Felietony

KONIEC Z MARVELAMI? Netflix buduje nowe uniwersum z twórcą Deadpoola!

Autor: Damian Halik
opublikowano

Od jakiegoś czasu wiadomo, że Disney idzie na swoje – współpraca korporacji z największym serwisem streamingowym powoli jest więc wygaszana, ale Netflix nie zamierza zbyt długo płakać po tym rozstaniu. Choć możemy liczyć na jeszcze kilka tytułów z komiksowymi bohaterami Marvela, nadszedł czas, by rozejrzeć się za nowym kompanem – wszystko wskazuje na to, że padło na Roba Liefelda i jego Extreme Universe.

Współpraca między Netflixem a Marvelem (czy raczej Disneyem) różnie się układała – z jednej strony otrzymaliśmy dzięki temu takie seriale, jak Daredevil, Jessica Jones i zdefiniowany na nowo względem komiksowego pierwowzoru Punisher, z drugiej zaś nieporozumienia pokroju Iron Fist czy Defendersów. Od pewnego czasu wiadomo jednak, że pożycie między Myszką Miki a Reedem Hastingsem nie przypomina udanego związku. Po ujawnieniu planów stworzenia własnej platformy streamingowej stało się jasne, że Disney składa papiery rozwodowe – trudno powiedzieć, czy zapowiadane na ten rok kontynuacje seriali (wydany 8 marca drugi sezon Jessiki Jones, nadchodzący Luke Cage oraz majaczące na horyzoncie dalsze losy Daredevila i Iron Fista) będą zwieńczeniem współpracy obu globalnych marek, czy jest szansa na ich uratowanie poprzez szorstką, męską przyjaźń i nowe zasady współpracy – wiele wskazuje jednak na to, że Netflix nie zamierza czekać i już teraz znalazł materiał na nowe superbohaterskie uniwersum, którym może zastąpić ewentualne braki tego typu treści w ofercie. Wybór okazał się bardzo nieoczywisty, bo – nie oszukujmy się – twórczość Roba Liefelda z czasów Awesome Comics to temat bardzo niszowy. Tym, co może odegrać niemałą rolę marketingową podczas promowania Extreme Universe, będzie z pewnością Deadpool, który – paradoksalnie – od niedawna jest własnością Marvela (w sensie praw filmowych).

Rob Liefeld był jednym z prominentnych autorów Marvela, którzy na początku lat 90. opuścili komiksowego giganta i utworzyli własne studio – obecną trzecią siłę na amerykańskim rynku, czyli Image Comics. Posiadanie własnego, niezależnego wydawnictwa oraz „mroczne czasy” w historii komiksu, które zaowocowały szeregiem wybitnie odmieniających wizerunek tej graficznej sztuki tytułów, dały młodym buntownikom przyzwolenie na tworzenie niekoniecznie poprawnych politycznie, a często zmierzających wręcz ku gloryfikacji antybohaterskich postaw treści, lecz – jak dziś wiadomo – w większości nie przetrwały one próby czasu. I poniekąd tak jest z postaciami, jakie niebawem możemy zobaczyć w produkcjach Netflixa. Osobiście czekam na realizację serialu, w którym główne role odegrają Supreme, Suprema i ich superpsiak Radar, ale podobno oni akurat nie zostali ujęci w umowie. Nie mam zresztą wątpliwości, że całe to zamieszanie to przede wszystkim zasługa pewnego nieśmiertelnego, uwielbiającego chimichangę jegomościa w czerwono-czarnym wdzianku – w końcu to jego stworzenie jest największym osiągnięciem w karierze Roba Liefelda.

Netflix musi wierzyć w Extreme Universe, skoro za same prawa do wykorzystania sześciu stworzonych przez Roba Liefelda tytułów zapłacił kilka milionów dolarów.

Rozróba, jaką Deadpool urządził sobie w światowym box offisie A.D. 2016, musi budzić uznanie – spora doza brutalności i niewybredne żarty, które dotąd „zmuszały” chcące zarobić studia do ugrzecznienia swoich produkcji, nagle okazały się czymś pożądanym. Pytanie brzmi: czy lubimy tego typu historie smakować od czasu do czasu, czy chcemy otrzymywać ich regularne dawki? Wspomniany Supreme to przecież egotyczny dupek, poniekąd parodiujący superbohaterską stylistykę, a i tak na tle innych komiksów Liefelda (a tym bardziej innych obrazoburczych tytułów) wcale nie wypada jakoś szczególnie mocno. Zapewne właśnie dlatego przedmiotem umowy stało się sześć innych tytułów: Brigade, Bloodstrike, Cybrid, Re:Gex, Bloodwulf oraz Kaboom, w których łącznie przewinie się około pięćdziesięciu postaci. Zobaczymy więc to, co w twórczości Roba Liefelda najgorsze i najlepsze – jego styl ma bowiem równie wielu zwolenników, co przeciwników. Netflix wierzy jednak, że to projekt wart inwestycji kilku milionów dolarów już za same prawa do wykorzystania tak niszowego materiału.

Extreme Universe, w przeciwieństwie do serialowo-komiksowej koprodukcji z Marvelem, ma składać się z filmów pełnometrażowych – to oczywiście sygnał, że być może Netflix nie postawił jeszcze krzyżyka na współpracy z disneyowskim wydawcą komiksów, ale to, co wiemy na tym etapie, chyba nie powinno napawać szczególnym optymizmem.

Jak na razie poza wspomnianymi seriami, które przeniesione zostaną na ekran, padło bowiem tylko kilka nazwisk. Producentem wykonawczym projektu ma być Greg Lessans z Weed Road Pictures, które obecnie pracuje między innymi nad filmem o Lobo i nową odsłoną Toksycznego mściciela, ale w przeszłości wyprodukowało choćby Constantine’a czy Jestem legendą, a ostatnio Mroczną wieżę i Króla Artura: Legendę miecza. Producencką pieczę sprawować będą: Rob Liefeld, Brooklyn Weaver (Numer 23, Zrodzony w ogniu) oraz Akiva Goldsman – zdobywca Oscara za scenariusz do Pięknego umysłu, ale i współtwórca historii, jakie zobaczyliśmy w filmach Transformers: Ostatni rycerz czy Mroczna wieża – który w pracach nad Extereme Universe ma nadzorować ekipę pisarską, przenoszącą na język filmu komiksową twórczość Liefelda. Wiele mówi się o tym, że nowe tytuły Netflixa mają oferować podobny rodzaj rozrywki do tej, jaką otrzymaliśmy za sprawą Deadpoola, ale najmocniej podkreśla się w tym momencie fakt, że te mało znane szerszemu gronu odbiorców postaci mogą stanowić powiew świeżości dla wyraźnie potrzebującego oddechu kina superbohaterskiego. Nie jestem jednak przekonany, czy aby obrano ku temu właściwą drogę. Przekonamy się niebawem.

Ostatnio dodane