Znamy nowego szeryfa z Nottingham. Na szczęście jest biały?

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Istnieją bohaterowie wiecznie żywi, nieustannie powracający na łamy popkultury, co rusz zmieniający tylko twarz. Jednym z nich jest niewątpliwie Robin Hood. Ile to już razy mieliśmy okazję gościć go na wielkim ekranie? Nowa odsłona przygód przygód banity z Sherwood szykowana jest na rok 2018. Tak się składa, że obsadzeni już zostali wszyscy główni bohaterowie. Nie omieszkam skomentować tych wyborów.

Za reżyserię odpowiada niejaki Otto Bathurst, który dotychczas prezentował swoje umiejętności w serialach (ale nie byle jakich) – Peaky Blinders czy Czarne lustro. Od dłuższego czasu wiemy, że nową twarzą naszego bohatera będzie Taron Egerton, młody aktor znany z przebojowego występu w Kingsman (warto dodać, iż aktor starał się także o rolę Hana Solo). Jako że bohatera otrzymujemy zawsze w pakiecie z antagonistą, świat czekał na decyzję, kto zagra złego szeryfa z Nottingham. I się doczekał.

Kilka dni temu potwierdzono, że będzie nim Ben Mendelsohn – australijski aktor, którego możemy obecnie podziwiać w Łotrze 1, a który wcześniej zabłysnął m.in. w Królestwie zwierząt lub też w serialu Bloodline, za który otrzymał w tym roku statuetkę Emmy. Muszę przyznać, że ten wybór cieszy mnie niezmiernie, gdyż śledzę karierę Mendelsohna już od jakiegoś czasu i nie mogę znaleźć słabych punktów. Stał się kimś w rodzaju etatowego czarnego charakteru – podniosą się głosu o zamknięciu się w szufladzie, ale naprawdę, niewielu potrafi grać antagonistów tak, jak robi to ten Australijczyk. On się do tego urodził. Czy dorówna Alanowi Rickmanowi, który wcielał się w szeryfa w Robin Hoodzie: Księciu złodziei? Jestem o to spokojny.

Inaczej mam jednak z innym obsadowym typem, ogłoszonym dużo wcześniej. I nie, nie chodzi mi o nową Marion o twarzy Eve Hewson czy Szkarłatnego Willa w osobie Jamiego Dornana (choć ten ostatni nie został jeszcze potwierdzony). Mam oczywiście na myśli Jamiego Foxxa, który zagra Małego Johna. Czy tylko mnie się wydaje, że jest to ewidentny przykład wciśnięcia na siłę czarnoskórego aktora w ramy świata, do którego po prostu nie pasuje? Nowy Robin Hood zapowiadany jest co prawda jako rewizjonistyczna wizja przygód banity z Sherwood, ale mam wrażenie, że w tym wypadku ten rewizjonizm idzie o krok za daleko. Jasne, pewnie scenarzyści znajdą sposób na wytłumaczenie pojawienia się Murzyna w średniowiecznej Anglii (i pewnie będzie to nawet brzmieć wiarygodnie). Nie zmienia to jednak faktu, że angaż Foxxa do roli białego bohatera to nic innego, jak kolejny wyraz poprawności politycznej – współczesnego raka Hollywood.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane