Felietony

Gdy PRZEPRASZASZ za KOLOR swojej SKÓRY. Czy artyści powinni politykować?

Żyjemy w ułudnie skonstruowanych czasach, w których tak jakby spoglądamy na od dawna już nadgniły świat. Cierpka myśl, choć Pani Arquette potwierdza ją swoim typowo hollywoodzkim zachowaniem.

Autor: Jan Tracz
opublikowano

Nie oszukujmy się, żyjemy w takim okresie, kiedy pierwsze skrzypce gra mowa nienawiści, polityka zaczyna odgrywać coraz większą rolę w naszej kulturze, a ludzie tracą poczucie rzeczywistości i nie potrafią wyrobić sobie własnej opinii przez napór czwartej władzy i social mediów. W czasach ciągłej trwogi, podziałów na dwie strony, walki o tolerancję, gdy mężów stanów zastępują gromady influencerów, z pomocą przybywa Rosanna Arquette, aktorka znana choćby z Pulp Fiction. Na swoim Twitterze, który traktuje jak ostatnią deskę ratunku dla swojego światopoglądu, „wygłasza manifest” – przeprasza wszystkich za to, iż urodziła się biała. Aktorce najwyraźniej znudziła się wolność. Arquette w najbardziej odrealniony sposób przestaje stąpać twardo po Ziemi, a co gorsza, wykorzystuje przy tym swój filmowy prestiż, co źle wpływa na współczesny odbiór aktorów.

„Przepraszam, że urodziłam się biała, z przywilejami. Obrzydza mnie to. Czuję ogromny wstyd” – tak brzmią twitterowy post aktorki, wywołujący burzę w Internecie na całym świecie. Jest skandaliczny, bezkompromisowy, oryginalny. Tak zapewne zareagowała część Ameryki niepopierająca Donalda Trumpa, ponieważ jej słowa mają takie podłoże, do bólu polityczne. Aktorka już od jakiegoś czasu jest w z nim „w konflikcie”, także Stany Zjednoczone znają jej lewicowe poglądy. Zatem przejdźmy do rzeczy – dlaczego te słowa są tak naprawdę tak okropnie infantylne, podchodzące prędzej pod błazenadę niż inteligentne hasło, którym powinny one być, skoro wypowiada się jedna z muz Ameryki?

Arquette

Arquette wspomina o przywilejach bycia „białą kobietą”. Niestety, nie wyjaśnia nam, o jakie dokładnie chodzi – sądzę, że bystry, cywilizowany człowiek nie zwraca uwagi w żadnym stopniu na kolor skóry, a na kompletnie inne aspekty. Wiem jednak, że powinniśmy w tym wypadku trochę poteoretyzować. Rosanna urodziła się w 1959 roku, więcej niż pięćdziesiąt lat temu, w czasach stałego, historycznego niepokoju, kiedy to myślenie ludzi nie było tak nowoczesne i postępowe jak teraz. Prawdopodobnie widziała cień rasizmu, w tych czasach towarzyszący Amerykanom na każdym kroku. Nikt w to nie wątpi, jeśli odczuwa potrzebę ciągłej walki z tym, tak jak praktycznie każdy z nas, nikt nie zamierza jej w tym przeszkodzić. Zastanawiam się przy tym, za co mnie ona tak naprawdę przeprasza.

W tym momencie wejdzie tu trochę polityki, ale nie martwcie się, czeka nas jeszcze parę filmowych konkluzji, w końcu jesteśmy na Film.org.pl i ten felieton nie ukazuje się tutaj przypadkowo! Arquette wstydzi się za otrzymane przywileje. Słowa „wstydzi” i „przywileje” są tutaj okropnym nadużyciem, ba, są wręcz kompletnie źle użyte. Gwoli ścisłości – Rosanna Arquette nie wierzy w koncepcję predestynacji, zatem możemy sobie rozważać fakt, że to przypadek spowodował, iż urodziła się z białym kolorem skóry. Używając słowa „wstyd”, w jakiś sposób upokarza resztę osób i sama wychodzi na rasistkę – co za (kolejny) przypadek! Jeśli ktoś spyta w komentarzu – nie, nie jestem w żaden sposób urażony; rozbijam na atomy ten komentarz, by ukazać wam, w jaki sposób Arquette zniszczyła nie tyle swój wizerunek, co typową wizję o aktorze, dowodząc stereotypowi mówiącym o tym, że artyści nie powinni politykować.

Ostatnio dodane