Felietony

BAREIZM wiecznie żywy, czyli nowe, BEZSENSOWNE procedury na planach filmowych

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Już od blisko trzech miesięcy z niedowierzaniem wyglądam przez okno, wciąż łudząc się tym, że śnię, gdyż absurd, jakiemu poddał się cały glob po tym, jak ktoś w tłumie krzyknął: „koronawirus!”, wydaje się żywcem wyjęty z komedii tria ZAZ („Dziwne, w domu Jim nigdy nie wymiotuje”). Chociaż nam, Polakom, z pewnością przypomina raczej ten dobrze znany z dzieł Stanisława Barei, który, gdyby dożył XXI wieku – ogólnie przerażająco zabawnego – miałby z działań naszego kochanego rządu gotowy materiał na co najmniej kilka fabuł.

Prewencja nie ominęła, rzecz jasna, środowiska filmowego, jakby odgórnie każąc zastanowić się nad tym, w stronę której ekranowej wizji przyszłości możemy zacząć zmierzać – tej znanej z Brazil (będącego odpryskiem kanonicznego Roku 1984), Człowieka-demolki (seks elektroniczny, dystans społeczny), Equilibrium (pozbawione emocji państwo policyjne) czy może z Seksmisji („Weź pigułkę! Weź pigułkę!”). Panikę z powodu COVID-19 dobrze ilustrują też Potwory i spółka:

Pomijając jednak zamykanie i otwieranie lasów państwowych jak jakiegoś parku dla dzieci oraz przeczące sobie nawzajem kolejne zasady i obostrzenia, to już wcześniej nie podzielałem zarówno nagonki na Vegę i Niewolskiego, którzy wbrew wszystkiemu nie chcieli przestać kręcić (a przecież, nie oszukujmy się, chyba lepiej sterować i nadzorować ograniczoną ekipę i tak już jakoś odseparowanych od reszty społeczeństwa ludzi, gdy ulice są opustoszałe, niż czekać, aż tłumy znowu wyjdą na miasto), jak i zabijania deskami kin (gdzie z reguły jest klima, a widzowie i tak niespecjalnie lubią siadać obok nieznajomych). Ma to mniej więcej tyle wspólnego ze zdrowiem, co przymusowe wbijanie społeczeństwa w maseczki i rękawiczki oraz trzymanie ich w domach i liczenie na to, żeby przypadkiem nie dostali typowych objawów dla ogółem bezobjawowej choroby sezonowej.

Na podobnych zasadach wydają się działać nowe procedury bezpieczeństwa na planie, opublikowane właśnie w Serwisie Rzeczypospolitej Polskiej. Regułki wyraźnie zgapione od Anglików, którzy już wcześniej przygotowali swoją listę, gotowi do powrotu za kamery, podzielono na sekcję ogólną oraz bardziej szczegółową. Ogólna prezentuje się tak:

Każda z osób pracujących na planie filmowym jest osobiście odpowiedzialna za przestrzeganie zasad bezpieczeństwa w celu zmniejszenia zagrożenia rozprzestrzeniania się koronawirusa przez:

1) rezygnację z pracy na planie w przypadku pojawienia się symptomów choroby zakaźnej;

2) częste mycie rąk wodą z mydłem przez minimum 30 sekund, a jeśli nie ma takiej możliwości dezynfekowanie ich płynami/żelami na bazie alkoholu (min. 60%) zabezpieczonymi na specjalnych stanowiskach po każdorazowym wejściu na plan bądź do pomieszczeń produkcyjnych;

3) przestrzeganie zasad dystansu społecznego (utrzymywanie stosownego odstępu – co najmniej 2 m);

4) ograniczanie kontaktu fizycznego (unikanie uścisków, podawania ręki etc.);

5) wyrażenie zgody na poddawanie się codziennym pomiarom temperatury przed każdorazowym wejściem na plan (dopuszczalna temperatura to 37 stopni C; osoby z temp. powyżej 37 stopni C nie biorą udziału w realizacji produkcji);

6) zastosowanie środków ochrony osobistej, w tym bezwzględne zakrywanie ust i nosa (mogą  to być np. elementy odzieży, maski, przyłbice), zmienianych zgodnie z zaleceniami producenta. Z tego obowiązku zwolnione są osoby występujące przed kamerą (aktorzy, epizodyści i statyści) i tylko bezpośrednio przed kamerą.

I na pierwszy rzut oka wszystko gra, można kręcić. Nie mogę jednak złośliwie nie wbić tu szpili. A zatem:

1) Fajnie, że wymieniono te symptomy. Choroba zakaźna to dość szeroki termin. Rozumiem, że jak wymiotuję krwią, to raczej niestosownie byłoby się pojawić na planie i kręcić scenę taneczną. Ale czy zwykły katar także ma przekreślić (ty)dzień pracy?

2) Ludzka skóra ma naturalną florę bakteryjną, która samoczynnie chroni nas przed ustrojami (gdyby tak nie było, już dawno wszyscy byśmy wyginęli). Zbyt częste mycie rąk wodą z mydłem, a zwłaszcza taplanie ich w alkoholu oraz chemii po każdorazowym wchodzeniu gdziekolwiek prowadzi jedynie do naruszenia tejże powłoki (a sam alkohol wysusza i postarza skórę). O zwykłym zamieszaniu przy wykonywaniu najprostszych czynności, które to zostają dodatkowo przedłużone, bo „trzeba sobie posmyrać dłonie”, nie wspominając.

3) Z linijką czy bez? Co, jeśli będzie to 1,95 m? Co, jeśli plan sam w sobie ma 5 metrów na krzyż? Co, jeśli ktoś naruszy tę zasadę – czy zostanie zwolniony w trybie natychmiastowym? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

4) Czyli możemy zapomnieć o scenach romantycznych… raz na zawsze?

5) Powodzenia w lecie! Gorąco trzymam kciuki!

6) Na pewno poprawi to wszelaką komunikację, a także odpowiednią wentylację własnego ciała. Na pewno.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo dalej robi się jeszcze ciekawiej…

Ostatnio dodane