Felietony

„JUMANJI” TYLKO PO POLSKU. Widzowie w potrzasku

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

W opublikowanej wczoraj recenzji Jumanji: Przygoda w dżungli redakcyjny kolega Mikołaj Lewalski wyraził dezaprobatę wobec dostępności wyłącznie polskiej wersji językowej tego filmu w naszych kinach. Rozumiem go całkowicie, bo i u mnie takie rozwiązanie wywołuje negatywne emocje, każąc się jednocześnie zastanowić, czy to kolejny krok ku dominacji dubbingu w naszych kinach.

Oczywiście nie mam nic przeciwko polskim wersjom językowym w animacjach, bo na tym polu absolutnie nie mamy się czego wstydzić. Niepokoi mnie wyłącznie panująca od kilku lat tendencja do dubbingowania filmów aktorskich. Jasne, takie przypadki zdarzały się, od kiedy sięgam pamięcią – w dzieciństwie byłem choćby na Flubberze (1997) czy Kosmicznym meczu (1996), gdzie występujący przemawiali głosami rodzimych aktorów. Różnica jest taka, że ówczesne wersje dubbingowe były po prostu udane i nie rozpraszały zanadto uwagi dzięki dobrze dopasowanym głosom i zaangażowaniu polskiej obsady. Ponadto były to filmy przeznaczone typowo dla młodszej widowni, w przeciwieństwie do wielu z tych dubbingowanych dzisiaj. Osobną kwestią jest już obecny poziom polskich wersji. Bywa bardzo źle.

Trudno dobrze zagrać daną postać, gdy nie ma się o niej choćby podstawowej wiedzy.

Żeby daleko nie szukać, miałem wątpliwą przyjemność zapoznać się z fragmentami dubbingowanych w ostatnich latach filmów komiksowych, tak Marvela, jak i DC. Nie wiem, od czego zacząć – siłą rzeczy sam fakt słyszenia innych głosów mocno wytrąca z równowagi kogoś przyzwyczajonego do oryginałów, ale nie można tym usprawiedliwiać wątpliwej jakości. Nietrafiony dobór głosów uzupełnia to, że ich właściciele niezbyt czują swoje postaci, a czasami wręcz nie do końca nawet wiedzą, kim one właściwie są. Olga Bołądź, występująca w polskim dubbingu jako Wonder Woman, z przekonaniem twierdziła w materiale promocyjnym, że jej bohaterka jest królową i w ramach filmu przemieszcza się w czasie. Trudno dobrze zagrać daną postać, gdy nie ma się o niej choćby podstawowej wiedzy i zna jedynie z linijek dialogu. Nie pomagają też dziwaczne decyzje tłumaczeniowe, na czele z zeszłorocznym kuriozum w Batman v Superman¸ gdzie ten pierwszy zasadził tekst o „mojej starej”, który wzbudził spore poruszenie i zażenowanie wśród polskich widzów oraz internautów. Paradoksalnie najlepiej w ostatnich latach wypadł w tej kategorii dubbing do Logana, tylko że ten z kolei nie był stworzony z myślą o młodych widzach (a przynajmniej na to wskazywałaby logika).

Skoro więc dubbinguje się filmy nieadekwatne dla dzieci – i to nie tylko komiksowe, bo wersji polskiej doczekał się u nas przykładowo Co wiecie o swoich dziadkach?, czyli sequel Tata kontra tata (zupełnie oczywiste!) – to powodów tego stanu rzeczy należy niestety upatrywać w zwyczajnym lenistwie części oglądających. Mogę narzekać na decyzje dystrybutorów i kin, ale liczby mówią same za siebie – seanse dubbingowe radzą sobie pod kątem frekwencji całkiem dobrze. Na polską wersję Ostatniego Jedi wybrało się niemal 50% całkowitej liczby widzów. Z mojej perspektywy niepojęte jest, aby z własnej woli obejrzeć film zdubbingowany, wszak gra głosem to istotny element roli aktora, a ta z kolei nieraz może wpłynąć na odbiór całości. Popularność dubbingu mogę sobie wytłumaczyć zatem obojętnością części widowni i nastawieniem na chłonięcie samego obrazu, bez zwracania uwagi na źle dopasowane ruchy warg i ton głosu rozmijający się z ekspresją postaci. Spaczony odbiór filmu? Nieważne, skoro nie trzeba się skupiać na czytaniu napisów.

Jeszcze inna sprawa, że nierzadko dobra frekwencja na seansach z dubbingiem jest efektem nie tyle woli widzów, ile braku możliwości obejrzenia oryginalnej wersji językowej. Repertuar kin ułożony jest często tak, że albo seanse z napisami odbywają się sporadycznie i w mało przystępnych godzinach, albo wręcz – w przypadku kin lokalnych – nie odbywają się wcale, ponieważ nie ma takiej kopii. Sytuacja przykra, bo zatwardziali przeciwnicy dubbingu muszą wtedy czekać kilka miesięcy na wydanie filmu na nośnikach, a ci, którym obojętnie, nabijają statystyki. Tworzy to złudzenie, że dubbing jest formą preferowaną.

Pociesza fakt, że polski Internet zawrzał, gdy na jaw wyszła decyzja UIP, dystrybutora Jumanji, o wprowadzeniu do kin wyłącznie kopii z dubbingiem. Skazanie nas na polską wersję językową nie ma sensu o tyle, że filmem mogą być zainteresowane osoby oglądające oryginał ponad dwadzieścia lat temu, teraz już dorosłe. Wydaje się to oczywiste, stąd wybór dokonany przez UIP dziwi i irytuje tym bardziej. Głosy sprzeciwu dają nadzieję, że widzowie nie pozwolą, aby w najbliższej przyszłości nasze kina zdominowały filmy z dubbingiem. Całkowicie odebrałoby to możliwość cieszenia się nimi w takiej formie, w jakiej zostały nakręcone. Pozostaje trzymać kciuki, żebyśmy nadal mogli mieć wybór.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane