Felietony

POLITYKA Vegi to wielka POCHWAŁA OBŁUDY

Autor: Jan Tracz
opublikowano

III – Korzyści z pozostawania cicho, czyli pisemne interludium

Przez cały seans siedziałem zniesmaczony, Polityka mnie nużyła, a gdy pojawiły się napisy, od razu miałem ochotę narzekać. Prędko usłyszałem takie dwa zdania, brzmiały one mniej więcej tak: „No ale czego się spodziewałeś? Jakby wiedziałeś, na co idziesz”.

Złapałem się na tym, że faktycznie miałem świadomość, na jaki film idę. I dałem się oszukać tym całym słonecznym oczekiwaniom. Niby wiedziałem, że będzie jak zawsze, ale ciągle się łudziłem.

Później siedziałem już cicho. Dyskusji o Polityce praktycznie nie było, nikt nie miał nic do dodania. Bo nie było o czym gadać. Pozostały wymowne spojrzenia.

IV – Słoneczne oczekiwania na oklaski, które i tak nie nadejdą, a starcie z deszczową rzeczywistością

Wybrałem się do kina…

Źle, nie dokończę tego zdania.

Oglądałem w kinie Politykę z…

Znów zbyt indywidualnie.

Miałem okazję obejrzeć Politykę ze znajomymi w zeszły…

Wdech, wydech.

Z góry przeproszę, że rozwinę to personalne przeżycie, jakim jest seans, na którym byłem z dziewięcioma innymi osobami, chciałem się do niego odnieść. Pamiętam, jak Vega opowiadał bajkopisarskie historie, że opowieść jest obiektywna. Mam przeświadczenie, że nie jest. Większość filmu skupia się na atakowaniu partii rządzącej, by na szybko przejść w krótkie pokazanie błędów strony przeciwnej, a następnie szarżować z ogólną, błahą tezą. Oklaski nie nadeszły. Śmiech natomiast tak. Ale i w nim można było wyczuć pewnego rodzaju sztuczność.

Jak wspominałem, jest to pamflet, zatem wszystko pokazywane na filmie traktowane było śmiertelnie na poważnie. Nie przeszkadza to jednak Vedze w grubiański sposób udobruchać widza szarżującym Królikowskim, albo karykaturalnym Grabowskim. Całość ma nieśmieszny wydźwięk, doprowadza to prędzej do uczucia żenady niż uczciwego uśmiechu na twarzy. Zauważyłem wśród znajomych, także ludzi siedzących wokół mnie, że śmieją się w miejscach, w których wypadałoby się śmiać; wtedy, kiedy ich „przeciwnicy” polityczni otrzymują przysłowiowe bęcki, kiedy trzeba pokazać swoją rację nawet poprzez śmiech – taka nieczysta zawiść, by nie zapominać, że jesteśmy w kinie, aby śmiać się z tych, których nienawidzimy. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, dlaczego słowo „nienawidzimy” nie posiada już cudzysłowu. Zostaje tylko i wyłącznie deszczowa rzeczywistość.

Grabowski

V – Piąty element, czyli co się z nami wszystkimi dzieje

Konkluzja jest dla mnie jedna i ta myśl siedzi mi w głowie od obejrzenia filmu: Polityka Patryka Vegi to film niebezpieczny, szpetny, nietrafiony, który prędzej obniży samoświadomość społeczeństwa przed wyborami, niż ją powiększy. Obnaża nasz naród, a nie wzmacnia, korzysta z polskich kompleksów, karykaturalnie wykorzystuje przebrzmiałe historie i nie pozwala traktować siebie na poważnie. Nie zmusi obywateli, by 13 października głosowali w wyborach. Nie zmieni oblicza polskiej kinematografii. Vega nie zapisze się na kartach historii, jego najnowszy film to jedna wielka obłuda, która dzieli, a nie łączy. Nikt nie potrzebował tego obrazu.

VI – Tajemnice poliszynela: dziesięć „prawd” o Polityce Patryka Vegi i jej twórcy (w zmyślone i „nieprawdziwe prawdy” nie wierzyć)

Na filmie, który reklamowany jest po mistrzowsku i niby gwarantuje rozrywkę, ludzie po raz kolejny odczują, czym są zawiść i uprzedzenie do drugiego człowieka. Ten film, powtarzam, nas od siebie jedynie oddali. Ach, Polityko!/

Patryk Vega potrafi pracować z kobietami – mało która pisałaby się na zagranie ekspresywnej i nietolerancyjnej doktor habilitowanej nauk prawnych…/

Goebbels mógłby uczyć się od Vegi marketingu i dobrego przedstawienia własnego produktu/

Wiedzieliście, że Andrzej Grabowski gra prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość?/

Vega schudł czterdzieści kilogramów – dla dobra obywateli!/

Pewien polityk pozwał Vegę na milion złotych. Aż Vega musiał zdjąć ten jeden zegarek z lewego nadgarstka, następnie przeciąć go na pół. I niech nikt później nie zaprzecza, że Vega nie jest naszym zbawicielem, skoro zachowuje się niczym biblijny Salomon…/

Pudelkowe media ogłaszają, że jak dobrze pójdzie, to firma Cinkciarz.pl kupi Polityce miejsce na tegorocznych Orłach/

Partia rządząca powinna w pełni docenić starania Vegi – niedawno podano informację, że planuje film o naszym prezydencie. W Polityce tylko się uśmiechał, bardzo mała rola, także miło – w końcu o nim nie zapomniał!/

Vega przestraszył się polityków i montował film za granicą. Zaś polityków wystraszył jego scenariusz. I wszyscy tak się jakoś siebie bali, uciekali, płakali, narzekali, a film wyszedł i nic się nie zmieniło. Parafrazując Korę: O! po co tyle hałasu? Wierzcie mi, żaden głosujący nie ma na to czasu…/

Podobno Vega neguje sam siebie od początku – bo jak gada o czterech literach i pragnie pokazać je politykom, to zapomina, że wszyscy mamy własne, czasem pulchne, czasem płaskie. A przecież z opinią jest jak z tą Vegowską d*upą – każdy ma swoją. Każdy z nas mógłby nakręcić Politykę i każda wyglądałaby zupełnie inaczej – magia opiniotwórczości, inaczej błędne koło, inaczej pochwała głupoty, znana także jako zwaśniony naród albo fałszywe oblicze Patryka Vegi. I tak dalej…

Ostatnio dodane