Felietony

Czy STATYŚCI w Polsce powinni WIĘCEJ ZARABIAĆ?

Autor: Krzysztof Dylak
opublikowano

Są absolutnie niezbędni. W każdym wieku. Bez nich praktycznie żaden komercyjny film, serial czy program telewizyjny nie ma racji bytu. Czy w ogóle można sobie wyobrazić produkcję o wysokim budżecie, o epickim rozmachu bez udziału statystów? Czy jest możliwy jakikolwiek talk show, talent show pozbawiony widowni? Czy którykolwiek z telewizyjnych tasiemców może obyć się bez anonimowych ludzi w tle, przemykających po ulicach, siedzących w kawiarniach, poczekalniach czy innych miejscach publicznych? Nic z tego. Dlaczego więc statyści na planie są często traktowani marginalnie jako gorszy sort? Przez produkcje filmowe przetaczają się bowiem duże pieniądze, dla statystów zaś zostają jedynie ochłapy.

Na ekranie podziwiamy pracę aktorów, doceniamy reżyserską robotę, efekty działań kompozytora i operatora. Lektor, czytając np. zagraniczny film, często wymienia na głos poszczególne funkcje ekipy filmowej. Oprócz głównego aktora, gwiazdora danego filmu wymienionego przed tytułem dzieła, często odczytuje poszczególne, najbardziej istotne elementy produkcji filmowej: muzyka, zdjęcia, scenariusz, reżyseria. Pomija montaż i producenta. Statyści są na samym dole całej tej filmowej drabiny. Rzeczywiście największy splendor spada na aktorów i reżysera. Oni są twarzami dzieła, on jest jego wizualnym twórcą, a nierzadko też pomysłodawcą całego projektu. Tak było, jest i będzie. To nawet oczywiste i bezsporne. Trudno się dziwić. Nie każdy może być gwiazdą kina i rozpoznawalnym reżyserem. Nie każdy może zostać kompozytorem filmowym, montażystą, autorem scenariusza oraz zdjęć. Statystą może zostać każdy. Bez wykształcenia lub większych umiejętności. Czy to jednak oznacza, że statysta w Polsce musi otrzymywać wynagrodzenie poniżej średniej krajowej bez zabezpieczającej umowy?

Od jakiegoś czasu polscy statyści zaczęli domagać się swoich praw i walczyć o lepsze traktowanie i godziwsze warunki na planach. Nie każdy im kibicuje i przyznaje rację. Na internetowych forach dotyczących branży filmowej roi się od różnych poglądów na ten temat. Dla jednej strony sporu statysta nie jest zawodem, tylko zajęciem dodatkowym i nie należy go traktować oraz rozpatrywać jako główne źródło utrzymania. Nie zmienia to jednak faktu, że dla pewnej grupy osób statystowanie oznacza stały dochód i sposób na utrzymanie się. Nie mogą oni podjąć etatowej pracy z rozmaitych powodów i sytuacji życiowej. W obecnym okresie blokady pandemicznej, kiedy wszelkie realizacje zostały wstrzymane do odwołania, są oni bardziej poszkodowani finansowo od pozostałych. Zarobek dla statysty za jeden dzień na planie mieści się najczęściej w okolicach 50 – 80 zł. Ktoś może pomyśleć, to przecież i tak dużo za kilka godzin nicnierobienia, stania lub siedzenia, słuchania poleceń reżysera i opiekuna z agencji. Rzeczywistość jest inna.

Statysta to wbrew pozorom zajęcie niełatwe, mozolne, wymagające cierpliwości, dyscypliny i wytrwałości. Plan trwa dwanaście godzin, a nawet i dłużej. Statysta musi być cały czas dyspozycyjny, nie może się oddalić z lokacji, gdzie kręcone są sceny. Bywa tak, że jedna scena o dużej wadze musi być powtórzona nawet dziesięć razy i aby mogło dojść do dubli, trzeba przygotować wszystko od nowa. Ustawić kamery, przywrócić wcześniejszą scenografię do pierwotnego stanu itd. Statysta nie może zmienić swojego położenia. Musi stać w tym samym miejscu, w jakim stał na początku. Im więcej statystów, tym więcej pracy nad detalami. Kiedy scena na przykład eksplozji, ucieczki czy buntu tłumu ludzi, którzy są statystami, zostanie w końcu zrealizowana, trzeba ją jeszcze raz powtórzyć pod innym kątem nagrywania kamery, na zbliżeniach twarzy. Warto dodać, że każda pomyłka aktora w tekście, w emocji, intonacji głosu lub nawet błąd operatora czy dźwiękowca, a także niepożądany hałas czy dźwięk w ujęciu powoduje kolejne powtórzenie całej sekwencji. Pół biedy, kiedy warunki na planie są łatwe. Akcja toczy się pod zadaszeniem, w przyjemnej lokacji, gdzie jest ciepło i przyjemnie. Gorzej, jeżeli ekipa musi nagrywać w plenerze, na mrozie czy w upale przez kilka godzin, a statyści muszą czekać, niekiedy całymi godzinami w jednym miejscu na kolejne ujęcie bez względu na pogodę.

O ile aktorzy i realizatorzy otrzymują solidną opiekę podczas zdjęć, to statyści nie mają co liczyć na zbliżony zakres usług. Przysługuje im skromne pożywienie, tzw. „zupa z widelcem” czy bułka. Kiedy ekipa ogrzewa się w swoich barobusach, to statyści są skazani na ochronę przed zimnem czy w innym przypadku skwarem w swoim zakresie. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn należy szukać po stronie agencji, która werbuje statystów pod postacią taniej siły roboczej. Można takie praktyki przyrównać do zasad agencji pracy tymczasowej, która otrzymuje gratyfikacje od ilości zatrudnionych osób przez firmę będącej ich klientem. Niestety, z tego powodu sam pracownik wychodzi na tym najgorzej materialnie. Ponadto statysta niejednokrotnie zostaje oszukany przez swoją agencję, która kazała mu czekać kilka miesięcy za niezbyt wysokim wynagrodzeniem, a ostatecznie nie wypłaciła ani grosza.

Statyści podjęli próbę buntu rok temu, zachęcali do podpisywania petycji skierowaną do agencji o podniesienie stawki i poprawy warunków ich pracy. Nie doszło do pełnej solidarności, niektórzy z obawy przed usunięciem ich z bazy agencyjnej nie złożyli podpisów. Problem pozostał. Co prawda niektóre agencje proponują dość przyzwoite zaplecze finansowe i opiekuńcze, gdyż w dużej mierze zależy to od danej produkcji i przeznaczonych na nią pieniędzy. Nie jest to jednak warunek. W dzisiejszej sytuacji, w obliczu epidemii koronawirusa, ponownie powrócił temat statystów, ich reputacji, położenia, jak i przydatności oraz zapłaty, na jaką zasługują. Pod koniec lutego bieżącego roku Włodzimierz Czarzasty wystosował następujące pismo w tej sprawie:

Podstawy prawne w umowach nie gwarantują statyście żadnego zabezpieczenia w razie wypadku czy innych niesprzyjających wydarzeń, podpisywane na kolanie dokumenty posiadają mnóstwo luk i niejasności i służą przede wszystkim jako parasol ochronny dla agencji. Nie chodzi w tym artykule o bezpodstawne oskarżanie agencji statystów i branży filmowej. Chodzi o ludzką przyzwoitość i uczciwość społeczną, jakkolwiek utopijnie i naiwnie to brzmi. Wiadomo przecież, że statyści nie mają szans na wynagrodzenie dorównujące zawodowym aktorom i reszcie ekipy. Nie ma co popadać w przesadę z roszczeniami. Statyści są jednak częścią tej filmowej grupy, jej potrzebnym elementem, nie są przedmiotami. Co by się stało, gdyby każdy z nich, bez wyjątku, odmówił udziału w produkcji? Pamiątkowe zdjęcie z aktorami (o ile jest na to szansa) i świadomość udziału w projekcie jest tylko w pewnej części satysfakcjonująca, ale to nie wystarczy. Film i telewizja to nie tylko sztuka, rozrywka i interes. To przede wszystkim szeroko rozumiana kultura.

Ostatnio dodane