Felietony

Co ma wspólnego TELEWIZOR z KRYTYKIEM FILMOWYM? Metody i umiejętności

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

W pierwszej części ustaliliśmy, że zadziwiająco wiele, pod warunkiem że bierzemy pod uwagę dzisiejszą technikę. Jeszcze 40 lat temu pewnie nikt w to nie wierzył, bo przecież dla „prawdziwych” krytyków filmowych istniało tylko kino i nic poza nim. Może i na początku istnienia telewizji jakość wizualna sygnału nadawczego i jego wizualizacji w kineskopach w porównaniu z kinem upadła dosłownie na pysk, lecz po latach znów okazała się konkurencyjna. Poza tym wymyślono cyfrowe nośniki obrazu, a telewizor uniezależnił się w końcu od anteny na dachu, stając się wysokiej jakości monitorem. Owo urządzenie oraz w ogóle medium telewizyjne wszystko zmieniły. Dzisiaj nastały już zupełnie inne czasy, podobnie zresztą jak w fotografii. Kto przy zdrowych zmysłach i dzisiejszym stylu pracy w reklamie czy fotoreporterce powierza jeszcze realizację swoich zawodowych celów analogowej kliszy? Nastały również inne czasy dla recenzentów. Sama wiedza o filmie to zaledwie ułamek tego, czego powinni mieć świadomość, jeśli chcą pisać.

Krytyka jest po to, żeby osadzić film w kontekście społecznym, kulturowym, językowym i historycznym.

Warto pamiętać o pewnej odwiecznej prawidłowości. Sfera narzędzi i umiejętności ich wytwarzania (technē) rozwija się nieco szybciej niż metody działania kształtowane na podstawie określonych zdolności (méthodos). Najprościej tę sytuację można wyjaśnić za pomocą analogii. Umiejętność czytania nie zmieniła się zasadniczo od wieków, chociaż język ewoluował. Natomiast książka jako nośnik informacji zmieniła się zarówno pod względem formy, jak i treści.

Odnosząc zatem tę prawidłowość do pracy recenzentów, narzędzia podające im informacje do oceny (kino, telewizja, Internet) powstały i zmieniały się o wiele szybciej niż metody oraz umiejętności potrzebne do recenzowania, a więc sposób pisania, dobór informacji oraz zasady krytycznej analizy źródeł. Ogólnie proces ten jest jak najbardziej pozytywny, jeśli tylko mądrze korzysta się z narzędzi i własnych zdolności, no i oczywiście ograniczy do przypadków naprawdę koniecznych używanie laptopa, tabletu i smartfona do wizualizacji recenzowanych materiałów. Chyba że są one nakręcone, by na takich urządzeniach je oglądać albo recenzencka ocena nie wymaga aż takiego wnikania w formę. Jakich więc sprawności i metod potrzebuje recenzent, żeby cokolwiek sensownego napisać?

  1. Umiejętność posługiwania się językiem

Celowo nie napisałem, że polskim, bo przecież recenzje można pisać we wszystkich językach świata, jeśli się je tylko dobrze zna. Język pisany rządzi się swoimi prawami i to, że ktoś potrafi swobodnie mówić, nie oznacza, że z równym zacięciem cokolwiek napisze. Oczywiście współczesne dziennikarstwo często łączy język potoczny z literackim, co czyni teksty bliższymi ludziom, a czasami nawet ostrzejszymi niż sformalizowane, akademickie wywody. Niezależnie na jaką formę swojego języka recenzent się zdecyduje, powinien tym, co pisze, umieć wyzwolić w czytelnikach emocje – czasem wręcz skrajne, w imię zasady, że język tnie równie bezlitośnie co miecz. Powinien również mieć świadomość, że jego tekst ma powodować żywe reakcje. Nieważne przy tym, czy będą one pozytywne, czy negatywne.

Jeśli tylko czytelnicy krytykują w ten sposób wyrażone poglądy, a nie masowo czepiają się formy stylistycznej, oznacza to, że metoda działa. W końcu nie po to się pisze recenzje, żeby stwierdzać w nich wyłącznie to, z czym czytelnicy się zgadzają. Czasem taka niezgoda wręcz ich obnaża, bo reakcja na przeciwstawną opinię niekiedy wywołuje kontrreakcję, a z kolei jej forma potrafi wiele powiedzieć o człowieku. Zatem sprawny pisarski język wcale nie musi być ładny (np. przekleństwa, potoczne zwroty). Ma być skuteczny i poprawny gramatycznie. Powinien być intertekstualny i wielowymiarowy oraz wskazywać na doświadczenie doświadczenia. Jeśli celuje w literackie uwznioślenia, jednocześnie nie może być nimi przesłodzony i absolutnie powinien trzymać się z daleka od poezji. Trudno sobie wyobrazić bardziej wyspecjalizowanego w nudzie recenzenta. Równie dobrze mógłby pisać recenzje hieroglifami. Poza tym sprawny język pisany przydaje się zarówno we właściwym i jasnym wyrażaniu własnych opinii, jak i w odkrywaniu, kim są naprawdę ci, co te myśli odczytują.

  1. Znajomość podstaw edytorstwa

Bardzo dawno temu dziennikarze pisali ręcznie, a trochę mniej dawno temu na maszynie. Jeśli nie byli redaktorami prowadzącymi i nie odpowiadali za składanie gazet do druku, zecerstwo było dla nich tajemnicą porównywalną z czarną magią. Teraz nadeszły czasy, gdy czcionki na dobre zamieniły się w fonty. Jak zapewnia firma Adobe po najnowszej aktualizacji Creative Cloud – w pełni i płynnie skalowane za pomocą suwaka bez potrzeby przełączania między wersją thin a black, regular a italic. Chyba więc oczywiste jest, że każdy dziennikarz powinien rozróżniać dywiz od półpauzy i długiej pauzy. Style akapitowe i znakowe w Microsoft Word nie powinny mieć dla niego tajemnic, bo to je importuje się przy składaniu tekstu do druku, a pisanie główki tekstu na określoną liczbę znaków bez straty dla treści musi mieć w jednym palcu. W przypadku Internetu przyda się dodatkowo HTML i WordPress. I to wszystko ma opanować „humanista”, któremu wydawało się, że jego jedynym zadaniem i osiągnięciem będzie przelewanie nadobnych słów na elektroniczny papier (lub jeszcze bardziej stylowo – na papier zwykły, ręcznie)? Tak, niestety ma to wszystko opanować, żeby sprawnie technicznie współpracować z resztą zespołu redakcyjnego, a nie być kolejnym gałganem na korkowej tablicy, w którego rzuca się ogryzkami z jabłek, kiedy akurat za godzinę trzeba przesłać złożony materiał do CtP.

Ostatnio dodane