Krótkie spięcie

TAIKA WAITITI W ODLEGŁEJ GALAKTYCE! O aktorskim serialu w świecie “Gwiezdnych wojen”

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Lubię Gwiezdne wojny powstałe pod okiem Kathleen Kennedy. W przeciwieństwie do wielu smutnych malkontentów wmawiających, że Gwiezdne wojny bez Lucasa to już nie Gwiezdne wojny, że Gwiezdne wojny za pieniądze Disneya to jakieś bardziej komercyjne niż te nasze (nasze!), że kiedyś to chłopcy się bawili na podwórku mieczami świetlnymi jak trzeba, a jak dziewczyny też mogą, to już nas to nie bawi, że jak młodzi byliśmy, to Gwiezdne wojny trzymały poziom, a teraz, jak jesteśmy starzy, to już tylko bida z nędzą. Lubię nie tylko na poziomie samych produkcji, ale na poziomie zjawiska. Nie wiem, czy pamiętacie, ale Przebudzenie Mocy promowane było hasłem “każde pokolenie ma swoją legendę”. Pokolenie moich rodziców, starszego rodzeństwa miało oryginalną trylogię, ja i wszyscy milenialsi trylogię prequeli (wychowałem się na oryginałach, ale to właśnie filmy z McGregorem pozostają “moimi” Gwiezdnymi wojnami – to na te premiery kinowe czekałem, to te figurki widziałem w sklepach z zabawkami), pokolenie internetu, smartfonów i streamingu ma Gwiezdne wojny Disneya.

A że ma nową trylogię, (na razie dwa) spin-offy i w planach dwie poboczne serie (!)? No cóż, jakie pokolenie, takie Gwiezdne wojny. W czasach, gdy wszystkiego jest dużo, gdy trendy w kinie rozrywkowym nadają produkcje Marvela, gdy filmy ogląda się na telefonie w drodze do szkoły, nie ma miejsca na ekskluzywność towaru. Zatem nie ma też co spodziewać się, że Lucasfilm przestanie rozszerzać świat Gwiezdnych wojen, ale wręcz przeciwniewłaśnie przygotowuje własny serwis streamingowy i jednym z klejnotów w jego koronie (tak, jestem przekonany, że Disney będzie królem streamingu równie szybko, jak został królem Hollywood) ma być pierwszy w historii serial aktorski osadzony w odległej galaktyce George’a Lucasa!

gwiezdne-wojny-serial

Jon Favreau – osoba odpowiedzialna za wprowadzenie Gwiezdnych wojen w świat streamingu

Serial będzie nosił tytuł The Mandalorian, dziać się ma w okresie między upadkiem Imperium a narodzinami Najwyższego Porządku, a według oficjalnego opisu w głównej roli zobaczymy “kolejnego po Jango i Bobie Fetcie wojownika”. Za całość odpowiedzialny jest Jon Favreau, który dekadę temu pierwszym Iron Manem otworzył Kinowe Uniwersum Marvela, pierwszy sezon liczyć ma dziesięć odcinków, główną gwiazdą produkcji będzie znany z Narcos i Gry o tron Pedro Pascal, budżet oscyluje bardziej na poziomie Gry o tron właśnie niż Agentów T.A.R.C.Z.Y., a wśród wymienionych reżyserów poszczególnych odcinków znajdziemy m.in. Taikę Waititiego (Co robimy w ukryciu, Thor: Ragnarok)!

The Mandalorian zapowiada się jako klasyczny przykład czegoś, czego zupełnie nie potrzebowałem, a na co teraz absolutnie czekam.

The Mandalorian zapowiada się jako klasyczny przykład czegoś, czego zupełnie nie potrzebowałem, a na co teraz absolutnie czekam. Podoba mi się, że możemy liczyć na naprawdę wysoki poziom realizacyjny (bo budżet, bo dziesięć odcinków, bo reklamówka dla Disneya, bo nazwiska związane z całością), cieszę się na obrany kierunek sugerujący istny kosmiczny western (prawdopodobnie łowca nagród w roli głównej) i w końcu – może najbardziej – na odkrycie przed tymi fanami, którzy niekoniecznie lubią czytać związane z Gwiezdnymi wojnami książki i komiksy, co właściwie wydarzyło się w galaktyce po Powrocie Jedi i jak bajkowy tegoż filmu finał doprowadził nas do trudnej sytuacji znanej z nowej trylogii. J.J. Abrams i Rian Johnson nie byli tym zainteresowani, mam nadzieję, że Jon Favreau będzie. Wisienką na tym kosmicznym torcie pozostaje obecność Taiki Waititiego. To twórca niezwykle oryginalny, tworzący przezabawne filmy, kochający zgrywy. Aż boję się marzyć, jak wiele świeżości może wprowadzić na odległe rubieże galaktyki.

gwiezdne-wojny-serial

Pierwsze oficjalne zdjęcie z serialu The Mandalorian

Oczywiście istnieją obawy, że serial po prostu nie wyjdzie i pozostanie skazą (niestety nie pierwszą) na obliczu tego ukochanego świata, że Disney zbyt sztywno trzymać się będzie tabelek i kalkulacji (jeśli nie eksperymentować na małym ekranie, to gdzie?), że znów (okropne cameo w Hanie Solo!) uzna, że musimy zobaczyć znajome twarze, żeby dobrze się bawić.

W każdym razie czekam. Z maskotką Boby Fetta w jednej ręce, notatnikiem poważnego recenzenta w drugiej. Czegokolwiek nie dostanę, trudno będzie mi pozostać obojętnym.

Ostatnio dodane