Felietony

3 proste WARUNKI, które MUSI SPEŁNIĆ FILM, by uznać go za DOBRY

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

W jaki sposób odpowiedzieć sobie na pytanie, czy oglądany film jest dobry, zły, wartościowy lub bezwartościowy? Czy niezbędne są do tego studia filmoznawcze, znajomość historii kina oraz różnorakich kulturowych kontekstów? Jasne, jeśli chce się ocenić twór w sposób rzetelny, każdy krytyk filmowy powinien wyposażyć się w odpowiednią wiedzę, zanim w ogóle otworzy usta. To nie ulega wątpliwości.

Ale co jeśli odpowiedź potrzebna jest od razu, podczas wystawiania znajomym recenzji z ostatniego seansu? Lub też dla samego siebie, w celu naznaczenia wrażeń z seansu odpowiednią kategorią? Co gdy nie wiemy tyle o kinie, ile wiedzieć wypada, ale lubimy uczestniczyć w tych spektaklach, lubimy przeżywać emocje, które X muza dostarcza, i chcemy wiedzieć, czy to, z czym obcujemy, ma konkretną wartość?

To wbrew pozorom bardzo proste. Proste jak zrozumienie, czy dziewczyna, na którą zerkasz, ma w sobie to „coś”, czy też jest tego pozbawiona.

Poniższe prozaiczne warunki, które wypisałem, proszę, traktujcie z dużym dystansem. To nie jest żadna wykładnia. Zauważyłem jednak, że wszystkie filmy, które te warunki spełniły (lub spełniły przynajmniej jeden z nich), okazały się wartościowe także w oczach innych widzów i krytyków. Choć brzmi to jak żart, to coś w tym musi być.

Warunek 1 – Jeśli się nie wiercisz…

Salvatore Cascio

Nie chodzi o to, by nie zerkać na zegarek w ogóle (czasem się nie da), ale o to, by robiąc to, nie trzymać się kurczowo myśli o końcu seansu.

Siadasz w kinie i zaczyna się seans. Albo inaczej, siadasz na kanapie i odpalasz film. Pojawia się plansza inaugurująca, tytuł, pierwsza scena, powoli zaczynasz się zadomawiać w nowym świecie. Tak długo, jak długo nie będziesz chciał z niego wyjść, możesz być pewien, że masz do czynienia z czymś ujmującym. Pamiętam, jak swego czasu natrafiłem w jednej z gazet na cytat bodajże Roberta Makłowicza (ale pewien nie jestem), który skrzętnie przyznał, że on ma bardzo prosty sposób na wystawienie filmowi szybkiej recenzji. Zwraca po prostu uwagę na to, jak często zerka na zegarek lub jak często fotel, w którym siedzi, staje się dla niego niewygodny.

To może brzmieć śmiesznie, ale kryje się za tym coś bardzo istotnego. Kino, jak każda sztuka, albo na nas działa, albo tego nie robi. Jeśli magia nie udzieliła ci się w takim stopniu, w jakim zamierzali twórcy, wszystkie czynniki pozafilmowe, łącznie z rozplanowywaniem powrotu do domu lub myśleniem o tym, co powinienem jeszcze zjeść (nawet jeśli brzuch jest pełen), staną się istotniejsze od tego, co widzisz na ekranie. Nie chodzi o to, by nie zerkać na zegarek w ogóle (czasem się nie da), ale o to, by robiąc to, nie trzymać się kurczowo myśli o końcu seansu. Zegarek ma służyć temu, by sprawdzać, ile jeszcze zostało nam czasu na uczestniczenie w tej niebywałej przyjemności.

Być może bohaterowie okazali ci się obojętni. Być może akcja okazała się zbyt nudna, a dialogi nieciekawe. Tym zajmie się już fachowa krytyka. Ważne, że im bardziej fotel staje się niewygodny, tym bardziej świadczy to o tym, że świat, który postawiono przed twoimi oczami, jest ci kompletnie obcy.

Warunek 2 – Jeśli pamiętasz…

To spodoba się wam najbardziej, ponieważ każdy doskonale zna ten warunek. Bardzo często zdarza się, że oglądając jakiś film, jeszcze w jego trakcie jesteśmy zachwyceni, a tuż po wyjściu z kina czujemy odpowiednią satysfakcję. Czy już mamy do czynienia z czymś odpowiednio „dobrym”, czy tylko z czymś, co jest takie w pierwszym wrażeniu? Warto jest wtedy trochę poczekać. Osobiście mam tak, że te najlepsze filmy, jakie widziałem, które na stałe trafiły do mego serducha, to te, które były ze mną jeszcze na drugi, a może i nawet trzeci dzień od seansu. Żyję nimi, rozpamiętuję fabułę, wracam myślami do klimatu opowieści po to, by raz jeszcze coś z niego uszczknąć. Tak, dobry film to ten, który się po prostu pamięta, którego obrazy, takty muzyki, grymasy twarzy aktorów okazały się tak mocno trafiać do naszej wrażliwości, że pobrzmiewają we wspomnieniach na dłużej. I tu ważna uwaga – to nie znaczy, że trzeba pamiętać film od A do Z. Zostać ma z nami aura tego filmu, a nie jego struktura. Zostać ma też przesłanie, potwierdzające, że film zrozumieliśmy – na swój sposób, ale zrozumieliśmy. Bo jeżeli już po pierwszym seansie wszystkie tajemnice zostaną rozstrzygnięte, cóż, wówczas nie będzie mógł ziścić się trzeci warunek.

Ostatnio dodane