Autor zdjęć do MATRIXA krytykuje atmosferę na planie sequeli kultowej serii science fiction

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Pierwsza część Matrixa przez wielu uważana jest za arcydzieło i jeden z najlepszych filmów science fiction w historii. Jego kontynuacje, Reaktywacja Rewolucje, nie mają już tak dobrej reputacji. Okazuje się, że ich realizację nieszczególnie dobrze wspomina sam operator kamery pracujący na planie – Bill Pope.

Filmowiec pojawił się w podcaście innego słynnego operatora – Rogera Deakinsa – i opowiedział o swoich doświadczeniach.

Wszystko, co było świetne za pierwszym razem, przy kolejnych okazało się niedobre. Nie mieliśmy już swobody, ludzie patrzyli nam na ręce i czuliśmy dużą presję. W głębi za tym nie przepadałem i czułem, że powinniśmy iść w innym kierunku. Było dużo spięć i problemów osobistych, a to – mówiąc szczerze – widać na ekranie. Nie był to najbardziej wzniosły moment – ani mój, ani czyjkolwiek inny. Wachowskie przeczytały tę cholerną książkę Kubricka z której wynikało, że trzeba wyciskać ostatnie soki z aktorów i robić mnóstwo dubli. Chciałbym go wykopać i zabić na nowo.

Pope odniósł się też do tego, że druga i trzecia część powstawały jednocześnie, za jednym zamachem.

Zdjęcia trwające tak długo, 276 dni, otępiają duszę, umysł i sam film. Widać to też w przypadku „Hobbita” – czytając książki się tego nie czuje, bo można ją w każdej chwili odłożyć. W przypadku filmu to zbyt długi czas – są pewne granice.

Koniec końców, twórca potrafi znaleźć też pozytywne elementy i docenić trylogię jako całość – niedawno ukończył transfer obrazu do 4K i poczuł, że on i inni twórcą mogą być dumni ze swej pracy. Przy realizacji części czwartej Pope nie bierze już udziału.

Zgadzacie się, że sequele Matrixa nie dorównały oryginałowi?

Ostatnio dodane