search
REKLAMA
Felietony

NETFLIX nie radzi sobie z OTYŁOŚCIĄ w czasach HIPERPOPRAWNOŚCI

Agnieszka Stasiowska

5 sierpnia 2019

REKLAMA

Przyjrzyjmy się, jak tę historię prowadzi reżyserka, Anne Fletcher. Czy Willowdean próbuje przekonać matkę, że nie tylko zgrabne nóżki stanowią o wartości człowieka? Czy próbuje znaleźć w sobie zalety, które wyniosą ją ponad wszechobecny kult szczupłego ciała? Otóż nie. Willowdean startuje w jednym z konkursów piękności, organizowanych przez Rosie. I dalej – czy próbuje nawiązać z nią kontakt, zarazić optymizmem, wciągnąć do wspólnej walki o wygraną? Także nie. Willowdean udaje się o pomoc do znajomych transwestytów, którzy zamiast podkreślić jej naturalną urodę, stroją ją w mocne makijaże, cekiny i pióra – właściwe do niemal cyrkowych występów, jakimi de facto są wszelkie konkursy piękności, ale robiące z niej karykaturę jej samej.

Dziewczyna oczywiście nie wygrywa konkursu – ale też i nie buduje żadnej więzi z matką. Rosie jest z niej dumna dokładnie tak samo, jak z tysięcy dziewcząt, które w latach poprzednich przewinęły się przez organizowane przez nią konkursy, i z których sukcesem bądź porażką miała równie wiele wspólnego, co z działaniami własnej córki. (Tak na marginesie, muszę to napisać – w Kluseczce Jennifer Aniston obnażyła po raz kolejny swoje braki – w tym najważniejszy, czyli brak dystansu do siebie. W nieudolnie postarzającym makijażu gra to, co zwykle, czyli Rachel Green. Tym razem nieco starszą, ale równie płytką i egocentryczną jak zawsze. Te same gesty, te same miny, ta sama od lat fryzura. Nie dziwię się, że chętnie by wróciła na plan Przyjaciół, utkwiła w nim na dobre.)

Kluseczka pozostawia w widzu niesmak i rozczarowanie. Willowdean tak naprawdę niczego nie zyskała na swoim zrywie – przyjaciół i szansę na chłopaka miała i wcześniej. Jak pisałam, relacji z matką także nie udało jej się nawiązać. Po co to wszystko zatem było?

dumplin

Zupełnie inaczej ma się sprawa w przypadku trzydziestoletniego już filmu Podryw (Babycakes) z Ricki Lake i Craigiem Shefferem w rolach głównych. Grace (Lake) także jest, jak to się dzisiaj mówi, „dużą dziewczyną.” Mieszka sama i pracuje w miejscu nie emanującym przesadnie radością życia – jest makijażystką w zakładzie pogrzebowym. Wspólnie z koleżanką z pracy spędzają dnie na narzekaniu na wszystkich i wszystko, pogrążając się wzajemnie w depresyjnym nastroju i fałszywych zapewnieniach o własnej nieodkrytej przez podły świat wyjątkowości. To się zmienia, kiedy Grace zakochuje się w przystojnym chłopaku – motorniczym w metrze, którym codziennie dojeżdża do pracy. Na przekór wszystkiemu postanawia działać. Jednak ona, w odróżnieniu od Willowdean, postanawia dokonać prawdziwej przemiany, która ma źródło w niej samej. Wyrzuca z szafy bure, przypominające namioty ciuchy, zmienia fryzurę i makijaż, eksponuje zgrabne nogi. I w efekcie wiary w siebie zmienia swoje życie na zawsze, przy okazji zdobywając też upatrzonego przystojniaka. Podryw to ciepły, mądry film, który pokazuje, jak można zaakceptować te elementy siebie, których nie można – lub nie chce się – zmieniać, i wykorzystać zalety, które się posiada. Jak te zalety mogą przyćmić wady, które do tej pory wysuwały się zdecydowanie na plan pierwszy. Rob (Scheffer) zakochuje się w Grace pomimo jej tuszy – ujmuje go jej wdzięk, uśmiech, kolorowe stroje i życiowa energia. Grace jednak musiała w siebie uwierzyć, musiała wydobyć to wszystko na zewnątrz spod warstwy smętnego pesymizmu, który ją przygniatał. Willowdean była w sytuacji o niebo lepszej – Bo poczuł do niej sympatię, bo miał okazję dobrze ją poznać; pracowali razem. Mimo to dziewczyna nie zdecydowała się na związek, choć chłopak aż nazbyt wyraźnie dawał jej do zrozumienia, jak bardzo mu się podoba – taka, jaka jest. Tym samym przesłanie Kluseczki brzmi – nie zasługujesz na fajnego chłopaka ani na atencję mamusi, dopóki nie wciśniesz się w błyszczący cekinami gorset, robiąc z siebie kogoś, kim nie jesteś – kogoś, kim ci się wydaje, że oni chcieliby cię mieć. Chyba nie o to chodziło.

Do tematu kompleksów, prawdziwych bądź urojonych, należy podchodzić wyjątkowo ostrożnie. Nastoletnie dziewczę to drażliwy obiekt, do którego trafić trudno. Jak pokazuje Podryw, nie jest to niemożliwe, trzeba to jednak zrobić z ogromnym wyczuciem. Film sprzed równo trzydziestu lat, reżyserowany przez mężczyznę (Paul Schneider) zrobił to o niebo lepiej niż produkcja nakręcona w klimacie obecnej hiperpoprawności, którego kreatorami są wszelkiej maści influencerzy i coache, i która na dodatek wyszła spod ręki kobiety. Nie chcąc popadać tu w smęcące „kiedyś było lepiej” można się w wolnej chwili zastanowić nad tym paradoksem.

Agnieszka Stasiowska

Agnieszka Stasiowska

W filmie szuka różnych wrażeń, dlatego nie zamyka się na żaden gatunek. Uważa, że każdy film ma swojego odbiorcę i kiedy nie przemawia do niej, na pewno trafi w inne, bardziej skłonne ku niemu serce.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA