Strona główna KMF


PREDATOR
Realizacja


Kiedy John McTiernan dowiedział się, że został reżyserem filmu z potworem z kosmosu, jego pierwszym skojarzeniem co do planowanego wyglądu kosmity, była kreatura kingkongopodobna.

Cała militarna otoczka filmu została nakreślona, dzięki informacjom pochodzącym z CIA, dotyczącym tajnych operacji Amerykańskich Sił Specjalnych w Ameryce Środkowej w latach 70-tych i 80-tych.

Aby przydać obsadzie wiarygodności, do ról komandosów zatrudniono solidnie zbudowanych ludzi, którzy mieli za sobą m.in. przeszłość wojskową. Jesse Ventura, grający Blaina był członkiem legendarnych Navy Seals. Richard Chaves (Poncho Ramirez), podobnie jak Ventura również służył w Wietnamie. Carl Weathers, znany z serii "Rocky", w przeszłości udzielał się jako futbolista. Na tle tych osiłków, nikczemną posturą wyróżniał się, opowiadający durne dowcipy Hawkins. Grający go Shane Black, to autor scenariuszy do "Commando" i "Zabójczej broni", a rolę po drugiej stronie kamery zaproponował mu jego przyjaciel, producent filmu Joel Silver, dla którego właśnie Black pisał scenariusze.

W oryginalnym scenariuszu, sceny opowiadania dowcipów o kobiecych narządach płciowych, były oznaczone jako "pussy jokes". Treść tych kretyńskich kawałów, to już wątpliwy jakościowo wkład Shane'a Blacka.

Dla potężnego Sonny Landhama (indianin Billy), wytwórnia wynajęła ochroniarza (jeszcze większego), który... nie miał za zadanie pilnować bezpieczeństwa Sonny'ego. Jego praca polegała na ochronie pozostałych członków ekipy przez cholerycznymi napadami aktora, który lubił szukać sprzeczki.

Sekwencja, ukazująca śmigłowcowy desant komandosów w sam środek dżungli, była zainspirowana "Czasem Apokalipsy" Francisa Forda Coppolli (1979), tyle, że zamiast wagnerowskiej "Walkirii", słyszymy zabawną, rockandrollową piosenkę "Long Tall Sally". Współmontażysta Marc Helfrich miał wielką ochotę skrócić tą, wg niego zdecydowanie za długą sekwencję, lecz nie mógł przeboleć straty efektownych powietrznych ujęć.

Pierwotnie sceny wewnątrz śmigłowców miały zostać nakręcone z otwartymi włazami, za którymi planowano postawić niebieski ekran, celem zastąpienia go obrazami, nakręconymi z powietrza. John McTiernan widząc, jak technika efektów wizualnych ogranicza spontaniczność aktorów na planie, wyrzucił w diabły blue-screen i nakręcił całość w dekoracji zamkniętych wnętrz helikopterów. Decyzja ta ucieszyła także producentów, którzy nie musieli płacić ciężkiej forsy za dodatkowe efekty, które zresztą w kilku ujęciach zastosowano, lecz dopiero w scenie desantu z powietrza do dżungli.

W planie produkcyjnym, filmowcy mieli na nakręcenie wszystkich ujęć z udziałem śmigłowców tylko cztery dni - po dwa dla głównej ekipy Johna McTiernana i drugiego zespołu (second unit), kierowanego przez Craiga R. Baxleya. Ostatecznie McTiernan kręcił przez 3 i pół dnia. Telewizyjnej ekipie Baxleya pozostało już tylko 12 godzin na zarejestrowanie wszystkich pozostałych ujęć z kaskaderami.

Autor zdjęć Donald M. McAlpine, który wielokrotnie miał okazję współpracować z niedoświadczonymi reżyserami (do których zaliczał się także McTiernan w czasie realizacji "Predatora"), żartobliwie stwierdził, że doświadczył w swoim życiu więcej dziewiczych reżyserów, niż dziewiczych kobiet :). Podkreśla jednak, że McTiernan brak reżyserskiego otrzaskania rekompensował znakomitym przygotowaniem i komunikatywnością. Dla Australijczyka McAlpine'a, "Predator" był pierwszym amerykańskim filmem, do którego robił zdjęcia.

Aby uzyskać stopniowe wrażenie dżungli, coraz bardziej osaczającej głównych bohaterów, McAlpine w miarę postępującej akcji, coraz częściej filmował aktorów poprzez otaczającą roślinność.

We wcześniejszych wersjach scenariusza, Dutch w ataku gorączki doznawał retrospekcji, w której przypominał sobie atak na ambasadę w jednym z krajów Ameryki Środkowej.

Carl Weathers twierdzi, że był zaprzysięgłym wrogiem tytoniu. Był nim do czasu realizacji "Predatora", gdzie Arnold Schwarzenegger ćmił cygara jedno za drugim, a pewnego dnia zaczął częstować nimi Weathersa. Od tego momentu filmowy Apollo Creed wpadł w szpony nałogu. "Palenie tytoniu powoduje raka i choroby serca. Minister Zdrowia".

Dla realizatorów dźwięku w "Predatorze", wzorem do naśladowania były efekty dźwiękowe w "Plutonie" Olivera Stone'a (1986). Aby równie wiarygodnie oddać wszystkie szmery gęsto porośniętej dżungli, autorzy efektów dźwiękowych udawali się do... prywatnych ogródków niedaleko studia, gdzie nagrali niemal całą niezbędną dokumentację (na czym polega tego typu praca, pokazał Brian De Palma w filmie "Wybuch").

Śmigłowiec, który eksplodował w sekwencji pacyfikacji obozu partyzantów, był tym samym modelem, który wcześniej wykorzystano w scenie w dżungli, kiedy żołnierze odkrywają maszynę, zwisającą z drzewa.

Miejsce gdzie nakręcono masakrę obozu partyzanckiego, po opuszczeniu go przez ekipę zostało atrakcją turystyczną. Fani kina SF i wielbiciele Arnolda Schwarzeneggera mogli nawet robić sobie zdjęcia przy spalonym śmigłowcu, którego przytomnie nie wywieziono na złom.

Skorpion, który został zabity na ciele Dillona, był jedyną śmiertelną ofiarą filmu. Obecnie taki numer by nie przeszedł i ze względu na prawne obwarowania amerykańskiej kinematografii w kwestii uśmiercania zwierząt na planie, skorpion musiałby zostać zastąpiony mechanicznym modelem. Tak było na planie "Cast away" Roberta Zemeckisa, gdzie rozbitek Tom Hanks polował na kraby, a przebity dzidą okaz, musiał zostać skonstruowany przez fachowców od efektów animatronicznych.

W słynnej scenie ostrzeliwania dżungli przez komandosów, w nadziei zabicia Predatora, autor zdjęć Donald M. McAlpine był operatorem kamery, kręcącym rozszalałe giwery tuż przed lufami. Oczywiście broń była nabita ślepakami, lecz odrzut powietrza był tak duży, że McAlpine'a przed przewróceniem do tyłu przytrzymywało aż trzech członków ekipy. Po tym epizodzie, operator już nigdy nie wziął bezpośredniego udziału w tego typu zdjęciach.

25 kwietnia 1986 roku, Schwarzenegger musiał na kilka dni opuścić plan filmu. Powód ? Drobnostka - pojechał tylko na własny ślub z Marią Shriver.

Pierwsze robocze efektowe ujęcia postaci Predatora (więcej o nich w dziale efektów specjalnych), nakręcono z Jean-Claudem van Dammem, który zawiedziony tak marginalnym wykorzystaniem swojej osoby, opuścił plan filmu po zaledwie dwóch dniach.

Gdy bohater grany przez Schwarzeneggera, wskutek poślizgu szybko zsuwa się w dół dżungli, Arnold grał tą scenę, siedząc na specjalnie skonstruowanym wózku z kamerą, która kręciła go od przodu lub tyłu, w zależności od ujęcia. Dodatkowo Arnie był zabezpieczony linką.

Grupa wodospadów widoczna w następnej scenie, tak naprawde składała się z dwóch osobnych lokalizacji, oddalonych od siebie o godzinę jazdy samochodem.

W oryginalnym scenariuszu grany przez Schwarzeneggera Dutch, znajduje statek Predatora i zabija kosmitę jedną z jego własnych broni, zanim ten zdążył uciec w kosmos. Rozwiązanie to upadło podczas realizacji. Powodem był zbyt niski budżet filmu (18 mln $). Tak więc zastępczą kulminację załatwiono standardowo - wielkim wybuchem. Razem z całą sekwencją, wyrzucono także prezentację trofeów Predatora, zgromadzonych na statku. Pomysł ten zrealizowano dopiero w sequelu.

W kulminacyjnej scenie, zaraz przed przywaleniem Predatora pniem drzewa, Dutch patrzy na drążek, podtrzymujący linę, na której zawieszony jest pień. Zastanawiam się dlaczego przebitka na ów drążek jest... stopklatką. Tak przynajmniej widać to w wersji DVD. Ten manewr techniczny można łatwo rozpoznać, poprzez nieruchome ziarno taśmy filmowej.

Grający Predatora, 31-letni czarnoskóry Kevin Peter Hall, pojawił się w filmie również bez uciążliwego kostiumu przybysza z kosmosu. To on zagrał pilota śmigłowca, który w końcówce filmu, widząc z powietrza wielki wybuch, mówi "what a fuck...". Kevin zagrał także Predatora w drugiej części w reżyserii Stephena Hopkinsa (1990), a rok później zmarł po długiej chorobie.

Pierwotnie za montaż filmu miał odpowiadać zespół kierowany przez Marca Helfricha. Jak to jednak bywa przy wielkich produkcjach, na montaż pozostaje najmniej czasu. Dlatego Helfricha wspomógł drugi montażysta John F. Link. W trakcie montażu, drugi reżyser "Predatora" Craig R. Baxley wyreżyserował film "Action Jackson" z Carlem Weathersem w roli tytułowej i zabrał Marca Helfricha do zmontowania tego właśnie filmu, przez co John F. Link musiał samodzielnie dokończyć montaż "Predatora".

W filmie wystąpiło dwóch przyszłych mężów stanu. Twardziel Jesse Ventura w 1998 roku został wybrany gubernatorem Minnesoty, podobnie jak republikanin Schwarzenegger, który w 2003 roku wygrał wyścig o fotel gubernatora Kalifornii. Oprócz nich, również grający Indianina Sonny Landham kandydował na gubernatora stanu Kentucky w 2003 roku, lecz przegrał wybory.



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.03.07