Krótkie spięcie

OSCARY BEZ GOSPODARZA. Dramatu ciąg dalszy

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Tegoroczna ceremonia rozdania Oscarów odbędzie się dopiero dwudziestego czwartego lutego, ale już teraz jest o niej wyjątkowo głośno, choć nawet nie ogłoszono jeszcze nominacji. Zaczęło się w sierpniu, gdy podano do wiadomości, że organizatorzy mają dodać nową kategorię – na najpopularniejszy film. Po wszechobecnej krytyce pomysł porzucono. W grudniu na prowadzącego galę wybrano aktora Kevina Harta, ten jednak ustąpił ze stanowiska już po kilku dniach, gdy przypomniano jego homofobiczne tweety sprzed lat. Wielkiego dramatu ciąg dalszy – według najnowszych doniesień, tegoroczne rozdanie w ogóle nie będzie mieć gospodarza.

Nie jest to pierwszy taki przypadek w historii, choć od czasu, gdy po raz ostatni (i jedyny do tej pory) ceremonia rozdania nie miała prowadzącego, mija w tym roku trzydzieści lat. Brak jednej wiodącej osoby ma zostać zrekompensowany obecnością gwiazd odpowiedzialnych za poszczególne segmenty gali, jak również muzycznymi występami, co w roku, gdy wśród nominowanych z pewnością znajdą się między innymi Narodziny gwiazdy, ma swoje uzasadnienie. Lady Gaga pewnie już czeka, by wraz z Bradleyem Cooperem zaśpiewać Shallow podczas ceremonii.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Hart może jednak poprowadzić galę. Mocno dążyła do tego Ellen DeGeneres, prowadząca popularny amerykański talk show. Jeśli ktoś nie śledzi tamtejszych mediów, to z pewnością i tak kojarzy to nazwisko ze słynnej wizualizacji pewnego polskiego celebryty, mojego imiennika. Według Ellen członkowie Akademii naciskali, by Hart mimo wszystko podjął się roli gospodarza. Celebrytka spotkała się z aktorem w jej programie, zapewne by w efekcie zmienił swoją decyzję, jednak to właśnie tam Hart ostatecznie wbił gwóźdź do trumny. Choć miesiąc wcześniej przeprosił na Twitterze za swoje stare wpisy, w programie Ellen zrobił z siebie głównie ofiarę ataku hejterów i internetowych trolli, bynajmniej nie wyrażając skruchy. Brak chęci do dyskusji ze środowiskiem LGBTQ przejawił później jeszcze kilkakrotnie, by w końcu ostatecznie potwierdzić w telewizji śniadaniowej, że sprawy ma dosyć i gali nie poprowadzi.

W obliczu tej sytuacji producenci zadecydowali o zrezygnowaniu z gospodarza. Można założyć – z dużą dozą prawdopodobieństwa – że obawiano się, iż każdy kolejny kandydat okaże się problematyczny. Nie wiadomo, co kryją meandry Twittera, a Hart jest kolejną osobą, która przejechała się na dawnych wypowiedziach. Pamiętamy przecież, co stało się z Jamesem Gunnem, gdy odkryto jego wpisy sprzed lat – natychmiastowe zwolnienie z Marvela i zniknięcie z mediów społecznościowych; nie pomogły petycje rozczarowanych fanów o przywrócenie go jako reżysera i scenarzysty trzecich Strażników Galaktyki. Zamiast tego Gunn pracuje nad sequelem Legionu samobójców.

Otwartym pytaniem pozostaje, jak zaistniała sytuacja przełoży się na oglądalność oscarowej gali. Już zeszłoroczne, jubileuszowe rozdanie oglądało znacznie mniej osób (26,5 miliona, spadek o 20% w stosunku do poprzedniej ceremonii). Jaki efekt będzie miał brak prowadzącego? Może paradoksalnie pomoże, bo widzowie będą zaciekawieni odmienną formułą? Rozdanie z 1989, gdy też brakowało gospodarza, a ceremonię otworzył muzyczny występ, widziało na żywo ponad 40 milionów widzów. Pod koniec lutego okaże się, jaka będzie różnica w statystykach. Niewykluczone, że od tego roku tradycją stanie się brak prowadzącego.

 

Chyba że ktoś znowu zmieni zdanie. 

Ostatnio dodane