Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsze FILMY SUPERBOHATERSKIE w historii

Filmy superbohaterskie bezapelacyjnie zawładnęły kinem rozrywkowym, chociaż są w nim obecne od przynajmniej kilkudziesięciu lat. Widzowie są podzieleni – jedni pokochali przygody zamaskowanych bohaterów, inni zarzucają im infantylizację kina. Bez względu na podejście trudno zignorować ten światowy fenomen, który od kilku (a nawet kilkunastu) lat daje nam kolejne i kolejne produkcje spod znaku maski i peleryny.

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami głosowania na najlepsze aktorskie filmy superbohaterskie i dziękujemy za udział w głosowaniu.


30. Spider-Man 2 (2004)

reż. Sam Raimi

Gdybyśmy brali pod uwagę również filmy animowane, na liście (i to na wysokim miejscu!) z pewnością pojawiłby się Spider-Man Uniwersum. Jedynym przedstawicielem produkcji o Człowieku-Pająku jest jednak Spider-Man 2 z udziałem Tobeya Maguire’a. Dla niektórych może być to niemałe zaskoczenie, ale to naprawdę dobry film superbohaterski, a w kategorii sequeli w ogóle należy do ścisłej czołówki. O ile oryginał rozwijał to, co wszyscy już o Spider-Manie wiedzieli, o tyle sequel wprowadza nas już niemalże w sam środek nowej przygody. Twórcy pokusili się o naprawdę interesującą fabułę – doktor Otto Octopus to jeden z najlepszych negatywnych bohaterów w filmach tego typu. Wzbudzający postrach, ale jednocześnie inteligentny i zniuansowany, świetnie sprawdził się jako przeciwnik Spider-Mana. Wcielający się w niego Alfred Molina to zresztą klasa sama w sobie. Poważniejsze wątki obyczajowe świetnie mieszają się tu z elementami komediowymi oraz stuprocentową akcją (scena w pociągu to majstersztyk). [Karol Barzowski]

29. Niezniszczalny (2000)

reż. M. Night Shyamalan

Jeśli Niezniszczalny nie jest najlepszym filmem M. Nighta Shyamalana, to pewno wymieniany jest jednym tchem z Szóstym zmysłem. Jeśli Niezniszczalny nie jest najoryginalniejszym filmem komiksowym/superbohaterskim, to musi pojawiać się w jednym rzędzie z WatchmenSin City czy Spider-Man UniwersumNiezniszczalny jak żaden inny film tego gatunku faktycznie ociera się o dramat psychologiczny, a swoim tempem i brakiem narracyjnego pośpiechu zmusza widza, by ten skupił się na każdym słowie i każdym detalu. Jest przy tym wartą uwagi refleksją nad superbohaterszczyzną. Nie tylko w ujęciu wewnętrznych reguł rządzących tym gatunkiem (w kinie, w komiksie), ale także w szerszym kontekście: społecznym i fanowskim. Shyamalan stara się bowiem opowiedzieć o tym, jak bardzo w prawdziwym życiu potrzebujemy legend, mitów i bohaterów. [Maciej Niedźwiedzki]

28. X-Men: Pierwsza klasa (2011)

reż. Matthew Vaughn

Po zakończeniu głównej serii filmów o grupie X-Men i nieudanym spin-offie poświęconym postaci Wolverine’a, studio potrzebowało nowego otwarcia dla swojej potężnej marki. W ten sposób pierwotny pomysł na film o młodości Magneto ewoluował w swoisty prequel (jeśli spytać producentów) czy reboot (jeśli spytać reżysera) całej serii. Za kamerą stanął znany chociażby z Kick-Assa Matthew Vaughn, który dostał za zadanie przygotować film w iście maratońskim tempie. Efekt końcowy okazał się zaskakujący dobry, bo z jednej strony dostaliśmy produkcję dobrze wpisującą się w stylistykę serii, a z drugiej bardzo oryginalne odświeżenie lekko już zatęchłej formuły. Vaughn mocniej skupił się na postaciach i ich relacjach, a klimatem znakomicie nawiązywał do klasycznych odsłon przygód Jamesa Bonda. Zaś Michael Fassbender i James McAvoy okazali się perfekcyjnymi odtwórcami ról Magneto i profesora Xaviera. [Filip Pęziński]

27. X-Men (2000)

reż. Bryan Singer

Jeden z największych kamieni milowych w historii kina superbohaterskiego. W XXI wiek wprowadzono nas bowiem pierwszą ekranizacją komiksu Marvela, która aspirowała do poziomu nowoczesnego, wielkobudżetowego widowiska. Bryanowi Singerowi perfekcyjnie udało się oddać klimat i stylistykę pierwowzoru, znakomicie opierając środek ciężkości o sprawną analogię do politycznych walk mniejszości w Stanach Zjednoczonych. Główną siłą produkcji pozostaje jednak bez wątpienia kultowa dziś obsada. Dwadzieścia lat później wciąż trudno wyobrazić nam sobie w tych rolach innych aktorów. [Filip Pęziński]

26. Kruk (1994)

reż. Alex Proyas

Eric Draven superbohaterem jest raczej nietypowym, ale za to z pewnością najbardziej romantycznym w tym gronie. Powraca zza grobu, żeby pomścić śmierć swojej narzeczonej i swoją, brutalny koniec pięknej miłości. Jego wiernym towarzyszem jest kruk, znakiem rozpoznawczym demoniczny makijaż i czarne ciuchy. Brandon Lee w roli głównej przemówił nie tylko do egzaltowanych nastolatek, Proyasowi bowiem udało się stworzyć dzieło mistyczne, mroczne, niezwykle klimatyczne. Prastary motyw pomsty na winnych nigdy wcześniej nie był przedstawiony równie pociągająco. [Agnieszka Stasiowska]

25. Deadpool 2 (2018)

reż. David Leitch

Moim zdaniem jeden ze zdecydowanie najlepszych filmów superbohaterskich w krótkiej historii tego gatunku. W Deadpoolu 2 powtórzono wszystkie zalety oryginału, przenosząc przy tym całość na wyższy poziom realizacji i opowiadania historii. Film jest dużo bardziej efektownym i zróżnicowanym widowiskiem, a przy tym opowiada dużo bardziej angażującą historię. Przede wszystkim jednak – czym mocno byłem zaskoczony i wciąż jestem zachwycony – to bardzo mądry film o radzeniu sobie z utratą ukochanej osoby. To także pozycja bardzo społecznie zaangażowana, która jako pierwsza wprowadziła do superbohaterskiego mainstreamu bohaterów otwarcie reprezentujących społeczność LGBT. Brawo! [Filip Pęziński]

24. Strażnicy Galaktyki Vol. 2 (2017)

reż. James Gunn

Przy drugiej – w moim odczuciu lepszej – części Strażników Galaktyki włodarze Marvela wyraźnie dali Jamesowi Gunnowi jeszcze więcej wolności twórczej, co widać po pierwsze przy dużo mniej generycznej historii, a po drugie (i przede wszystkim) w przemyconych tu scenach, pomysłach, rozwiązaniach. Strażnicy Galaktyki Vol. 2 to de facto autorskie kino postmodernistyczne ubrane w szaty disneyowskiej rozrywki. Zwariowana podróż przez umysł Gunna i przepiękna, ujmująca historia o rodzinie. Zarówno łzy ze śmiechu, jaki i te ze wzruszenia są tu raczej gwarantowane. [Filip Pęziński]

23. Maska (1994)

reż. Chuck Russell

Zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów lat 90., a przy tym też pozycja, do której w dzieciństwie potrafiłem wracać dosłownie codziennie. Klasyczne orgin story superbohatera w duchu „od zera do bohatera” łączy się tu ze zwariowaną, przezabawną komedią, gdzie trudno się nudzić chociażby przez chwilę, a za to łatwo o ból brzucha spowodowany kolejnymi falami śmiechu. Perfekcyjny Jim Carrey w życiowej formie i młodziutka, debiutująca na wielkim ekranie Cameron Diaz (przyznaję otwarcie – moja pierwsza ekranowa miłość) tworzą świetny duet, sprawnie wsparty galerią niezapomnianych postaci drugoplanowych (w tym psa). [Filip Pęziński]

22. Hellboy (2004)

reż. Guillermo Del Toro

Niezwykle ciekawa wizja od Guillermo del Toro, ogółem dość mocno niedoceniony film, który ładnie miota się pomiędzy mistycyzmem i mrokiem a podaną z sercem, sympatią i humorem opowieścią o zagubionych odmieńcach nie z tego świata. Superbohaterskie zacięcie schodzi tu zdecydowanie na dalszy plan (o ile w przypadku Czerwonego w ogóle można o czymś takim pisać), ale gdy już się pojawia, to nie ma się specjalnie do czego doczepić, bo akcja jest odpowiednio ekscytująca, a (nad)ludzki pierwiastek poprowadzony po prostu wzorowo. Do tego po prostu wspaniały casting, solidna, acz pozbawiona typowych fanfar ścieżka dźwiękowa (również odrobinę niedoceniona) oraz klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Wielka szkoda, że poza uderzającym mocniej w fantasy, bardziej familijnym sequelem, nie doczekaliśmy się dalszych kontynuacji tego uniwersum od tej samej ekipy. [Jacek Lubiński]

21. Blade (1998)

reż. Stephen Norrington

Zanim wampiry stały się obiektem westchnień co drugiej nastolatki, były przeklętymi, których bez litości zwalczano. A nikt nie robił tego z równą zajadłością, co Blade – wieczny łowca. Pół wampir, pół człowiek, jedną nogą tu, drugą tam, zdecydowanie jednak opowiadał się po jasnej stronie doby i nie wahał się używać ostrzy w słusznej sprawie. Wspomagany świetnym soundtrackiem i pełnymi ekspresji scenami walk, Wesley Snipes zaliczył jedną z najlepszych ról w swojej karierze. W Blade’a wcielał się trzykrotnie, ale to pierwszy film z serii do dziś ogląda się naprawdę dobrze. [Agnieszka Stasiowska]

Ostatnio dodane