ZABÓJCZA BROŃ 5? Są realne plany!

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Hollywood nie zna umiaru i wiadomo to nie od dziś. A widać to przede wszystkim w postępującej modzie na sequele i remaki, która zdaje się nie mieć końca. Sądziliście, że istnieją jeszcze jakieś prominentne serie z dawnych lat, które nie będą już kontynuowane? Mylicie się, bo właśnie upadł jeden z ostatnich bastionów. Grube ryby z Hollywood szykują Zabójczą broń 5.

Informacja ta pojawiła się niedawno za sprawą serwisu Deadline. Choć nie została oficjalnie potwierdzona, to jednak zawiera w sobie elektryzująca perspektywę, nie pozwalającą na obojętność. A to dlatego, że na pokład piątej części mają wrócić czołowi gracze: reżyser Richard Donner oraz para aktorów Mel Gibson i Danny Glover. Scenariusz z kolei ma zostać napisany przez Channinga Gibsona, który wcześniej napisał tekst do części czwartej.

Sequel z prawdziwego zdarzenia, uwzględniający nazwiska osób odpowiedzialnych za sukces poprzednich części, to niemały przełom w planach odświeżenia serii, funkcjonujących w branży od lat. Dotychczas mówiło się jedynie o remake’u z młodszymi aktorami w rolach głównych. Pomysł ten ostatecznie wyewoluował w formę serialu o tym samym tutele, w którym w rolę Riggsa wcielił się Clayne Crawford, a Murtaugha – Damon Wayans. Być może to właśnie dobre przyjęcie serialu, który został przedłużony na kolejny sezon, otworzyło pewne klapki w głowach producentów, by ponownie rozważyć kwestię powrotu w kolejnym filmie do emerytowanych bohaterów i sprawdzić, co tam u nich słychać.

Zapowiedź Zabójczej broni 5 zabawnie koreluje z faktem, iż nie tak dawno temu ogłoszono kolejne sequele innych sensacyjnych serii. Ma bowiem powstać Szklana pułapka 6,ponownie z Bruce’em Willisem w roli głównej, oraz Godziny szczytu 4 – ponownie z Jackiem Chanem i Chrisem Tuckerem. Dodajmy do tego piątego Indianę Jonesa z Harrisonem Fordem, już potwierdzonego przez Spielberga. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale chyba jeszcze tylko Gliniarz z Beverly Hills stanął w miejscu na trzeciej części i póki co nie wiadomo, czy twórcy będą chcieli ten stan zmienić. Patrząc jednak na dzisiejszy trend, zapewne i Gliniarz ulegnie.

Co z tego wynika? Nic szczególnego. Nic, czego już byśmy nie wiedzieli. Hollywood zjada swój ogon i w zasadzie pozostaje nam już tylko wzruszyć nad tym faktem ramionami. Bo jak by nie patrzeć, zjawisko powracania do znanych marek istnieje w tej branży od samego początku i ma ono swoją konkretną przyczynę. Bez względu na to, jak bardzo obrażalibyśmy się na producentów za nieustanne chodzenie na skróty i serwowanie odgrzewanego kotleta, prawda jest taka, że proceder ten istnieje głównie dzięki nam. Ciekawość zawsze bowiem wygra ze zdrowym rozsądkiem, przez co zdecydowana większość z nas ulegnie perspektywie ponownego przeżycia przygody z ulubionymi bohaterami.

Nawet jeśli ci są już na tę przygodę ewidentnie za starzy. Ale akurat w przypadku Riggsa i Murtaugha, jak dobrze wiecie, nie jest to nic nowego.

Ostatnio dodane