Felietony

RÓŻYCZKA – 10 LAT OD PREMIERY. Moja mała femme fatale

Autor: Jan Tracz
opublikowano

Wystawiając Dziady w 1968 roku, Kazimierz Dejmek doskonale wiedział, jak spektakl zostanie odebrany przez tamtejszą publikę. Jednak konsekwencje tego przedstawienia miały okazać się fatalne w skutkach, a same deski teatru stały się jedynie początkiem czegoś znacznie większego. Żydowskie abominacje wynikające z podsyceń partyjnych widoczne były na porządku dziennym, a sam wulkan polityczno-obyczajowy musiał w pewnym momencie dokonać niebotycznej erupcji. Cofnijmy się jednak do momentu, kiedy to Gustaw Holoubek cytował sztandarowe już słowa Kondrada, w którego wtedy się wcielał. Kidawa-Błoński kamerę kieruje wtedy na trzy różne grupy. Pierwsza z nich to rosyjska delegacja, oburzona wydźwiękiem spektaklu i tym, w jaki sposób widownia gratulowała, doceniała sposób ukazania dramatu w nowym świetle. Druga to aktorzy, pompatycznie wykonujący swoje zadanie, wręcz brawurowo traktujący materiał przyznany im przez reżysera. Trzecia i ostatnia to osobliwa para, starszy literat i młoda dama przyglądający się widowisku. Adam Warczewski i Kamila Sakowicz. Ten pierwszy jest inspirowany postacią polskiego historyka, Pawła Jasienicy. To kino na bardzo wysokim poziomie, tak jak eseje Jasienicy o historii naszego kraju.

Jasienica w grudniu 1969 roku bierze ślub z Zofią O’Bretenny, atrakcyjną, o piętnaście lat młodszą kobietą, której udało się zdobyć jego serce cztery lata po nagłej śmierci jego pierwszej żony. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jako że ludzkie serce uwielbia płatać figle, ale wychodzi na to, że Zofia miała tak naprawdę pseudonim „Ewa” i współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa. Przez dłuższy okres zdobywała jego sympatię, a następnie zaufanie, przy tym informując przełożonych o Jasienicy, donosząc na niego, kiedy tylko mogła. Nawet gdy byli już małżeństwem, najczęściej swoje raporty pisała w toalecie, a „bliski” znajomy odbierał je, „pożyczając książki”. Ta tragiczna historia, bo pokazująca demoniczny sposób działania ówczesnych władz, stała się inspiracją do nakręcenia zmysłowej, porządnie poprowadzonej Różyczki. Film ten, traktujący o ognistym trójkącie miłosnym, działa jako rewelacyjna retrospektywa tamtych lat. I obraz nieco specyficznego podejścia do uczuć.

kadr-z-filmu-różyczka

Tytułowa Różyczka to kobieta o wielu twarzach, niczym kameleon dostosowująca się do zaistniałej sytuacji, zakochująca się w przeciwnych do siebie archetypach mężczyzny. Roman Rożek, jej kochanek i agent SB, od początku wzbudza do siebie niechęć: Więckiewicz w mistrzowski sposób oddaje jego burzliwe nastroje. Rożek jest charakterem bezsprzecznie nieprzyjemnym, jego miłość – kiełkująca wraz z wykonywanym zleceniem – wydawać się może całkiem krzywdząca dla bohaterki, a ona, zapatrzona w niego, nie potrafi w pełni odciąć się od niego samego. Staje się to dla niej niebezpieczne, a z dnia na dzień, kiedy „złączona” jest coraz bardziej z dwójką bohaterów, zaczyna wierzyć w zakładane przez siebie maski. Gwałtowne emocje biorą górę, a uczucia tej dwójki przypominają te z Przesłuchania Bugajskiego, jednakowoż idą one w zupełnie przeciwnym kierunku, mocno wyniszczającym wcześniej powstałe afektacje.

Przeciwieństwem do Rożka będzie stonowany, w pełni świadomy swojej pozycji w społeczeństwie Adam Warczewski, filmowy przedstawiciel postaci Pawła Jasienicy. Krytykujący władzę historyk zaczyna jej przeszkadzać, przez co Rożek, w połączeniu z Pułkownikiem Wasiakiem (Jan Frycz), zaczyna rozpracowywać jego osobę (co stricte połączone jest z antypatiami końcówki lat sześćdziesiątych). Podstarzały, nieco opuszczony przez wszystkich Warczewski odnajduje nową miłość w Kamili Sakowicz, zaczyna być energiczny, odżywa i zdając sobie sprawę z faktu, że coraz mniej zostało mu czasu, zaczyna dawać z siebie wszystko, by nie utracić „danej mu przez los” kobiety. O tym, jak bardzo zależy mu na dziewczynie, świadczy choćby pewna scena, kiedy to otwiera przy Różyczce stare wino, czekające na godną i autentycznie wartościową chwilę. Dziewczyna ta, przemieniająca się w kobietę, otoczona jest barwnymi mężczyznami. Ich zachowania nakreślają opowiadaną przez reżysera historię w niesłychanie oryginalny sposób.

Przypomnienie tego filmu po dziesięciu latach wydawać się może wskazane w świecie pełnym sprzeczności, kiedy nienawiść zdaje się przepełniać nasze społeczeństwo. Jak to mówią, historia lubi się powtarzać, a niektóre zachowania przedstawione w Różyczce zdają się podobne do tych dzisiejszych. Niczym ostatnie wydarzenia, tytuł ten przepełniony jest bólem, nienawiścią i gorzkimi, otwartymi przez nieszczerość ranami. Nie jest to kino, o którym będzie się zawsze mówić, ale to kino, które warto co jakiś czas przypominać. Bo po paru latach jest ono o wiele świeższe.

Ostatnio dodane