Strona główna KMF


TERMINATOR
Realizacja

Jeszcze na etapie przygotowań Cameron ściśle trzymał się koncepcji, zakładającej, że Terminator na pierwszy rzut oka nie będzie się niczym wyróżniał z tłumu. Jego podkreślona zwyczajną twarzą anonimowość miała być jeszcze jednym przyczynkiem do budowania napięcia, wynikającego z niemożności zidentyfikowania cyborga wśród ogromnej populacji Los Angeles. W "Piraniach II" główną rolę zagrał Lance Henriksen i właśnie jego Cameron pierwotnie widział w roli Terminatora, co poparł odpowiednim rysunkiem. Lance zapalił się do nowej roli tak bardzo, że niezwłocznie rozpoczął trening, polegający na nocnym łażeniu po drabinkach przeciwpożarowych na zewnątrz kilkukondygnacyjnych budynków mieszkalnych w swoim sąsiedztwie. Wspomnieć należy także jego wjazd do biura producentów w robociej charakteryzacji na twarzy i srebrną folią na zębach. Przerażona sekretarka chciała wzywać policję, na szczęście w porę zjawił się James Cameron.

Austriacki megamistrz kulturystyki i gwiazda "Conana barbarzyńcy" Arnold Schwarzenegger, przypadkowo otrzymał scenariusz "Terminatora" od Mike'a Medavoya z Orion Pictures. Zgodnie z wolą swego agenta, Arnie miał pierwotnie zagrać Kyle'a Reese'a. Lecz w miarę czytania scenariusza porwała go tytułowa postać bezwzględnego cyborga. Kiedy Arnie po raz pierwszy spotkał się z Cameronem, zakładał, że reżyser chce go obsadzić w roli Terminatora. Z kolei Cameron ciągle myślał o postaci Reese'a, gdyż był przekonany, że aspirujący do miana supergwiazdy Hollywood Arnold, nie powinien grać postaci tak jednoznacznie negatywnej. Lecz Arnie był nieprzejednany w swoim wyborze i wreszcie Cameron dostrzegł w Austriackim Dębie idealny materiał na zimnego cyborga (co jest raczej oczywiste, patrząc na kwadratową szczękę Arniego...). Poza tym, do Camerona dotarło, że jeśli ktoś wyglądający tak potężnie jak Schwarzenegger miałby grać Reese'a, to Terminator musiałby mieć rozmiary King Konga. Przypieczętowując decyzję obsadową, Cameron wykonał kolejny rysunek twarzy Terminatora, tym razem z obliczem Arniego. Tym samym upadła pierwotna koncepcja braku cech szczególnych w wyglądzie Terminatora. Z drugiej strony, dzięki twarzy Arniego, cyborg T-800 zyskał niemal mitologiczny wymiar niezniszczalnego herosa z kamiennym obliczem. Jednocześnie Lance Henrkisen (a także brani chwilowo pod uwagę O.J. Simpson i Jürgen Prochnow), pożegnali się z rolą Terminatora.

Arnie wygłasza w filmie zaledwie 17 zdań, nie licząc dubbingowanych kwestii w scenach podszywania się cyborga w policjanta i matkę Sarah.

W "Terminatorze" wyraźnie widać lekcję, jaką Cameron odebrał od Johna Carpentera, pracując jako operator kamery efektów wizualnych na planie "Ucieczki z Nowego Jorku" (1981). Fabuła "Terminatora" rozgrywa się głównie w nocy, zaś brudne zaułki Los Angeles wyraźnie zdradzają plastyczne podobieństwo do scenerii walki o wolność Snake'a Plisskena. W jednym momencie Cameron dosłownie zacytował tamten film - chodzi o scenę, w której Kyle Reese napada na policjanta i pyta go o datę. Cameron powtórzył zarówno sytuację fabularną, oświetlenie planu, oraz kazał kompozytorowi użyć niemal bliźniaczego efektu dźwiękowego.

Mamy tu wpadkę w postaci błędnie podanej daty. Widząc wycelowaną w siebie lufę, policjant informuje Reese'a że jest czwartek, 12 maja. Roku już nie słychać, lecz ze wcześniejszego napisu wiadomo, że jest 1984. Abstrahując od fabularnego faktu, że gliniarz był w tym momencie kłębkiem nerwów, nie można się zgodzić z tym, że 12 maja 1984 roku wypadał akurat w czwartek, gdyż tak naprawdę była to sobota. Kalendarz w Windowsie to potwierdzi. Przyczyny tej wpadki można doszukiwać się w opóźnieniu realizacji filmu. Zdjęcia miały rozpocząć się w 1983 roku, w którym 12 maja wypadał właśnie w czwartek. Realizacja przeciągnęła się o rok, a ten szczegół już nie został przez Camerona zaktualizowany.

Postać Sarah Connor wymagała znalezienia aktorki, której uroda raczej predysponowała do grania niewinnych ofiar. Cameron dostrzegł w w Lindzie Hamilton również siłę i zdolność do wykrzesania nieznanych pokładów energii, których nikt nie spodziewałby się po pierwszym kontakcie z łagodną powierzchownością mało znanej, 28-letniej aktorki, dla której była to dopiero szósta rola w filmie kinowym. Tuż przed zdjęciami Linda Hamilton doznała złamała kostki. Ten incydent zmusił Gale Anne Hurd do przestawienia planu produkcyjnego tak, by ujęcia biegowe z udziałem aktorki przesunąć możliwie jak najdalej.

Zabawna historia wiąże się z angażem Michaela Biehna do roli Kyle'a Reese'a. Michael wypadł na przesłuchaniu doskonale, lecz Cameronowi nie przypadł do gustu akcent aktora, zdradzający jego korzenie w południowych stanach USA. Reżyser uważał, że żołnierz z przyszłości nie powinien się wyróżniać jakimkolwiek współczesnym pochodzeniem, nawet w sposobie mówienia. Okazało się, że tego samego dnia Michael Biehn brał również udział w przesłuchaniu do adaptacji "Kotki na gorącym blaszanym dachu" wg słynnej sztuki teatralnej Tennessee Williamsa i po prostu nie przestawił się z wykutego na blachę południowego akcentu, który nie miał nic wspólnego z jego prawdziwym sposobem artykulacji.

Linia fabularna osnuta była wokół Reese'a. To on dostarczał informacji o każdym aspekcie fabuły, on wyjaśniał Sarah i widzowi całą historię przyszłości, przybliżał definicję Terminatora, jako maszyny do zabijania, odkrywał kolejne elementy układanki, przykryte sensacyjną akcją. Michael Biehn miał wątpliwości, czy zrzucenie wszystkiego na barki jednej postaci nie będzie wstrzymywało zawrotnego tempa wydarzeń. Cameron rozwiał jego obawy, czyniąc z dialogów i retrospekcji integralne elementy fabuły.

Ponieważ rozpoczęcie zdjęć do "Terminatora" opóźniło się o rok, Michael Biehn miał dużo czasu na przygotowanie się do roli. Jednym z elementów nauki było studiowanie materiałów historycznych, dotyczących... Żydów, walczących z hitlerowcami podczas powstania w getcie warszawskim. Michaela zaciekawiły metody partyzanckiej walki z ukrycia i techniki chowania się przed Niemcami. Na tej podstawie Biehn aktorsko zbudował sceny, w których jego bohater, po przybyciu do roku 1984, był zmuszony do krycia się przez policjantami.

Ujęcie spadania nagiego Reese'a, w scenie chronoportacji do roku 1984, zrealizowano z udziałem dublera, który spadł na bruk z wysokości niemal dwóch metrów.

Patrząc na nazwiska ludzi, którzy pracowali dla Jamesa Camerona przy jego wielkich filmach należy zaznaczyć, że te zawodowe koligacje nie brały się z powietrza. Rzut oka na listy płac filmów, produkowanych prez Rogera Cormana, przy których Cameron pracował jako scenograf bądź autor efektów specjalnych, ujawnia późniejsze preferencje obsadowe Camerona. W "Battle beyond the Stars" (1980) zagrał Earl Boen, czyli pamiętny doktorek Silberman ze wszystkich części "Terminatora". Do tego filmu muzykę skomponował James Horner, autor muzycznych opraw "Aliens" i "Titanica". Przy efektach do tego samego filmu pracowali bracia Robert Skotak i Dennis Skotak, oraz Alec Gillis ("Aliens"). Produkcją "Battle beyond the Stars" kierowali m.in. Gale Anne Hurd (przyszła - obecnie była - żona Camerona i producentka "Terminatorów", "Aliens" i "Otchłani"), oraz Aaron Lipstadt, reżyser "Androida" (1983), do którego Cameron konsultował projekty scenograficzne.

W filmie "Galaxy of Terror" (1981) dekoratorem wnętrz był Bill Paxton, późniejszy aktor-fetysz Camerona ("Terminator", "Aliens", "Prawdziwe kłamstwa", "Titanic", "Ghosts of the Abyss"). Aaron Lipstadt ponowne kierował produkcją. Autorami efektów byli bracia Skotak, zaś grafik Ernest Farino trzy lata później zaprojektował wspaniałą czołówkę do "Terminatora".

Na planie debiutanckich "Piranii II" (1981) Cameron reżyserował Lance'a Henriksena (pamiętne role w "Terminatorze" i "Aliens"). W obsadzie znalazł się także Captain Kidd Brewer Jr, którego osiem lat później zobaczyliśmy w obsadzie "Otchłani". Niemal całkowicie włoską ekipą "Piranii II" kierował współproducent Chako van Leeuwen. W ramach słodkiej zemsty po latach, tym nazwiskiem James Cameron ochrzcił niesympatyczną postać w "Obcych - decydującym starciu" (1986).

Pod koniec etapu zdjęciowego, kiedy produkcja praktycznie pochłonęła cały budżet przeznaczony na realizację, została jeszcze do nakręcenia m.in. dzienna scena przejęcia samochodu przez Terminatora. Nakręcono ją na wariackich papierach, z kilkuosobową ekipą (Cameron osobiście złapał za kamerę, co zresztą jest jego ulubionym zajęciem podczas realizacji filmów; taki fanatyk filmowy nie potrafiły, wzorem Hitchcocka, siedzieć z boku na krzesełku), bez jakiejkolwiek zgody oficjalnych czynników na filmowanie w ogólnodostępnym plenerze. Arnie szybko założył kostium Terminatora, przebił ręką przygotowaną wcześniej szybę w samochodzie, wsiadł i odjechał. Jak widać, również w tak zakręconych warunkach powstawały najbardziej pamiętne sceny "Terminatora"...

Kiedy Terminator podjeżdża pod dom niewłaściwej Sarah Connor, przednim kołem samochodu przygniata zabawkowy wóz ciężarowy. Nie jest zapewne dziełem przypadku, że tak samo wyglądający pojazd był główną atrakcją jednej z najsłynniejszych sekwencji pościgowych "Terminatora 2".

W "Terminatorze 2" Cameron powtórzył sytuację z deptaniem przez cyborga charakterystycznego rekwizytu. W pierwszej części były to słuchawki walkmana zabitej Ginger, zaś w sequelu T-800 zdeptał różę, na początku fenomenalnej sceny strzelaniny w korytarzu.

Nazwa baru Tech-Noir nie została wymyślona przypadkowo. Twórcy chcieli w ten sposób zasugerować nazwę nowego gatunku filmowego, którego "Terminator" był prekursorem. Chodzi tu o podejmowanie zagadnień, związanych z najczarniejszymi wizjami (noir), dotyczącymi rozwoju technologicznego (tech). Konwencja ta nie mieściła się już w ramach kina katastroficznego, które brało na warsztat psujące się wytwory cywilizacji technicznej, przeciwstawione czynnikowi ludzkiemu. Reżyser (fizyk z wykształcenia) zaproponował zupełnie nowe spojrzenie na otaczający nas gąszcz technologiczny. Konfrontacja wymykającej się człowiekowi techniki z fundamentalnymi wartościami ludzkimi, będzie odtąd najważniejszym aspektem fabularnym wszystkich kolejnych filmów Jamesa Camerona.

Cameron w swoich filmach rzadko stosuje efekt zwolnionych zdjęć (w przeciwieństwie do nadużywającego tego środka ekspresji Johna Woo). Tego typu technika jest wykorzystywana przez niego wyłącznie w najbardziej newralgicznych momentach akcji. W "Terminatorze" tylko kilka scen zawiera zwolniony ruch, każda z nich ukazuje kolejny atak Terminatora na kobiety, noszące nazwisko Connor, lub, jak Ginger, za takowe wzięte. Najwspanialszy efekt został osiągnięty oczywiście w fenomenalnie opowiedzianym prologu pierwszej konfrontacji w barze Tech-Noir (scenograficznie przerobionym z restauracji). Mistrzowsko zmontowana scena podchodzenia Terminatora do bezbronnej, siedzącej przy stoliku Sarah Connor, została wystylizowana na prawdziwy nocny koszmar. Zwolnione tempo przerywa dopiero pierwszy strzał Kyle'a. Dokładnie w ten sam sposób Cameron zainscenizował prologi dwóch strzelanin: w korytarzu centrum handlowego w "Terminatorze 2", oraz w publicznej toalecie w "Prawdziwych kłamstwach".

Strzelaniny u Camerona w swoim czasie stanowiły zupełnie nową, do tej pory nieznaną jakość wizualną. W scenie wymiany ognia w Tech-Noir, Cameron po raz pierwszy zastosował swój kolejny znak firmowy, czyli jedną białą klatkę, wklejaną po każdym większym wystrzale. Ten banalnie prosty zabieg montażowy wydatnie wzmógł wizualny efekt siły, która, jak głosił Mao Tse Tung, pochodzi z lufy karabinu.

"Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć" - te słowa Kyle'a Reese'a, pamiętane przez każdego fana SF jak "Ojcze Nasz", powtórzy sam Terminator w drugiej części. W tym momencie przypomina mi się pierwsza emisja "Terminatora" w TVP (początek lat 90.). Tłumacz listy dialogowej wykazał się zbrodniczą ignorancją, każąc lektorowi powiedzieć "Chodź ze mną".

W nieoczekiwany sposób nakręcono scenę, w której Terminator, leżąc na masce samochodu Kyle'a i Sarah, przebija ręką przednią szybę. Kilka ujęć przedstawiało Arniego w bliskim planie, na tle przesuwającej się ściany, wzdłuż której jechał samochód. Lecz była to tylko prosta sztuczka optyczna - w rzeczywistości samochód stał w miejcu, przesuwała się natomiast dekoracja ściany. Ponadto ręka przebijająca szybę była ucharakteryzowanym tłokiem hydraulicznym. Scenę tę Cameron powtórzył w analogicznym kształcie w "Aliens". Tam z kolei Obcy próbuje złapać Ripley, siedzącą za sterami transportera APC.

Scena, w której Terminator krąży po podziemnym parkingu, szukając Sarah i Kyle'a, została nakręcona w pierwszy dzień zdjęciowy. Sposób poruszania się Terminatora został pomyślany jako coś pomiędzy ruchem człowieka, a poruszaniem się robota. Ruchy Arniego były płynne, bez żadnego fazowania a'la Robocop, ale jednocześnie konsekwentnie unikano jakichkolwiek niepotrzebnych ruchów. Każdy gest miał płynnie prowadzić od jednego punktu kluczowego do drugiego. Pomysłem Arnolda był natomiast powolny ruch głowy, podążający za ruchem oczu.

Czas na kolejne wpadki. Policyjny samochód, którym Terminator ścigał Sarah i Kyle'a, miał na masce wymalowaną sentencję "To care and protect". Lecz po uderzeniu w ścianę, kończącym sekwencję pościgową, napis w czarodziejski sposób zmienił się na "Dedicated to serve"...

Kiedy Terminator zabierał się za samoamputację oka, wziął do ręki skalpel zakończony ostrzem. Lecz kiedy w kolejnym ujęciu zbliżył go do twarzy, nagle samo ostrze zniknęło. Tę wpadkę można usprawiedliwić chyba tylko troską o całkowite bezpieczeństwo Arnolda Schwarzeneggera...

Na samym początku kultowej sekwencji rozwałki policyjnego posterunku, rozpoczynającej się najsłynniejszą kwestią w historii kina "I'll be back" (choć pierwotnie w scenariuszu stało "I'll come back"), mamy kolejną realizatorską wpadkę. Na ujęciu policjanta, patrzącego na wjeżdżający samochód, wyraźnie widać dodatkowe źródła światła, pochodzące z samochodowych reflektorów. Natomiast w kontrplanie auto Terminatora ma światła wygaszone...

"Terminator" ustalił dla Camerona charakter wielu scen, kopiowanych przez niego w późniejszych filmach. Jedną z nich była telewizyjna relacja z przesłuchania Kyle'a Reese'a. Fabularnie odtwarzana z magnetowidu, z początku spokojna, stopniowo ewoluowała dramaturgicznie aż do opętańczego krzyku przesłuchiwanej osoby, której obraz nagle został zatrzymany na stopklatce. W dokładnie ten sam sposób Cameron zrealizował scenę przesłuchania Sarah w "Terminatorze 2".

Terminatora ze snu Kyle'a (tego ze świecącymi na czerwono oczami), zagrał kulturysta Franco Columbu, przyjaciel Arnolda z czasów zdobywania przez nich tytułów Mister Olympia.

Kolejnym znakiem firmowym Camerona jest płynne montażowe przejście, z wykorzystaniem twarzy śpiącej kobiety. W "Terminatorze" tak zakończono ostatnią retrospekcję Reese'a, zaś w "Aliens" powtórzono ten manewr ze śpiącą Ripley, łagodnie zamienianą na obraz Ziemi z kosmosu.

"Get out". Te proste, grzeczne i jakże czytelne słowa, Terminator wygłasza w kierunku pasażera ciężarówki w trakcie krótkiej przerwy, między kolejnymi etapami pościgu za ludźmi. W sequelu te same słowa do pilota śmigłowca mówi T-1000.

Następna wpadka - płonąca czaszka Terminatora sprawia wrażenie, jakby pod jej powierzchnią nie było już nic. Wyraźnie widać ogień, prześwitujący między zębami. Lecz gdy maszyna powstaje z ognia, jej lśniąca czacha jest w całości wypełniona mechanizmami i nie ma tu jakiegokolwiek pustego miejsca.

Samo podniesienie się Terminatora z płonących zgliszcz na planie dokonano przy pomocy dźwigni, umieszczonej za nim. Jej opuszczanie jest równoległe z podnoszeniem się endoszkieletu, co wyraźnie widać na filmie.

Uderzenia szkieletu Terminatora o drzwi w fabryce, zostały przez Camerona dosłownie powtórzone w finale "Obcych - decydującego starcia", z całą sytuacją fabularną włącznie. Tam to samo robiła Królowa Obcych, uderzająca łbem w zamkniętą przez Ripley gródź.

Kiedy Terminator przechodzi przez zniszczone drzwi, przez ułamek sekundy widać lalkarza, animującego pełnowymiarową wersją endoszkieletu. Z kolei w scenie uderzania Reese'a w łeb cyborga, na kilku klatkach wyraźnie widać kaskadera, zastępującego Biehna. Sam aktor zaś nie postarał się grając trupa - kiedy Sarah płacze nad ciałem Reese'a, wyraźnie widać podnoszący się i opadający tułów, jako dowód, że Michael nie wstrzymał oddechu.

Worek, w który złożono ciało Reese'a, w rzeczywistości był dużą torbą podróżną Jamesa Camerona, którą reżyser poświęcił w ramach dokręcania brakujących ujęć już po zakończeniu głównego etapu zdjęciowego. Produkcja była spłukana z forsy tak dokładnie, że nie wystarczyło nawet na taki drobiazg. Oczywiście Michael Biehn nie musiał się kurczyć, by całym sobą wejść do tej torby, rozciętej poza kadrem w imię sztuki filmowej :).

W takich samych partyzanckich warunkach nakręcono pamiętne ujęcie zgnieconego pod prasą Terminatora, z gasnącym okiem i dymem unoszącym się wokół. Tego ujęcia nie zrealizowano podczas właściwych zdjęć, więc ekipa, nie dysponując jakimkolwiek budżetem, musiała je jakoś zamarkować. Do tego ambitnego celu użyto dwóch pomalowanych kawałków styropianu, imitujących hydrauliczną prasę. Zgnieconą czaszkę cyborga udawała pogięta folia aluminiowa, zaś oko uskuteczniono za pomocą pomalowanej pianki, ze wstawioną do środka małą lampką. Dym był za to prawdziwy - jego autorem był członek ekipy z papierosem...

Ostatnie ujęcie filmu, odjeżdżający w pustynną dal jeep z ciężarną Sarah na pokładzie i jej psem, również zostało wykonane poza właściwymi zdjęciami. Ponieważ Linda Hamilton była już nieuchwytna, Gale Anne Hurd posadziła za kierownicą swą sekretarkę Polly Apostolof. Pies należał do matki producentki. Ekipa składała się z Gale, Jamesa Camerona, autora efektów wizualnych Gene'a Warrena Jr, oraz jego syna, który pomagał nosić sprzęt. Wszyscy strawili cały dzień w oczekiwaniu na właściwe światło. Gdy wreszcie nadeszła pora kręcenia, nagle na horyzoncie pojawił się policyjny samochód, jedyne auto (poza jeepem oczywiście), jakie filmowcy widzieli tego dnia na pustynnej szosie. Sytuacja zrobiła się dramatyczna, ponieważ ujęcie było robione na kompletnego wariata i bez odpowiedniego zezwolenia. By ratować sytuację, Gene Warren Jr sprawnie wstawił gliniarzowi kłamstwo, że to tylko pomoc dla jego syna, który jest studentem szkoły filmowej i musi przedstawić etiudkę. Policjant pochwalił rodzinną kooperację, zezwolił na kręcenie i nawet zaproponował pomoc w okiełznaniu ruchu na drodze, którą przecież i tak nikt jeździł. Wreszcie stróż prawa odjechał, a James Cameron spokojnie nakręcił ostatnie ujęcie do "Terminatora".

Elektroniczną muzykę do filmu miał skomponować Tony Banks, klawiszowiec Genesis. Lecz z powodu wcześniejszych zobowiązań zawodowych Banks musiał odmówić, dzięki czemu zlecenie na soundtrack trafiło do Brada Fiedela. Kompozytor współpracował z Cameronem jeszcze dwukrotnie, przy "Terminatorze 2" i "Prawdziwych kłamstwach".

Po premierze, słynny pisarz SF Harlan Ellison pozwał Camerona do sądu za bezprawne wykorzystanie w scenariuszu "Terminatora" wielu wątków fabularnych i motywów, które Ellison umieścił w scenariuszach "Soldier" i "Demon with a Glass Hand", zrealizowanych w ramach serialu "The Outer Limits" (1963), oraz w opowiadaniu "I have no Mouth and I must scream". Z pierwszych dwóch, wg Ellisona, Cameron zerżnął pomysły dotyczące robotów, podróży w czasie i zmian przyszłości, które miały doprowadzić do końca wojny ludzi z maszynami. Z kolei w opowiadaniu "I have no Mouth and I must scream", Ellison opisał superkomputer, kojarzący się ze Skynetem. Wyrokiem sądu, Harlan Ellison otrzymał zadośćuczynienie finansowe i planszę w napisach końcowych edycji DVD "Terminatora" - "Acknowledgment to the Works of Harlan Ellison". Pisarz był zbulwersowany plagiatem, natomiast zadowolił go sposób, w jaki Cameron połączył te wszystkie motywy w jeden spójny filmowy spektakl. Sam reżyser, pomimo takich zbieżności, uważał że nikomu nie kradł pomysłów, będących wspólnym dziedzictwem gatunkowym science fiction.

James Cameron we wszystkich wywiadach z pełną powagą podkreśla profesjonalizm Arnolda Schwarzeneggera, jego koncentrację, jego gotowość, sprawność fizyczną i odporność na trudy produkcyjne. Można wiele cierpkich słów powiedzieć na temat zdolności aktorskich Schwarzeneggera, lecz przecież obecny gubernator Kalifornii nie przyjmował ról, pisanych pod Jacka Nicholsona. To gwiazda kina akcji, choć w komediach Ivana Reitmana również z powodzeniem dawał sobie radę. Jedno trzeba natomiast podkreślić z całą stanowczością - spośród wielu reżyserów korzystających z Arnolda, tylko James Cameron potrafił wykorzystać jego najlepsze walory w całej glorii. Tajemnica tak doskonałej współpracy z pewnością leży w charakterach obu panów. James Cameron, despotyczny i nieuznający jakiegokolwiek sprzeciwu władca planu filmowego, potrzebuje najsilniejszych psychicznie i fizycznie ludzi, stanowiących jego ekipę. Takim był Ed Harris na planie "Otchłani", taką osobowością była bez wątpienia Sigourney Weaver w "Aliens", lecz Arnie był najdoskonalszym materiałem ludzkim, z jakim Cameron kiedykolwiek współpracował aktorsko (na drugim biegunie należy umieścić m.in. autora zdjęć Caleba Deschanela, który niestety miał własne zdanie i bardzo szybko pożegnał się z planem filmowym "Titanica"). Z kolei Schwarzenegger to referencyjny wzór człowieka, który potrafił osiągnąć pozornie nieosiągalny cel. Gdy w wielu 15 lat, jako chuderlawy suchotnik po raz pierwszy wszedł na siłownię, założył sobie, że za cztery lata zdobędzie tytuł Mister Universum, najwyższe obok Mister Olympia trofeum w kulturystyce. Dokonał tego po dokładnie czterech latach. Z żelazną konsekwencją (i kilkoma łutami szczęścia po drodze) wcielał w życie maksymę "od pucybuta do milionera". Gdy postanowił zdyskontować sportowe sukcesy na planie filmowym, wszyscy pukali się w głowę, wieszcząc mu co najwyżej role głupich osiłków. Może grałby ich nieco dłużej, gdyby na swej drodze nie spotkał Jamesa Camerona, równego sobie bezkompromisowego twardziela z branży filmowej, tak samo głodnego sukcesu i tak samo bezwzględnie dążącego do celu. W pierwszych dwóch "Terminatorach" i "Prawdziwych kłamstwach", obaj panowie uskutecznili wzór artystycznego sprzężenia zwrotnego. Arnie zyskał perfekcyjnego wodza, zaś Cameron otrzymał idealnego aktorskiego przekaźnika swoich fabuł i najbardziej odpornego fizycznie człowieka w branży.

Zupełnie nieoczekiwanie "Terminator" błyskawicznie zyskał status dzieła kultowego, z powagą wymienianego w każdej szanującej się publikacji naukowej na temat historii kina. Miłośnicy SF i fani Arniego szaleli z zachwytu, żądając dalszego ciągu. Pomimo, że Cameron w żadnym wypadku nie planował sequela, dzięki odbiciu się "Terminatora" tak szerokim echem w świecie, na początku lat 90. zdecydował się na realizację "Terminatora 2". Jego koncepcję oparł na pomysłach i scenach, które nie znalazły się w pierwszym filmie. Na plan z radością powrócił Arnold Schwarzenegger w towarzystwie Lindy Hamilton i Michaela Biehna, choć akurat ujęcia z nim można było zobaczyć tylko w wersji reżyserskiej.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2005.06.10




comments powered by Disqus