy B, a pretendowała do miana pościgu rodem z Francuskiego łącznika. Co prawda, pierwsza scena walki ma miejsce dopiero w 20. minucie filmu, jednak moim skromnym zdaniem warto wytrwać do tego momentu, gdyż potem jest tylko lepiej i lepiej. I tak aż do samego końca. [Gracja Grzegorczyk]

5. Najlepsi z najlepszych (1989)

reż. Robert Radler

Niezapomniany hit ery VHS i mimo wszystko chyba najlepszy wkład Amerykanów w gatunek. Choć Roger Ebert przyznał mu swego czasu jedną gwiazdkę, publiczność z miejsca pokochała tę turniejową, dorosłą wersję Karate Kida. Efektem tego trzy sequele, pozbawione jednak ekipy i polotu oryginału, który wciąż zajmuje miejsce w sercu każdego faceta. [Jacek Lubiński]

4. Ip Man (2008)

reż. Wilson Yip

Nawet najwięksi mistrzowie sztuk walki musieli mieć swoich trenerów. Na Ip Mana trafił swego czasu sam Bruce Lee i trzeba przyznać – miał się na kim wzorować, miał się kim inspirować. To, co najbardziej ujmuje w pierwszym filmie świetnego cyklu, to podejście do sztuk walki. Kung-fu nie jest wyrazem agresji, a wewnętrznego spokoju. Postawę tę uosabia główny bohater, który, gdyby tylko mógł, podejmowałby pojedynki, popijając jednocześnie herbatę. Taka jest też jego historia – z pozoru sielankowa, wzniosła, prostolinijna, ale nieimająca się też prawdziwych dramatów. Kto jak kto, ale Ip Man przeciwstawia się przeciwnościom losu w sposób mistrzowski. [Jakub Piwoński]

Ostatnio dodane