Ranking

19 najważniejszych polskich filmów lat 90.

Lektury obowiązkowe kina polskiego lat 90.

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Pokusiłem się o mały ranking – bardzo subiektywny – filmów polskich, który ma dowieść jednego: kino polskie w latach 1991-2000 było całkiem niezłe. Chciałbym uniknąć porównywań do zachodnich zgrabnych produkcji, nie chciałbym oglądać się na młodzieńcze sentymenty, tylko tak skromnie i patriotycznie skupię uwagę na naszym krajowym poletku, na którym wyrosło w latach 90. całkiem pokaźne (średnia ok. 2 na rok) grono bardzo ciekawych produkcji. Niekoniecznie najlepszych, ale z pewnością intrygujących, ciekawych, istotnych z jakiegoś względu. Wyjątkowo odważna konstatacja, czyż nie?

Przedstawiam więc oto listę 19 artystycznych majstersztyków i gniotów, frekwencyjnych hitów i kitów. O jednych obrazach było bardzo głośno, o niektórych słychać było ledwie nieśmiały szept. Każdy z nich jest na tyle ważny w opisie kondycji polskiego kina, że zignorować go nie sposób. Każdy z tych obrazów był wydarzeniem w swojej skali, komercyjnej lub artystycznej. O każdym warto pamiętać, bo każdy z nich coś sobą reprezentuje i każdy wywołuje różnego typu emocje. A emocje w kinie są przecież najważniejsze.

Oto lektury obowiązkowe kina polskiego lat 90.

Tekst z głębokiego archiwum film.org.pl (2008)

*

19. ZAWRÓCONY, czyli obywatel w potrzasku
Reżyseria: Kazimierz Kutz

zawrocony

Tak mimochodem, trochę przez przypadek i z powodu pustych kieszeni podczas realizacji „Śmierci jak kromka chleba” Kazimierz Kutz nakręcił jeden ze swoich najlepszych filmów. W minimalistycznej formie (trochę ponad godzina seansu) zawarł maksimum treści – o prostym człowieku, bezpiecznym konformiście, który niechcący spojrzał nie w tę stronę, co trzeba i przyniosło to konsekwencje złe, gorsze i najgorsze. Zdawać by się mogło, że mix Śląska i komunizmu musi prowadzić do filmowego odrętwienia i depresji, a tu figa, Kazimierz Kutz, owszem, zrobił film poważny, ale w wielu miejscach komiczny, groteskowy, czasem klasycznie komediowy. I Zbyszek Zamachowski zagrał świetnie (pośpiywołech se jak nigdy w życiu)


zGłówne nagrody:
3 nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – dla Zamachowskiego, dla Kantego-Pawluśkiewicza za muzykę oraz Grand-Prix dla filmu
Ilość widzów: brak danych
Najlepsza scena: ucieczka Zamachowskiego przed milicyjnym pościgiem
Ciekawostka interpretacyjna: „Zawrócony” polityczną alegorią? W kilku komentarzach, w tym Tadeusza Lubelskiego, padały opinie, jakoby film opowiadał o nawróceniu pozornym, które nie doprowadziło do przemiany. Tym samym film Kutza dla niektórych krytyków filmowych stał się przyczynkiem do dyskusji o legendzie Solidarności…

 

18. KORCZAK, czyli hołd ku czci
Reżyseria: Andrzej Wajda

Korczak_Korczak_03

Można mieć z tym filmem pewien kłopot, który będzie związany z pytaniem: czy „Korczak” jest o prawdziwym Korczaku? Bo mamy tutaj niepodważalną laurkę: film „ku czci”, film „ku pamięci”, grzeczny, delikatny, poetycki, bez negatywów i odbarwień. Z drugiej strony Andrzej Wajda pokazał postać z krwi i kości, bez zbędnych sentymentów i ukłonów w stronę banału. Z tego powodu widz odczuwać może dysonans i kwestia odbioru obrazu zależy wyłącznie od osobistej wrażliwości i wyczulenia na przypisywany Wajdzie romantyzm, czyli wszechobecną symbolikę, teatralność i ozdrowieńczą martyrologię. „Korczaka” warto chociażby porównać do powstałej kilka lat później „Listy Schindlera” – czerń i biel, Holocaust, poświęcenie jednostek dla sprawy ogólnoludzkiej. Niby podobnie, a skrajnie odmiennie, choć autorzy obu historii są tak samo ambitni w ukazywaniu tragedii. Poza tym to jedyny prawdziwie udany film Andrzeja Wajdy w latach 90. i najwybitniejsza w filmowej karierze rola Wojciecha Pszoniaka. Bardzo dobrze zrealizowane kino.


korczGłówne nagrody:
Ledwie specjalne wyróżnianie w Cannes, a poza tym nagród brak! Uznanie, uściski rąk i ogólne docenienie – tylko tyle.
Ilość widzów: brak danych
Najlepsza scena: zniknięcie we mgle
Ciekawostka krytyczna: Francuski dziennik „Le Monde” zarzucił Wajdzie, że film jest zrobiony z punktu widzenia Polaka i chrześcijanina, czyli nieobiektywnie, a ponadto film nie przedstawiał prawdy historycznej (odnośnie ostatniej sceny, która miała ponoć udowadniać, że nikt nie zginął w komorach gazowych…)

 

 

17. SZAMANKA, czyli zjedz mózg, a będziesz silny
Reżyseria: Andrzej Żuławski

szamanka

Tandeta – to właściwe słowo na określenie „Szamanki”. Bo o tym pseudoartystycznym przedsięwzięciu nie można inaczej mówić, jak tylko w sposób dosadny i brutalny. Bo dlaczego nie, skoro widz jest traktowany jak idiota, któremu wciska się fekalia udające egzystencjalny traktat? Gniot to bowiem nieziemski – w roli głównej Bogusław Linda, wówczas gwiazda największa, wcielający się w gwałtownego naukowca uciekającego z uranem przed rosyjską mafią, oraz debiutantka, Iwona Petry, która występ w „Szamance” przypłaciła załamaniem nerwowym i regularnymi wizytami w klinice leczenia psychiatrycznego. Czy to przez zjadanie – dosłowne – mózgu Bogusia? Ekwilibrystykę erotyczną? Fizyczne wejście w rolę psychicznie zwichrowanej nimfomanki? Nikt nic nie wie, choć wiadomo jedno – Andrzej Żuławski popełnił film, o którym było głośno we wszystkich mediach, lecz nie tak, jakby życzył sobie tego autor. Niezrozumienie intencji twórcy – o to oskarżał krytyków i buczącą podczas seansów publiczność – nie usprawiedliwia intelektualnego bełkotu wylewającego się nie tylko z ekranu, ale i wypowiedzi samego twórcy tłumaczącego się ze swego dzieła. Ale skandal był, a że skandalów w polskim kinie jak na lekarstwo – warto „Szamankę” w przewrotny sposób docenić.


szamanka-plakatGłówne nagrody:
etykietka „skandaliczny” jest najważniejsza. Poza tym: brak nagród.
Ilość widzów: 162 tysiące
Najlepsza scena: każda scena z Iwoną Petry. Jej wejście w rolę „Włoszki” – aktorstwo ekstatyczne, na pograniczu transu – jest szalenie intrygujące.
Ciekawostka absencyjna: Na premierę filmu w warszawskim kinie „Wisła” nie przyszedł ani Linda, ani Petry, ani żaden z pozostałych bohaterów…

 

 

16. WOJACZEK, czyli poeta, którego nie było
Reżyseria: Lech Majewski

wojaczek

Wojaczek był poetą wybitnym, choć wybitność towarzyszy w tym przypadku i jakości wierszy, i oddziaływaniu poety na pokolenie, które już się, niestety, lekko zestarzało. Natchniony Rafał W. z Poznania był kimś w rodzaju idola, którego kult rozrósł się dopiero po śmiertelnym przedawkowaniu antydepresantów w 1971 roku. A Lech Majewski, artysta nieprzeciętny, zrobił film-wiersz. Przepięknie opakowany obrazek od pierwszej sekundy utopiony w czerni i bieli, w brudzie zatęchłych kamienic, w kilku kieliszkach wódki, z niebanalnymi słowami o śmierci, kobiecości, chorobie, samotności i lęku w tle. Nie każdy polubi tego typu filmowe dziwadło, tak samo jak nie każdy lubi poezję. Śmiem twierdzić, że zdecydowana mniejszość tych, którzy w ogóle czytają, lubi poezję, a wśród i tych do autora „Którego nie było” nie każdy ma stosunek pozytywny. „Wojaczek” jest więc przeznaczony dla mniejszej mniejszości, choć hermetyczność i treści, i obrazu w tym przypadku nie ma nic wspólnego z bełkotliwą inscenizacją. Świetna reżyseria Majewskiego, świetna rola Krzysztofa Siwczyka i bardzo oryginalny, jak na polskie warunki, film.


wojaGłówne nagrody:
Majewski uznany najlepszym reżyserem na FPFF w Gdyni w 1999r. Plus wiele nominacji dla reżysera, Siwczyka, Sikory (autora zdjęć)
Ilość widzów: 31 tysięcy
Najlepsza scena: Rafał Wojaczek spotyka żołnierzy
Ciekawostka poetycka: Krzysztof Siwczyk to absolutny debiutant filmowy, który nigdy więcej nie zdecydował się na wejście w aktorskie buty. W życiu prywatnym poeta mający na koncie spore sukcesy literackie. Wiersze są potrzebne przede wszystkim tym, którzy je piszą. A jeśli ktoś je czyta, to wtedy jest się cudownie zaskoczonym i tyle.

 

 

15. ŻE ŻYCIE MA SENS, czyli że amatorstwo ma sens
Reżyseria: Grzegorz Lipiec

zezyciemasens

Pierwszy polski film offowy, który wpadł na wielkie ekrany kinowe dzięki profesjonalnej dystrybucji. Sky Piastowskie z Zielonej Góry to była grupa znana, lubiana i – co najważniejsze – doceniania na festiwalach filmów amatorskich. Mniejsza o dzieła wcześniejsze – tych nie widziałem, bo nie miałem szansy i nie przepadam za kinem offowym. „Że życie ma sens” niemalże w glorii i chwale wkroczyło w 2001 roku (wyprodukowano w 2000, stąd miejsce na liście) i w związku z tym premierze towarzyszyły nadzieje duże, a przynajmniej większe niż zwykle, bo wiadomo: nie mógł to być przeciętnej jakości film offowy, ba! skoro zapadła decyzja o wpuszczeniu do regularnej dystrybucji, to rzecz musi być ponadprzeciętna na tle całej polskiej kinematografii. Kłopot w tym, że film jest zwyczajnie słabiutki – pretensjonalna historyjka z narkotykami w tle, z łopatologicznym morałem, słabymi dialogami i kiepskim aktorstwem. Jako film sam w sobie – amatorszczyzna na każdym kroku; jako zjawisko kinematograficzne – bezsprzecznie wydarzenie. Dlatego warto rozejrzeć się za tym sensownym życiem według Sky Piastowskie.


zezycieGłówne nagrody:
Grand Prix na festiwalu „Młodzi i film” w Koszalinie
Ilość widzów: brak danych
Najlepsza scena: wszystkie sceny z nieocenionym Kalibrem 44 w tle
Ciekawostka wypadkowa: w trakcie zdjęć operator połamał sobie dwa żebra, drugiemu operatorowi urodziło się dziecko, dźwiękowiec przeszedł udar słoneczny, jednego z aktorów pobito, kolejny dostał pozew rozwodowy od żony, a kierownik produkcji skręcił nogę pędząc na rowerze z akumulatorami do kamery…

 

 

14. MŁODE WILKI, czyli wypasione kino dresiarskie
Reżyseria: Jarosław Żamojda

mlode-wilki

„Młode wilki” to słabizna w każdym momencie, ale mimo wszystko, doskonale sprzedana, obecnie gdzieniegdzie kultowa (sic!). Nowoczesne samochody, superszybkie motocykle, młodość, zabawa, pierwsze miłości i pierwsze rozstania. Innymi słowy – marzenia młodego dresiarza ekscytującego się gangsterami w skórzanych kurtkach. Wcześniej w polskim kinie obrazu sensacyjnego tej miary nie było, nie dziwi więc takie podniecenie wśród widzów na widok zachodnich bryk ze skórzanymi fotelami, kilku wyścigów, wybuchów i strzelanin, skądinąd dość nędznie zrealizowanych i godnych kina klasy co najwyżej B. W tle szalenie wtedy popularny Varius Manx, a za kamerą Jarek Żamojda, dla którego „Młode wilki” okazały się artystycznym opus magnum.


mlodeGłówne nagrody:
Nagroda za debiut na FPFF w Gdyni w 1995r.
Ilość widzów: 600 tysięcy
Najlepsza scena: Złapią Cię pijanego w samochodzie – mów, że nie piłeś. Znajdą Ci dolary w spodniach – mów, że to nie Twoje spodnie. Złapią Cię na kradzieży za rękę – mów, że to nie Twoja ręka. Nigdy do niczego się nie przyznawaj.
Ciekawostka nie z tego świata: w 2001 roku Jarosław Żamojda dołączył do Roberta Bernatowicza i jego Fundacji Nautilus badającej zjawiska paranormalne. Poza tym wciąż kręci. Niestety.

 

13. TATO, czyli ojciec w stylu amerykańskim
Reżyseria: Maciej Ślesicki

Najbardziej udany debiut reżyserski od czasów „VaBank” Juliusza Machulskiego. Maciej Ślesicki zaproponował kino ze wszech miar komercyjne: historię obyczajową wyciskającą łzy, thriller psychologiczny, przejmujący dramat sądowy i komedię w jednym. Widać, że facet oglądał sporo filmów – i chwała mu za to! Nie boi się w związku z tym cytowania, naśladowania i kopiowania tego, co w kinie popularnym, szczególnie amerykańskim, najlepsze. Owszem, całość jest odtwórcza, ale co z tego? „Tato” stał się największym hitem roku, bo publiczność uznała film za zwyczajnie atrakcyjny – popularni aktorzy w rolach głównych, chwytliwy temat i poprawna realizacja to kryteria, które wyznaczyły credo Ślesickiego-reżysera. Tego typu produkcje nakręcone na jankeskiej ziemi lądują zazwyczaj w popołudniowym paśmie regionalnego kanału TV, niemniej na jałowej polskiej ziemi osiągają z miejsca duży sukces.


tatGłówne nagrody:
Złota Kaczka od „Filmu” za najlepszy film polski w 1995r. Ponadto: Ślesicki uznany za najlepszego reżysera, Linda za najlepszego aktora, Pazura i Dancewicz za drugi plan – wszystko na FPFF w Gdyni w 1995r.
Ilość widzów: 450 tysięcy
Najlepsza scena: wszystkie z Dorotą Segdą, która znakomicie gra stukniętą zdrowo, psychopatyczną żonę Lindy
Ciekawostka reklamowa: w filmie próbowano po raz pierwszy i tak bezpośrednio product placementu. – Mówiła pani, że nie nosi stanika – zagaduje Linda. Na to Dancewicz: – Ale ten jest od Triumpha. Nie mogłam się oprzeć, choć jest trochę za mały. Potem Linda wychodzi z córką przed dom i widzi billboard z reklamą biustonoszy Triumph, któremu przygląda się z zadumą dłuższą chwilę.

 

12. TAKIEGO PIĘKNEGO SYNA URODZIŁAM, czyli szanuj ojca swego i matkę swoją
Reżyseria: Marcin Koszałka

TAKIEGO PIĘKNEGO SYNA URODZIŁAM

Odsądzony od czci i wiary Marcin Koszałka stworzył 25-minutowy film niebagatelny. Chwila na przypomnienie intelektualnego tła sprzed paru lat: w telewizji pojawił się Big Brother i jego klony, które spowodowały wzmożony skurcz komórek mózgowych u antropologów kultury – według nich wszędobylskie media bezczelnie i coraz szybciej zagarniają prywatność i wywlekają na światło dzienne sceny intymne, co jest odruchem co najmniej niezdrowym i świadczącym o moralnej degrengoladzie środków masowego przekazu. Uff… Pojawia się Koszałka i pokazuje swój byt z punktu widzenia leniwego syna, którego matka jest synonimem najgorszej upierdliwości, a ojciec to życiowy kapitulant. Dom jest oczywiście autentyczny – to najprawdziwszy dokument! – nikt tu nie gra, nie wypowiada kwestii spisanych wcześniej na kartkę. I to boli – szczególnie matkę, która ujrzała siebie jakby w krzywym zwierciadle, czyli taką, jaką nie chciała zapewne być. Rzeczywistość bywa jednak okrutna. A Koszałce należy się albo lanie pasem w ospałe dupsko leżące na kanapie, albo gorące brawa za odwagę w ukazywaniu nie retuszowanej wegetacji w M-3. Ilu widzów, tyle opinii. Kontrowersja zawsze w cenie.

Główne nagrody: najlepszy dokument na festiwalu filmowym w Kazimierzu Dolnym
Ilość widzów: brak danych
Najlepsza scena: Marcin, co ty tak leżysz, co się tak rozkroczył, coś ty z tymi nogami zrobił, między kolanami masz krok… Jezus Maria, Marcin, okrągłe ci się robi! Jezu… Ta prawa łopatka jak pół bochenka chleba ci wystaje…
Ciekawostka sequelowa: w 2004 roku powstała swoista kontynuacja, „Jakoś to będzie”. Tym razem Koszałka podglądał własną żonę i córkę. I ze smutkiem skonstatował, że choć fizycznie nie przebywa wśród toksycznych rodziców, to uwolnić się od nich nie może. W 2008 powstał dokument „Do bólu”, niejako trzecia część, tym razem nie o sobie, a o pewnym znanym lekarzu, „niewolniku” własnej matki, która takiego pięknego syna urodziła. Podobno bardzo znakomita rzecz.

 

11. CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ, czyli nie będziesz dzwoniła do byłych fagasów z mojej komóry, bejbe!
Reżyseria: Olaf Lubaszenko

chlopaki-nie-placza

3 lata po świetnym debiucie („Sztos”) i kilka lat przed objęciem roli zdziadziałego męża rodziny w kolejnej polskiej telenoweli („Barwy szczęścia”) Olaf Lubaszenko dokonał artystycznej wolty i postanowił zabawić publiczność quasi-gangsterską cool-historyjką z bohaterami-debilami. Sporo wulgaryzmów, zapach blantów w powietrzu, humor sytuacyjny, słowny (dziesiątki one-linerów do zapamiętania!), poziom raz wysoki, raz niski, a w pewnych momentach wypełniony absurdami, z których mógłby być dumny sam Bareja. „Chłopaki nie płaczą” to zresztą bardzo zgrabnie zrobiony film – żywy, dynamiczny, sprawnie opowiedziany, dobrze zagrany. Nawet jeśli jest to tylko „Pulp fiction” dla ubogich, a Lubaszenko tylko udaje zajebistość mistrza Tarantino. W społeczności licealno-studenckiej skojarzenia wyłącznie pozytywne. Bardzo zasłużenie.


chlGłówne nagrody:
brak. Ale status kultowości – bezsprzeczny.
Ilość widzów: 551 tysięcy
Najlepsza scena:
– Normalny czy ulgowy?
– Jestem znajomym Piaska
– Jakiego Piaska? a…a… a pan?
– A ja mam paszport Polsatu

I jeszcze:

– I co, są bunkry?
– Nie ma, ale też jest zajebiście
Ciekawostka obsadowa:
Na moment na ekranie pojawili się m.in.: Władysław Żmuda i Janusz Wójcik (trenerzy polskiej reprezentacji piłkarskiej), Andrzej Mleczko, Kuba Sienkiewicz, Krzysztof Dmoszyński oraz Grupa MoCarta (jednak w filmie muzycy grają na innych instrumentach niż w rzeczywistości)

 

Ostatnio dodane