Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsi REŻYSERZY WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników

Film to dzieło wielu autorów. Ma jednak jednego szefa, czuwającego nad całością prac. Reżyser to ten, który podpisuje się pod projektem jako ostatni, spijając śmietankę sukcesu bądź biorąc na klatę odpowiedzialność za porażkę. Twórców kina znamy wielu, wśród nich są jednostki wybitne. Oto lista pięćdziesięciu najważniejszych, najlepszych, najbardziej utalentowanych, najbardziej wpływowych reżyserów, jakich zrodziła dziesiąta muza. Wyboru dokonali czytelnicy film.org.pl.

50.

Mel Brooks

W latach 1967-1995 pewien Żyd z Brooklynu – niejaki Melvin Kaminsky – nakręcił jedenaście filmów, czyli tylko o jeden mniej niż było krzeseł w jego drugim dziele. Aż dziewięć z nich – filmów, nie krzeseł – było parodiami konkretnych gatunków. Dwa pozostałe to już zwykłe komedie kolesia na co dzień Brooksem zwanego. Mąż swojej żony – przepięknej Anne Bancroft, którą poznał kiedyś na planie telewizyjnego talk show – już dawno, bo ponad dwie dekady temu, dał sobie spokój z reżyserowaniem. Wciąż jednak bawi do łez widzów na całym świecie, co ma zapewne związek z tym, że jest jedynym Żydem, któremu udało się zarobić na Hitlerze. [Jacek Lubiński, fragment zestawienia]

49.

Alfonso Cuarón

Być może najbardziej wszechstronny współczesny reżyser, Alfonso Cuarón od ponad ćwierć wieku dowodzi swojego filmowego kunsztu we wręcz niesamowitym spektrum konwencji, od fantasy do neorealistycznego slow cinema. Filmografia Meksykanina obejmuje tak odmienne od siebie filmy jak Mała księżniczka, Harry Potter i Więzień Azkabanu, Ludzkie dzieci czy Roma przy czym każdy z nich pozostając unikatowym, posiada wyraźny podpis twórcy. Najbardziej osobiste filmy Cuaróna (I twoją matkę też, Roma) powstawały w ojczystym hiszpańskim, jednak trzon twórczości tego reżysera stanowią produkcje anglojęzyczne, dzięki czemu jest to dziś jedno z najgłośniejszych nazwisk głównego nurtu kina. Sława to zasłużona, bo nienachalny kunszt realizacyjny i umiejętność budowania atrakcyjnych, a nierzadko bardzo trudnych i poważnych obrazów to cecha najlepszych w reżyserskim fachu. [Tomasz Raczkowski]

48.

Luc Besson

60 lat i blisko 90 wyprodukowanych filmów, z których prawie połowa oparta została na jego scenariuszach bądź pomysłach – to statystyka francuskiego wizjonera, jakim bez wątpienia jest Luc Besson. Co ciekawe, tylko ułamek tej wyliczanki to reżyserskie wyzwania tego twórcy. Nie licząc teledysków i krótkich metraży, przez ostatnie cztery dekady Besson za kamerą stanął bowiem zaledwie siedemnaście razy. To jednak filmy, które dosłownie pobudzają wyobraźnię, i lektura obowiązkowa dla każdego kinomana. [Jacek Lubiński, fragment artykułu]

47.

Sidney Lumet

Choć filmografia tego reżysera liczy ponad 40 kinowych pozycji, właściwie trudno doszukać się w niej obrazów nieudanych. Zaryzykuję twierdzenie, że Lumet poniżej pewnego poziomu nie schodził. Z powodzeniem przenosił na duży ekran teatralne dramaty (U kresu dnia), kręcił filmy policyjne (Książę wielkiego miasta) i klasyczne kryminały (Morderstwo w Orient Expressie), zrealizował nawet musical (Czarnoksiężnik z krainy Oz w całości obsadzony czarnoskórymi aktorami) i przepracował osobisty temat Holocaustu (Lombardzista). Był pracoholikiem, potrafił wprowadzać na ekrany dwie pozycje w jednym roku. Stworzył kilka bezsprzecznych arcydzieł (zwłaszcza w latach siedemdziesiątych). Mimo że nieczęsto był scenarzystą swoich filmów, stosunkowo łatwo znaleźć w nich wspólny rys, osobisty ślad twórcy. Według samego Lumeta esencją jego filmowego dorobku pozostało pytanie o sprawiedliwość. [Damian Jankowski, fragment biografii reżysera]

46.

Michael Haneke

Filmy Michaela Hanekego to prawdziwie profesorska robota. Robiona często na chłodno, w której każdy kadr nasączony jest znaczeniem, każda perspektywa i montażowe cięcie mają być zaproszeniem dla widza do intelektualnej gry: rozszyfrowywaniem kodów, odnajdywaniem podtekstów i symboli. Michaela Hanekego, dwukrotnego zdobywcę Złotej Palmy, szczególnie interesuje przemoc i granice emocjonalnej wytrzymałości człowieka (tak bohaterów jego filmów, jak i widzów). Ta pierwsza wyrażana jest czasem bezpośrednio (Funny Games, Pianistka), a kiedy indziej ukryta jest w rytuałach i tradycjach, stając się przemocą symboliczną (Biała wstążka). Haneke do narracji swoich filmów ciekawie włącza również technologię (Happy End, Ukryte), która wykoślawia rzeczywistość i staje się nowym, intrygującym punktem widzenia, pozbawionym empatii obserwatorem. To wszystko sprawia, że renoma i prestiż austriackiego reżysera nie mogą dziwić. To na pewno jeden z najważniejszych autorów współczesnego kina. [Maciej Niedźwiedzki]

45.

Billy Wilder

Dojście nazistów do władzy zmieniło bieg historii i to nie tylko tej ogólnej, światowej, ale też amerykańskiego kina. Filmowcy-imigranci tacy jak Fritz Lang i Billy Wilder dołączyli niedługo później do najwybitniejszych amerykańskich reżyserów. Gdy Wilder stanął za kamerą, zgłębiał początkowo mroczniejsze rejony: Podwójne ubezpieczenie, Stracony weekend, Bulwar Zachodzącego Słońca, As w potrzasku. Ale gdy na ekrany wszedł Stalag 17, w którym tematykę obozową połączył z satyrą, stało się jasne, że mimo wszechobecnego zła i ludzkich dramatów Wilder potrafi znaleźć powody do śmiechu. Stał się mistrzem komedii za sprawą takich tytułów jak: Sabrina, Słomiany wdowiec, Pół żartem, pół serio, Słodka Irma. Wydarzeniem sezonu był jego komediodramat Garsoniera – austriackiemu reżyserowi udało się wówczas pokonać Alfreda Hitchcocka w rywalizacji oscarowej, mimo iż ten nakręcił w tym sezonie bezdyskusyjne arcydzieło, Psychozę. Bardzo udane są także film biograficzny o Charlesie Lindberghu W duchu St. Louis i kryminał na podstawie sztuki Agathy Christie Świadek oskarżenia. Krytycy, a nawet fani twórczości Wildera, uważają, że jego późniejsze filmy są znacznie słabsze, ale osoba pisząca te słowa ma również szacunek do schyłkowych dokonań tego twórcy (Avanti, Strona tytułowa, Fedora). [Mariusz Czernic]

44.

Michael Mann

Stylowy twórca tak zwanego kina męskiego – twardych, przyziemnych, niezwykle realistycznych i nierzadko krwawych historii, dziejących się głównie na styku prawa i kryminalnego półświatka (ale nie zawsze, bo w jego filmografii znajdziemy też perełki przygodowe, biografie czy duszne dramaty). Mann jest współczesnym przedłużeniem myśli i minimalistycznego podejścia do życia Sama Peckinpaha i zarazem twórcą o własnym charakterze oraz języku; reżyserem, który zasłynął bezkompromisowością swoich filmów oraz ich niezwykle wysmakowaną formą. Na chwilę obecną autor tylko i aż jedenastu projektów, z których jednak znacząca większość to dzieła kompletne i jedyne w swoim rodzaju, nierzadko należące do klasyki X muzy i gładko wpisujące się w kanon amerykańskiego kina autorskiego. [Jacek Lubiński]

43.

Alejandro González Iñárritu

W tym rankingu nie mogło oczywiście zabraknąć Alejandra Gonzáleza Iñárritu. Dwukrotnego laureata Oscara za reżyserię i jednego najbardziej utytułowanych filmowców ostatnich lat. Mimo że wobec meksykańskiego twórcy mam pewne zastrzeżenia – eksploatowana formułka o przeroście formy nad treścią wydaje się w tym przypadku adekwatna – to na pewno nie potrafię mu odmówić kreatywności i pasji przy każdym kolejnym projekcie. Jeśli myślę o kinie Iñárritu, to do głowy momentalnie przychodzą mi dwa słowa: ambicja i warsztat. Pierwsze z nich łączy się z potrzebą opowiadania zawiłych, wielowątkowych historii (Amores Perros, Babel) i miejscami błyskotliwym spajaniem ich w jedną spójną historię, a druga cecha objawia się w stawianiu sobie technicznych wyzwań i późniejszym skutecznym ich realizowaniu (brak sztucznego oświetlenia przy Zjawie czy imitacja filmu nakręconego na jednym ujęciu – Birdman). Finalnie w trakcie seansów filmów Iñárritu wyczuwalne są reżyserska satysfakcja i pretensjonalne przekonanie autora, że oto mamy do czynienia z „wielkim dziełem”. Dlatego właśnie jego twórczość często budzi skrajne opinie i jest przedmiotem sporów. Nie mam jednak wątpliwości, że taki stan należy uznać za sukces. Bo nie ma bowiem nic gorszego niż obojętność. A filmy Iñárritu nigdy na nią nie pozwalają. [Maciej Niedźwiedzki]

42.

Paul Verhoeven

Po sukcesie swego drugiego pełnego metrażu Paul stał się czołowym holenderskim filmowcem, regularnie dostarczającym widzom dzieła, na które tłumnie (jak na warunki niewielkiego państwa) wybierali się do kin. (…) Wszystkie te tytuły eksplorowały zjawiska, które od zawsze fascynowały Verhoevena: pierwotne zamiłowanie do przemocy (RoboCop), integracja człowieczeństwa z technologią (Pamięć absolutna), a przede wszystkim niepohamowana namiętność i wykorzystanie ciała jako instrumentu seksualnego (Nagi instynkt). Bezpośrednie, instynktowne odczuwanie kina spodobało się amerykańskiej publiczności, która pokochała styl Verhoevena – rozpoznawalny, ale jednocześnie odpowiednio dopasowywany w zależności od konwencji filmu, nad którym pracował. RoboCopem Paul po raz pierwszy zagłębiał się w estetykę kina science fiction i cyberpunkowego, a potrafił stworzyć dzieło ikoniczne; w Pamięci absolutnej przenosił na ekran dystopijną wizję Philipa K. Dicka, wykazując się świetnym wyczuciem wymogów gatunku; Nagi instynkt to natomiast thriller wzorcowy, idealnie równoważący elementy niepokoju i ekscytacji. (…) I mimo że w ciągu minionego półwiecza podjął sporo złych decyzji (jak choćby te, którymi odrzucił reżyserię Milczenia owiec czy sequeli Szybkich i wściekłych), jest jednym z niewielu współczesnych reżyserów, którzy mają taką rękę do tworzenia dzieł kultowych. [Dawid Myśliwiec, fragment biografii reżysera]

41.

Hayao Miyazaki

Czyli mistrz japońskiej animacji. Laureat Oscara, dla świata jeden z najbardziej rozpoznawalnych i uwielbianych reżyserów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jego Księżniczka Mononoke cieszyła się w japońskich kinach 1997 roku większą popularnością niż niekwestionowany amerykański hit Titanic. Sztuka Miyazakiego, jak również współtworzonego przez niego legendarnego studia Ghibli, na trwałe wtopiła się w kulturę popularną kraju. Animacje przez niego współtworzone to nie tylko barwne obrazy zabierające widza w świat baśni oraz fantazji, ale i pouczające opowieści nierzadko wzorowane na greckiej, japońskiej mitologii czy tradycyjnej religii Shintō. Jednak to, co reżyser stara się uwypuklić w swoich filmach najbardziej, to umiłowanie przyrody oraz potrzeba jedności z naturą. Decyzja o emeryturze prawie osiemdziesięcioletniego Hayao Miyazakiego okazała się na szczęście przedwczesna. Twórca takich arcydzieł animacji jak Mój sąsiad Totoro czy Spirited Away: W krainie bogów pod koniec stycznia zapowiedział, że razem ze swoim synem pracują nad dwoma nowymi filmami. [Maja Budka]

Ostatnio dodane