Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsze FILMY FANTASY wszech czasów

Fantasy to gatunek niezwykle barwny i różnorodny. Pozornie kojarzący się tylko z księżniczkami, rycerzami i smokami, lecz w praktyce wychodzący daleko poza ten wyświechtany schemat. Co udowadniają poniższe wyniki plebiscytu na najlepsze filmy fantasy, do udziału w którym zaprosiliśmy naszych czytelników przed kilkoma dniami.
Wśród tytułów, które zdobyły najwięcej głosów, znajdziemy wiele oblicz filmowej magii oraz fantazji, jaka nierzadko dotyka spraw mocno przyziemnych, nadając im nieziemskiego wręcz czaru i ponadczasowej wartości. Wbrew pozorom nie była to łatwa batalia i zacięte pojedynki pomiędzy poszczególnymi produkcjami trwały do ostatnich minut. Trafi się tu więc kilka niespodzianek kryjących się w cieniu tych najbardziej oczywistych reprezentantów wiecznie fascynującego gatunku. Zatem różdżki, miecze i smo(cz)ki w dłoń – lecimy z tematem!

35. Labirynt (1986) [ex aequo]

Młodzieżowa klasyka od Jima Hensona to niezwykle sympatyczne kino z młodziutką Jennifer Connelly, która musi stawić czoła złowrogiemu Davidowi Bowiemu oraz całej masie praktycznych sztuczek, jakie nie raz (i nadal) potrafią zadziwić. Nie jest to film idealny, bo kilka efektów trąci już po latach myszką, a niektóre motywy musicalowe nie zawsze są trafione i zdają się nie pasować do ogólnej, słodko-gorzkiej narracji. Trudno jednak całości odmówić olbrzymiej pomysłowości, fantazji, inteligentnego humoru oraz rozmachu, jakie wspólnie składają się na całkiem dojrzałe kino familijne, które aż skrzy się od filmowej magii. Dla każdego dorastającego skrzata to pozycja obowiązkowa. [Jacek Lubiński]

35. Hobbit: Pustkowie Smauga [ex aequo]

Druga część trylogii Hobbit, która została zrealizowana jako swoisty prequel do trylogii Władca Pierścieni. Choć genialna proza J.R.R. Tolkiena powstała w odwrotnej kolejności, Peter Jackson zdawał się wiedzieć doskonale, że biorąc na warsztat w pierwszej kolejności epicką historię Froda, a nie Bilba Bagginsa, stworzy podwaliny pod kolejną kasową trylogię, pomimo że tutaj miał do dyspozycji już tylko jedną książkę w miejsce sześciu. Może właśnie ze względu na tę skromność (jak na bazę epickiej trylogii) materiału wyjściowego Hobbit: Niezwykła podróż momentami grzeszył dłużyznami i spotkał się z głosami zawodu. Jednak Pustkowie Smauga już rusza z kopyta i zabiera nas (tam i) z powrotem w dobrze znaną i wytęsknioną podróż z ulubionymi kompanami. Choć pojawią się tu raptem dwie postaci z Władcy Pierścieni (nie licząc młodego Bilba) – Gandalf i Legolas – to Jackson sprytnie posiłkuje się tymi samymi typami postaci, motywami i rozwiązaniami, którymi zmienił historię kina fantasy we Władcy Pierścieni i które po prostu miło jest znów widzieć. Mamy hobbita, który jest niepozorny, poczciwy i od którego wszystko zdaje się zależeć, mamy kompanię na przygodzie, są orkowie, mamy przerażającego adwersarza, na którego jest jeden jedyny sposób i jest nawet rolling joke w postaci relacji Legolas – krasnoludy. Choć do żadnej z części Władcy Pierścieni nie ma podejścia, Hobbit: Pustkowie Smauga to wciąż kawał wspaniałego fantasy. No i Ed Sheeran – wiadomo. [Weronika Lipińska]

33. Przygody barona Munchausena (1988) [ex aequo]

Baron Hieronymus Karl Frederick Baron von Munchausen to półlegendarny awanturnik i bohater licznych przygodowych opowieści z epoki oświecenia. Jego niezwykłe dokonania i doświadczenia stały się dla Terry’ego Gilliama materiałem na jeden z najlepszych filmów w karierze – Przygód Barona Munchausena z 1988 roku. Wykorzystując szkatułkową strukturę literatury dawnej, Gilliam snuje w nim opowieść o wojażach tytułowego barona, kreując przed widzami niesamowite światy, postacie i zdarzenia, których prezentacja zaciera granice między prawdą, konfabulacją, fantazją i namacalną rzeczywistością. Brytyjsko-amerykański reżyser nie poprzestaje na wytworzeniu atrakcyjnej filmowej narracji, przemycając w baśniowych dziejach Barona przesłanie na temat siły wyobraźni i potrzeby niesamowitych narracji w życiu człowieka. To wszystko odbywa się zaś pośrednictwem fantastycznie gawędziarskiej fabuły, pełnej charakterystycznych epizodów i zainscenizowanych fenomenalnie z typowo Gilliamowskim sznytem. [Tomasz Raczkowski]

33. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II [ex aequo]

Podzielenie ostatniej części na dwa filmy było oczywiście podyktowane w dużej mierze (być może przede wszystkim) względami finansowymi, ale na szczęście twórcy nie podeszli do zadania po macoszemu i dobrze wykorzystali dłuższy metraż. Część I to historia skupiona głównie na relacji między głównym trio, zamknięcie serii jest za to emocjonującym i emocjonalnym zakończeniem, od początku do końca skupionym na akcji i w pełni wykorzystującym potencjał tkwiący w tym wypełnionym magią świecie. Nie zapomina przy tym o bohaterach, a ich desperacka obrona Hogwartu poruszy zapewne niejednego fana. [Łukasz Budnik]

28. Wielka draka w chińskiej dzielnicy [ex aequo]

W tym przypadku mamy do czynienia z odważnym pomysłem, który okazuje się strzałem w dziesiątkę: wysokobudżetowy, zaawansowany technologicznie hollywoodzki film akcji, który zawiera wszystkie możliwe stereotypy na temat kung-fu, Fu Manchu i Charliego Chana, a który sprawi, że widz będzie się bawił lepiej niż dobrze. A trzeba pamiętać, że widoczna część Chinatown to tylko wierzchołek góry lodowej. Kiedy pominie się salony i chińskie pralnie, naszym oczom ukażą się świątynie, lochy, jaskinie, sale tronowe i sale tortur. Widz razem z głównym bohaterem i jego przyjaciółmi musi stawić czoła kolejnym wyzwaniom w świecie pełnym magii, czarowników i mistrzów karate. Z drugiej strony można mówić, że stereotypy na temat kolejnej grupy etnicznej zostały wykorzystane przez Hollywood. Jednak po przyjrzeniu się produkcji, okazuje się, że naprawdę warto czasem poudawać, że nie jest to obraźliwe, bo jest autentycznie śmieszne. [Gracja Grzegorczyk]

28. Trzynasty wojownik [ex aequo]

Ta malownicza ekranizacja powieści Michaela Crichtona od dawna należy do grona moich ulubionych. Crichton, zwykle nawiązujący do technologii przyszłości, tym razem spojrzał wstecz, opisując przygody X-wiecznego arabskiego poety w surowej krainie północnych wojowników. Wieki ciemne silnie nacechowane były wiarą w magię i zabobony, i nie inaczej jest w tej historii. Ahmed Ibn Fadlan (Antonio Banderas) dołącza do drużyny Buliwyfa (Vladimir Kulich), bo tak chcą runy – dzielni woje podążają za głosem kilku starych kości, którym wierzą bezgranicznie. Jadą na spotkanie z duchem, mitem, legendą – nieuchwytnym smokiem z płomieni, który zagraża jednemu z królestw. U celu spotykają tajemnicze plemię pół ludzi, pół niedźwiedzi, rządzone przez demoniczną szamankę. Duet Crichton–McTiernan doskonale poradził sobie z wytworzeniem mglistej, tajemniczej atmosfery opowieści. Już jedna z pierwszych scen, w której Wikingowie przyglądają się chłopcu na łodzi, wprowadza elementy mistyki i baśni, a te towarzyszą widzowi aż do końca. Połączenie tych elementów ze świetnie przygotowanym od strony historycznej (wspaniała „modlitwa” wojowników, rytualny pogrzeb wodza) widowiska sprawia, że Trzynasty wojownik to wyjątkowe dzieło. [Agnieszka Stasiowska]

28. Mortal Kombat [ex aequo]

Spośród wielu adaptacji gier komputerowych da się wybrać kilka, które zdołały zadowolić tak fanów kina, jak i wirtualnej rozrywki. Mortal Kombat to jedna z nich. Film w reżyserii Paula W.S. Andersona ma w sobie energię, która zaraża od pierwszych minut seansu. Ma też w sobie dyskretny urok campu, który wysyła do widza sygnał, by nie brać wszystkiego, co się w tej historii uświadcza, zbyt poważnie. Taka zresztą od zawsze była i jest gra – ze wszech miar przesadzona. Tak brutalność, jak i mroczny klimat stanowią jej siłę. W filmie, ewidentnie zbudowanym na schemacie Wejścia smoka, widz prowadzony jest jak po sznurku do finalnej konfrontacji. Zupełnie jak wspinanie się po drabince zwycięstw podczas rozgrywki hitowej gry Midway Games. Dobrze dobrane role, przyzwoite sceny walk niewątpliwie wpłynęły na długi żywot filmu. Zapowiadany remake z pewnością będzie miał co poprawić, ale nie zaburzy to kultowego statusu filmu z 1995 roku. [Jakub Piwoński]

28. Legenda (1985) [ex aequo]

Film jest połączeniem kwintesencji brytyjskości z wysobudżetową ekstrawagancką wizją pełną efektów specjalnych prosto od Ridleya Scotta. Historia skupia się na czasach, kiedy jednorożce wędrowały po ziemi, a wojna toczyła się między mocami światła i ciemności. Zły książę żyje w jaskiniach daleko pod ziemią, knując intrygi, aby usunąć Słońce z życia wszystkich stworzeń na planecie i rządzić mrokiem na zawsze. Legenda jest filmem, który na długo zapada w pamięć, dzięki świetnym efektom specjalnym, niesamowitym efektom praktycznym oraz muppetowatym stworzeniom, które wyciągają produkcję na zupełnie nowy poziom. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że film to odzwierciedlenie uniwersalnego świata fantasy, składającego się z muppetów, bagien, dziwnych bestii, złych tyranów, dziewcząt i bohaterskich chłopców, a także starożytnych przepowiedni i mitycznych legend. A to wszystko inspirowane: Władcą Pierścieni, Gwiezdnymi wojnami czy mitami arturiańskimi. [Gracja Grzegorczyk]

28. Ciemny kryształ [ex aequo]

Ekipa Ciemnego kryształu, z Jimem Hensonem – twórcą Muppetów – na czele, tym razem zaprasza nas w mroczną baśniową podróż po tytułowy ciemny kryształ. To uniwersalna historia, w której siły dobra, reprezentowane przez Gelflingów, ścierają się z przedstawicielami zła – Skeksami. Jednak to nie fabuła czy przesłanie filmu wysuwają się w tej produkcji na plan pierwszy – status kultowego fantasy Ciemny kryształ zawdzięcza raczej niepowtarzalnym kostiumom i unikatowej scenografii nie z tego świata. Jak na sztandarowe dark fantasy przystało, zwłaszcza antagoniści, przypominający paskudne ptaszyska, szczególnie zapadają w pamięć po seansie. Nic dziwnego, że to wyjątkowe uniwersum doczekało się serialowego prequela od Netflixa. [Dominika Nowicka]

27. Zaklęta w sokoła

Piękna baśń filmowa z Rutgerem Hauerem i Michelle Pfeiffer w roli rozdzielonych kochanków. Ona za dnia jest sokołem, on nocą zamienia się w wilka. Zawsze razem, zawsze osobno. Kiedy pojawia się szansa na złamanie rzuconego na nich zaklęcia, Philippe Gaston (Matthew Broderick), złodziejaszek, któremu grany przez Hauera kapitan Etienne Navarre ocalił skórę, nie waha się ani chwili. Film z 1985 roku ma swoje wady, ale jako klasyczna baśń oparta na prostym schemacie problem–rozwiązanie ogląda się nadal nieźle. Liniowa historia z prostymi, zdecydowanie ustawionymi postaciami to doskonały sposób na spokojny relaks, a aktorska trójka: śliczna Pfeiffer, męski Hauer i zabawny Broderick to gwarancja, że losy pięknej Isabeau i dzielnego Etienne’a poruszą serce widza. [Agnieszka Stasiowska]

26. Akademia pana Kleksa

Ekscentryczna opowieść o młodych adeptach magii – piegowatych chłopcach o imionach na literę A. Pod przewodnictwem Ambrożego Kleksa, w kultowej roli Piotra Fronczewskiego, bohaterowie zgłębiają niecodzienną wiedzę, przeżywając przy tym niesamowite przygody. Choć akademia pana Kleksa wydaje się istnieć gdzieś poza czasem, osnuta fantastyczną aurą świata dziecięcych wyobrażeń, to jednak z dzisiejszej perspektywy specyfika retro scenografii oraz topornych technicznie tricków zdradza PRL-owskie realia produkcji filmowej. Klimat początku lat 80. momentami dodaje uroku Akademii pana Kleksa, choć nie wiem, czy poleciłabym tę pozycję naprawdę młodym odbiorcom. Dziś wielu widzów wskazuje mroczną scenę przemarszu armii humanoidalnych wilków, w rytm bojowego rocka, ze zgliszczami w tle, jako dość traumatyczne wspomnienie z wczesnego dzieciństwa… [Dominika Nowicka]

Ostatnio dodane