Strona główna KMF


POSZUKIWACZE ZAGINIONEJ ARKI
Realizacja

Do napisania scenariusza Spielberg zaproponował Lawrence'a Kasdana, którego zapamiętał ze skryptu do filmu "Continental Divide", zaplanowanego przez Spielberga do produkcji (film ukazał się w 1981 roku). W sierpniu 1978 roku Kasdan oddał pierwszą wersję scenariusza. Zamiast go przeczytać, Lucas w ciemno zaproponował Kasdanowi scenariusz do "Imperium kontratakuje", zagrożony po śmierci scenarzystki Leigh Brackett. Na szczęście scenariusz "Poszukiwaczy zaginionej arki" zachwycił Lucasa, który utwierdził się w dobrym wyborze scenarzysty kolejnej odsłony Gwiezdnej Sagi.

W styczniu 1979 roku Lucas, Spielberg i Kasdan zebrali się, żeby nadać scenariuszowi ostateczny szlif. Mimo, iż Kasdan był nominalnym scenarzystą, udział takich tuzów kina nie mógłby się ograniczyć tylko do produkcji i reżyserii. Na pierwszy ogień poszło nazwisko głównego bohatera. Lucas obejrzał kiedyś film ze Steve'em McQueenem "Nevada Smith". Kiedy zabrał się za wymyślanie imienia dla swego archeologa, zamienił tylko stany z Nevady na Indianę. Dlaczego Indianę? Bo tak wabił się pies Lucasa rasy malamut. Ten fakt powróci jako żart w epilogu "Ostatniej krucjaty". Z kolei Spielberg nie chciał nawiązań do "Nevady Smitha", więc przemianowano go na Jonesa.

Lawrence Kasdan
George Lucas i Indiana

Kolejnym aspektem była osobowość archoeologa. Lucas widział go jako playboya, który za uganianie się za zabytkami funduje sobie dostatnie życie wypełnione kobietami. Za jego namowami Kasdan napisał nawet scenę, w której Marcus Brody odwiedza Jonesa w domu i widzi w środku piękną blondynkę. Spielberg z Lucasem uznali to za niepotrzebny balast charakterologiczny. Z kolei Spielberg wpadł na pomysł, by dołożyć Jonesowi problemy z gorzałą, w czym przypominałby bohaterów Bogarta. Lucas stanowczo zaoponował, nie chcąc mieć nieogolonego alkoholika za wzór dla dzieci i młodzieży.

Ustalona linia scenariusza zawierała 60 dwustronicowych scen i sześć punktów zwrotnych. Pół roku później Kasdan dostarczył ostateczną wersję scenariusza. Podczas tych spotkań Spielberg zaproponował na stanowisko kierownika produkcji swego młodego asystenta Franka Marshalla. Z kolei Lucas przedstawił swego starego przyjaciela Howarda Kazanjiana jako drugiego producenta wykonawczego (Lucas był pierwszym oczywiście).

Pamiętając udaną współpracę podczas realizacji sekwencji indyjskiej do "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", Spielberg zaproponował zdjęcia Brytyjczykowi Douglasowi Slocombe'owi. Ten weteran angielskiego kina (ur. 1913) zaczynał jeszcze w latach 40., był m.in. autorem zdjęć do "Nieustraszonych zabójców wampirów" Romana Polańskiego (1967). Chwalił się, że na planie "Poszukiwaczy zaginionej arki" nigdy nie używał światłomierza i mimo to zawsze wiedział, ile światła powinno dostać się na taśmę. Brytyjski scenograf Norman Reynolds wszedł do produkcji praktycznie z marszu, pod koniec 1979 roku, po opuszczeniu planu "Imperium kontratakuje", gdzie zadebiutował jako główny scenograf.

Douglas Slocombe i Steven Spielberg
Steven Spielberg i Norman Reynolds

Okres zdjęciowy zaplanowano na 85 dni, ale Spielberg, Lucas i Marshall w tajemnicy skrócili go do zaledwie 73 dni, wyrzucając wątek szanghajski, wunderwaffe w tajnej bazie i kasując samolot Flying Wing o dwa silniki. Nazista Toth wg pierwotnych planów Rona Cobba (autora projektów scenograficznych do "Obcego") miał mieć mechaniczną rękę, niczym Rotwang z "Metropolis" albo dr Strangelove. Z tego też zrezygnowano. Zadbano o wszelkie możliwe środki ostrożności - nawet pracujący przy tym filmie Brytyjczycy nie wiedzieli czym ma się zakończyć proces produkcyjny. Tylko kilku aktorów znało cały scenariusz.

Lucas polubił warunki finansowo-techniczno-organizacyjne studia EMI Elstree na przedmieściach Londynu, gdzie kręcił Gwiezdną Sagę i właśnie tam, w siedmiu halach zdjęciowych i na 11 hektarach otwartej przestrzeni, skoszarował ekipę "Poszukiwaczy zaginionej arki". Korzyści były niebagatelne - dużo niższe koszty i praca poza zasięgiem kapryśnych amerykańskich związków zawodowych, potrafiących rozłożyć logistycznie każdą produkcję filmową.

Steven Spielberg osobiście narysował pierwsze szkice scenograficzne i dał je do storyboardowego przetworzenia czterem grafikom-konceptualistom (był wśród nich Ron Cobb oraz Ed Verreaux, który po wielu latach terminowania jako grafik, w ostatnich latach dał się poznać jako utalentowany scenograf Roberta Zemeckisa). 60% ich pomysłów dostało się do filmu, a Spielberg kazał dodatkowo zbudować miniaturowe wersje każdej lokalizacji, wśród których przetestował rozwiązania wizualne.

Podobnie jak przy "Gwiezdnych wojnach", Lucas przy obsadzaniu ról głównych trzymał się z daleka od gwiazd Hollywoodu. Podobny plan miał także teraz. Pierwszy casting odbył się w... kuchni LucasFilmu, a kandydaci, zamiast grać scenki, musieli piec ciasteczka. Lucas podpatrywał ich normalne zachowania. Do drugiego castingu Spielberg napisał krótkie scenki dialogowe.

Szef castingu Mike Fenton stwierdził, że najlepiej do roli Indiany Jonesa pasuje Jeff Bridges, lecz Marcia Lucas głośno zażądała Toma Sellecka. Lucas zgodził się z żoną, że Selleck idealnie wpasowywał się w scenariusz Kasdana. Lecz stacja CBS, producent serialu sensacyjnego "Magnum, P.I." (1980), dla której Selleck wystąpił już w pilotowym odcinku, nie pozwoliła swemu aktorowi na pracę gdzie indziej. Dalsze wydarzenia stanowią przykład wyjątkowej złośliwości losu. Kiedy Tom Selleck odpuścił sobie rolę Jonesa, rozpoczął się strajk związku zawodowego aktorów. Selleck poleciał na Hawaje by przeczekać strajk i przygotować się do opóźnionej realizacji serialu. Siedział tam tak długo, aż na Hawaje przyjeciała ekipa... "Poszukiwaczy zaginionej arki" w celu nakręcenia pierwszej sceny filmu. Później jeden z odcinków "Magnum" zrealizowano jako parodię "Poszukiwaczy zaginionej arki".

Do roli Indiany Jonesa przetestowano Johna Becka, Tima Mathesona, Nicka Mancuso, Petera Coyote i Harrisona Forda, który był drugim - po Sellecku - najpoważniejszym kandydatem. Kiedy wybrano Sellecka, Ford wybuchnął wściekłością, bo właśnie uciekała mu pierwsza porządna rola główna (mimo, że w "Imperium kontratakuje" jego Han Solo przesunął się bliżej czoła obsady). Lecz kiedy Selleck musiał odmówić, Lucas i Spielberg użyli wszelkich sztuczek dyplomatycznych, by udobruchać Harrisona Forda, który wymógł zmiany w dialogach, charakterze postaci i siedmioprocentowy udział w zyskach. Potem okazało się co prawda, że Selleck nie ma nic do roboty, ale już nie było sensu kluczyć z obsadą. Zdjęcia zaczynały się za trzy tygodnie.

Zanim pod koniec 1979 roku Spielberg rozstał się z Amy Irving, właśnie ją widział w roli Marion Ravenwood. Po rozstaniu zaproponował tę rolę Debrze Winger, lecz aktorka nie była zainteresowana, w przeciwieństwie do Karen Allen, nowojorskiej aktorki teatralnej. Pamięć dobrych chwil z Amy Irving odbiła się na charakteryzacji naturalnie rudej Karen Allen, którą Spielberg kazał przefarbować i zamaskować piegi, by przypominała mu Amy. Poczas przesłuchań w roli Marion wystąpiła Sean Young.

Casting z Tomem Selleckiem i Sean Young
Casting z Karen Allen i Timem Mathesonem

Pierwszymi kandydatami do roli Rene Belloqa, francuskiego archeologa i wroga Jonesa nr 1, byli francuski piosenkarz Jacques Dutronc (który nie znał angielskiego) i Włoch Giancarlo Giannini. Tuż przed podpisaniem kontraktu z Gianninim, Spielberg obejrzał w telewizji film "Śmierć księżniczki" z brytyjskim aktorem Paulem Freemanem, który dostał rolę Belloqa niemal z marszu.

Spielberg oferował Klausowi Kinskiemu rolę w filmie. Kinski w wydanych wiele lat później wspomnieniach przyznał, że chciał pracować ze Spielbergiem, lecz scenariusz był "kompletnie gówniany". Cóż, "Fitzcarraldo" to to nie było... Tekst godny Kinskiego, który nawet Herzoga wyzywał od niedouczonych matołów.

Spielberg chciał, by rolę Sallaha zagrał Danny DeVito. Mały wzrostem aktor się zgodził, lecz musiał zmienić zdanie, wskutek nakładających się wcześniejszych zobowiązań zawodowych (historycy wspominają też coś o zbyt wygórowanych żądaniach finansowych DeVito). Zastąpił go diametralnie innej postury wailjski aktor John Rhys-Davies. De Vito kilka lat później zagrał nieco podobną postać w dwóch przygodówkach, wyprodukowanych przez Michaela Douglasa "Miłość, szmaragd i krokodyl" i "Klejnot Nilu", powstałych na fali filmów "jonesopodobnych".

Szkocki aktor Michael Sheard miał zagrać demoniczno-groteskowego nazistę Totha (tego z wypalonym znamieniem medalionu na dłoni). Lecz Spielberg w tej roli obsadził Anglika Ronalda Laceya (bo podobno przypominał mu Petera Lorre), a Sheardowi dostała się epizodyczna rólka dowódcy U-Bota. Sytuacja odwróciła się na planie "Indiana Jones i ostatnia krucjata" - Sheard zagrał Adolfa Hitlera, a Lacey mignął na trzecim planie jako Heinrich Himmler.

Każdy z filmów o Jonesie zaczyna się wykorzystywaną w latach 50. planszą Paramount Pictures, płynnie przechodzącą w autentyczną górę na jakimś egzotycznym pustkowiu, lub w ornament na gongu (jak miało to miejsce w drugiej części).

Na hawajskiej wyspie Kauai nakręcono plenery do południowoamerykańskiego prologu filmu. Wiele wysiłku kosztowało ekipę zejście z całym sprzętem do wąwozu z jeziorem i wodospadem, gdzie znaleziono odpowiedni plener. Na miejscu sprzęt taszczono na grzbietach leniwych osłów. Na domiar złego tę okolicę upodobały sobie moskity, więc codziennie rano cały teren tonął w chmurach rozpylanego specyfiku na owady, a cała ekipa musiała się dokładnie smarować środkami na insekty.

Figurka, którą Indy znalazł w Peru, zagrała w "Majestic" Franka Darabonta w sekwencji filmu w filmie.

6,5 metrowa kula, wykonana z plastiku, drewna i włókna szklanego ważyła ponad 100 kg. Harrison Ford uparł się, że wiarygodniej dla widza będzie zagrać tę scenę samodzielnie. Nakręcono ją z pięciu ustawień kamery, po dwa razy na każde ustawienie.

Przystosowany do startu i lądowania na wodzie dwupłatowiec wypożyczono od prywatnych właścicieli z Oregonu. Przygotowując go do zdjęć, Norman Reynolds namalował na kadłubie symbol OB-3PO. Pierwsze dwie litery to inicjały Obi-Wana Kenobiego, a trzy ostatnie to oczywiście fragment symbolu C3PO z "Gwiezdnych wojen". Ostatnią nakręconą na Hawajach sceną aktorską był skok Indy'ego do wody i samolotowa ucieczka przez ścigającymi go tubylcami.

Budynek uniwersytetu, w którym wykładał Indy, zagrała z kolei fasada konserwatorium muzycznego The University of the Pacific w Stockton. W brytyjskiej Rickmansworth Masonic School nakręcono wnętrza uczelni, jak i finałową scenę rozmowy Jonesa z przedstawicielami rządu.

Kiedy Indy wsiada do samolotu lecącego do Nepalu, na pokładzie jest już nazistowski szpieg Toth, przewrotnie czytający listopadowy numer magazynu LIFE. Widać mu tylko oczy, i bardzo dobrze, gdyż reszta twarzy nie przypomina aryjskiego ubermenscha, ani tym bardziej grającego tę postać Ronalda Laceya i należy do Dennisa Murena, najsłynniejszego żyjącego twórcy efektów wizualnych, nadwornego magika Lucasa i Spielberga. Zbiegiem okoliczności Muren nie odpowiadał za efekty do "Poszukiwaczy zaginionej arki". Na tym stanowisku pracował przy drugiej części.

Widoczna na mapie, w czasie lotu Indy'ego do Nepalu, nazwa Tajlandii jest nieprawidłowa. Wówczas ten kraj nosił nazwę Syjam. Azjatyckie plenery z samolotem na pierwszym planie, w montażówce ilustrującej podróż Indy'ego i Marion z Nepalu do Egiptu, pożyczono z fatalnie ocenianego remake'u "Zaginionego horyzontu" Charlesa Jarrotta (1973). Podobny błąd wkradł się do sceny w szkole, gdzie stojący na biurku globus pokazuje afrykańskie kraje, które wówczas były koloniami i także nosiły inne nazwy.

Kiedy Marion ogląda medalion, łańcuszek spoczywa na jej szyi. W kolejnym ujęciu ten sam łańcuszek zwisa swobodnie z medalionu.

Plenerów pustynnych Lucas nie musiał szukać po świecie. Wrócił do Tunezji, gdzie kręcił plenery Tatooine do "Gwiezdnych wojen", w pobliże miejscowości Nefta i Kariouan. Zatrudniono 600 tunezyjskich statystów. Zanim rozpoczęto zdjęcia w udającym Kair tunezyjskim mieście Kariouan, zdjęto z dachów 350 anten telewizyjnych. Mimo to kilka z nich widać w dalekich planach. To samo zrobił Spielberg na krakowskim Podgórzu w scenie pacyfikacji getta w "Liście Schindlera". Kręcąca tę scenę z wysokości Fortu Św. Benedykta, kamera Janusza Kamińskiego zdołała za to sfilmować najzupełniej współczesne latarnie uliczne.

Podczas zdjęć w Tunezji cała ekipa jak jeden mąż leżała pokotem ścięta czerwonką, nieprzyzwyczajona do tutejszego jedzenia, którego przygotowywanie odbywało się w warunkach odległych od normalnie pojmowanej higieny. Za wyjątkiem Spielberga, który wsuwał tylko zapuszkowane papu z USA. Spielberg tak bardzo nie znosił tunezyjskiego klimatu z temperaturą w granicach 50 stopni Celsjusza (wcześniej od Lucasa nasłuchał się hiobowych opowieści z czasów realizacji "Gwiezdnych wojen"), że skończył tam zdjęcia tydzień przed terminem, realizując w morderczym tempie do 35 ustawień kamery dziennie. Spielberg z dumą podkreślał, że była to lekcja, jaką wyniósł z czasów swoich debiutów telewizyjnych.

Podczas ucieczki Marion przed nazistami i tubylcami, jeden z nich, śmiejąc się jak idiota, grozi jej nożem. W zależności od ujęcia, ostrze noża jest skierowane w górę lub w dół.

Małpie "Heil Hitler" to jedna z dwóch ulubionych scen Spielberga w tym filmie. Druga to wskazanie przez Jonesa łokcia, jako "miejsca gdzie nie boli". Dźwięki wydawane przez małą małpkę-faszystkę, to dubbingowa robota Franka Welkera.

Każdy z filmów o Jonesie zawierał jedno wyjątkowe ujęcie, powtarzane w tym samym kształcie. Chodzi oczywiście o słynne zbliżenie oczu Indiany, a raczej zatrzymanie jego twarzy na kilka centymetrów przed obiektywem. W "Poszukiwaczach zaginionej arki" to ujęcie ma miejsce podczas poszukiwań Marion na ulicach Kairu. W "Indiana Jones i Świątynia Zagłady" zbliżenie nakręcono w scenie odnalezienia przerażającej tubylców demonicznej rzeźby w dżungli, natomiast w "Indiana Jones i ostatnia krucjata" wielkie oczy Jonesa widać pod koniec walki na pokładzie czołgu, tuż przed runięciem maszyny w przepaść.

Najlepszy gag, zastrzelenie wielkiego Araba z mieczem, to bodaj najsłynniejsza ciekawostka tego filmu. Harrison Ford ledwo stał na nogach z powodów szalejącej w ekipie czerwonki i kiedy przyszło do realizacji długiej sceny walki, zrezygnowany zapytał Spielberga, czy Indy nie mógłby po prostu zastrzelić bliskowschodniego łajdaka.

Kiedy Indy pije z powodu domniemanej śmierci Marion, słynny już członek ekipy w dżinsach i T-shircie przechadza się z lewej strony kadru.

Surowy krajobraz tunezyjskiego kanionu, miejsce realizacji sceny, w której Jones grozi Belloqowi że zniszczy Arkę strzałem z bazooki, wcześniej służyło Lucasowi jako sceneria przejęcia R2-D2 przez Jawów w "Gwiezdnych wojnach".

Motyw promienia słonecznego, przechodzącego przez skalną szczelinę i medalion, został zapożyczony z bardzo podobnej sceny w "Podróży do wnętrza Ziemi" Henry'ego Levina (1959).

Sekwencje rozgrywające się w Tanis nakręcono na tunezyjskiej pustyni Sedala, w pobliżu miasta Tozeur. Wówczas na plan przyleciała Melissa Mathison, ówczesna towarzyszka życia Harrisona Forda. Oprócz kibicowania wyczynom swego faceta, ustaliła ze Spielbergiem ramy scenariusza, który napisała po powrocie do domu. Skrypt rok później został wyreżyserowany przez Spielberga. Nosił tytuł "E.T.".

14 lipca rozpoczęto dwutygodniowe zdjęcia w dekoracji Studni Dusz. Budowę tej dekoracji rozpoczęto od usunięcia pozostałości po pożarze, który strawił część dekoracji lobby z kubrickowskiego "Lśnienia". Nastepnie podwyższono sklepienie o 3-4 metry.

Kiedy Belloq nakrywa Jonesa w Studni Dusz, jego kapelusz w ujęciu kręconym w dekoracji Elstree leży obok niego, natomiast w plenerowych ujęciach z Tunezji ciągle tkwi w dłoni francuskiego awanturnika.

Wśród hieroglifów w Studni Dusz umieszczono postaci R2-D2 i C-3PO. Materiał w sam raz dla Ericha von Daenikena :).

Węże w Studni Dusz zebrano z całego Londynu i południowej Anglii. Mimo ich ogromnej ilości (ok. 2000 sztuk), Spielberg kazał uzupełnić podłogę ilością 4500 węży, które sprowadzono z Danii.

Kiedy Indiana spada na podłogę Studni Dusz i staje oko w oko z kobrą, między nim i jadowitą bestią umieszczono szybę. Jej obecność na ułamek sekundy zdradza blik światła, odbijającego się na powierzchni. Ten błąd usunięto w zremasterowanym wydaniu DVD, lecz pozostawiono analogiczną wpadkę w ujęciu z Marion. Antidotum na ewentualne ukąszenia kobry sprowadzono z Francji.

Fatalne warunki życia węży w dekoracji Studni Dusz przykuły uwagę Vivian Kubrick, która zwiedzała hale zdjęciowe, w których kilka miesięcy wcześniej stała jeszcze scenografia do "Lśnienia". Widząc martwe sztuki, córka Kubricka zaalarmowała brytyjskie towarzystwo opieki nad zwierzętami. Po dniu przerwy w zdjęciach, każdy z węży był podejmowany z przepisowymi honorami. Zamieszanie wokół węży sprowadziło na plan nawet Stanleya Kubricka, który podsumował Spielberga od oszołomów.

Najgorzej miała Karen Allen, która tylko w sukience i z bosymi stopami musiała biegać wśród kilku tysięcy węży. W niebezpiecznych ujęciach zastępowała ją kaskaderka Wendy Leach, a kiedy jej stopy wchodziły w bezpośredni kontakt z rozjuszonymi wężami, ich treser Steve Edge golił nogi, zakładał sukienkę i grał Marion od kolan w dół. Choć Karen Allen była dostatecznie przestraszona graniem w takich warunkach, jej krzyki były dla Spielberga niewystarczające. Kiedy chciał przeraźliwego wrzasku, rzucał aktorce pod nogi tarantule, a na włosy znienacka rzucał węże. To jeszcze bardziej podminowało napięte stosunki między Allen i Spielbergiem.

Patrząc na wypychanie wielkiego kamienia ze ściany Studni Dusz, można dojść do wniosku, że Pudzian przy Indianie to wsiowy cherlak. Lecz wystarczy obejrzeć ujęcie do końca, by zobaczyć, jak cień wypchniętego "kamienia" podskakuje na podłożu. Spielbergowi gratulujemy styropianu.

Pełnowymiarowy model samolotu Flying Wing został zbudowany przez brytyjską firmę Vickers Aircraft Company. Następnie go rozebrano, przewieziono na plan w Tunezji i z powrotem poskładano. Ponieważ wszyscy kaskaderzy leżeli chorzy, pilota Flying Winga, dostającego po łbie od Marion, zagrał producent Frank Marshall. Miał tylko pecha, że realizacja tej sekwencji trwała aż trzy dni, przez większość których Marshall udawał nieprzytomnego pilota w zamkniętym i potwornie gorącym kokpicie.

Brytyjski zapaśnik Pat Roach zagrał dwie role w filmie i jednocześnie dwa razy miał okazję zagrać scenę śmierci. Najpierw był wielkim Szerpą w sekwencji himalajskiej, a później łysym mechanikiem Flying Wing, poszatkowanym przez śmigło.

Dwie role zagrał także Vic Tablian. Najpierw był Indianinem z prologu, który chciał zastrzelić Indy'ego. Kilkadziesiąt minut później pojawił się jako facet z małpą.

Druga ekipa zdjęciowa rozpoczęła realizację pierwszych ujęć pościgu z ciężarówką w roli głównej, na tydzień przed przybyciem do Tunezji głównej ekipy. Nie korzystając nigdy wcześniej z reżysera drugiej ekipy i widząc jednocześnie logistyczne rozpasanie tej sekwencji, Spielberg tym razem przekonał się do zatrudnienia Michaela Moore'a, który reżyserował wszystkie ujęcia pościgu, w których nie było Harrisona Forda. Realizacja całości trwała osiem tygodni.

Słynny kaskader Terry Leonard był zachwycony perepektywą ciągnięcia pod i za ciężarówką, ponieważ tego samego typu numer nie do końca udał mu się na planie jego poprzedniego filmu "The Legend of the Lone Ranger" i tu za wszelką cenę chciał się zrehabilitować. Aby kaskaderski numer z Terrym Leonardem się udał, ciężarówka miała podwyższone podwozie, a droga została nieco pogłębiona w swojej środkowej części.

Harrison Ford posiadał aż trzech dublerów-kaskaderów, prawdziwe legendy w branży. Terry Leonard był ciągnięty za ciężarówką, Vic Armstrong jeździł konno i uciekał przed kulą, a Martin Grace m.in. huśtał się na wielkim posągu w Studni Dusz. Na niektórych ujęciach Indy'ego za ciężarówką widać prawdziwego Harrisona Forda. Zapytany o obawy, miał odpowiedzieć, że gdyby ta scena byłaby dla niego naprawdę niebezpieczna, nakręcono by ją na końcu. Mimo to, Harrison Ford poharatał sobie żebra podczas realizacji sceny ciągnięcia Jonesa za ciężarówką.

Kiedy ciężarówka z wiszącym na przodzie Indym przyspiesza, by zgnieść Jonesa o maskę samochodu z Belloqem, w jednym z ujęć widać... małe siodełko, w którym siedział aktor. Ciężarówka biorąca udział w pościgu i ciężarówka, która wcześniej w filmie wybucha, to ten sam pojazd. Sceny te nakręcono więc w odwrotnej kolejności w stosunku do ich ekranowego bytu. Tuż przed eksplozją ciężarówki widać wystający z jej podwozia tłok, który odpowiadał za przewrotkę samochodu.

Był to pierwszy film Stevena Spielberga nakręcony całkowicie poza USA. "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" zawierały tylko pojedyncze sekwencje, nakręcone poza Stanami Zjednoczonymi. Na atlantyckim wybrzeżu Francji, w miejscowości La Pallice znaleziono niemieckie schrony dla łodzi podwodnych, wybudowane przez nazistów w 1942 roku. Scena wpłynięcia łodzi podwodnej, zarejestrowana 23 czerwca 1980 roku, była pierwszą na planie filmu. Łódź podwodną zagrał ten sam pełnowymiarowy model, który zbudowano do "Das Boot" Wolfganga Petersena.

Najlepszy one-liner filmu "To nie lata, skarbie, to przebyte mile" został wymyślony na poczekaniu przez Harrisona Forda. Tym samym zdyskontował on swój wyczyn na planie "Imperium kontratakuje", gdzie załatwił Lucasowi (choć wbrew jego woli) najlepszą puentę z całej starwarsowej sagi. Chodzi oczywiście o dialog z Leią: "- Kocham Cię", "- Wiem".

Szukając statku, udającego filmowy Bantu Wind, scenograf Norman Reynolds znalazł w Irlandii pięknie zapuszczoną egipską łajbę. Kiedy przyszło do zdjęć, ze zgrozą zobaczył pięknie odmalowany przez swoich ludzi frachtowiec. Aby nadawał się do zdjęć, należało go postarzeć za pomocą farb, imitujących rdzę. Zdjęcia te nakręcono również na francuskim wybrzeżu.

Piosenka śpiewana przez Sallaha w scenie pożegnania z Indym i Marion to "A British Tar", pochodząca z operetki "H.M.S. Pinafore", napisanej przez słynny brytyjski duet W. S. Gilberta i Arthura Sullivana, premierowo wystawionej w 1878 roku w Londynie. Utwór ten był śpiewany także przez Patricka Stewarta i Brenta Spinera w dynamicznym prologu "Star Trek. Rebelia".

Kiedy Arka pod pokładem Bantu Wind zaczyna wydawać dziwne dźwięki, a na skrzyni pojawia się spalenizna, jeden ze szczurów zaczyna się dziwnie kołysać, jakby jego umysł nie potrafił wytrzymać przebudzonej mocy Arki. W rzeczywistości ten szczur był głuchy od urodzenia i po prostu miał problemy z równowagą, co fantastycznie przysłużyło się scenie, w której grał.

30 czerwca 1980 roku ekipa przeniosła się do hal Elstree, zaczynając od sceny w domu egipskiego starca, który wyjaśnia Indy'emu budowę Laski Ra. Następnie całkowicie zmieniono klimat i nakręcono wnętrza peruwiańskiej światyni do prologu filmu. w zdjęciach wzięło też udział 50 tarantul. Dziś Alfred Molina to uznany i chętnie obsadzany aktor. Scenę z tatantulami nakręcono w pierwszy dzień zdjęciowy na planie jego pierwszgo filmu. Z początku tarantule w ogóle się nie ruszały, co nie było po myśli Spielberga. Na jego polecenie w gromadę siedzących na Molinie - jak się okazało - pajęczych samców, wstawiono jedną samicę. Ku uciesze Spielberga, tarantule zaczęły nagle biegać po tułowiu przerażonego Moliny.

Podczas dramatycznej konfrontacji w wąwozie, po słowach Belloqa "Twój upór zadziwia nawet mnie", do ust Paula Freemana weszła chodząca po jego twarzy mucha i została tam aż do końca ujęcia. Indy i Marion w końcówce filmu przywiązani są do pala, na ktorego szczycie powieszono... pokrywę sylwetki R2-D2.

Eksplodująca głowa Belloqa była solą w oku cenzorów, który za to chcieli filmowi wlepić kategorię R. Spielberg kazał nałożyć na ujęcie dodatkowy ogień, co osłabiło intensywność efektu i w rezultacie obniżyło kategorię do PG (czyli w towarzystwie rodziców). Ujęcie Waszyngtonu w końcówce filmu pochodzi z "Hindenburga" Roberta Wise'a (1975).

Marcia Lucas zauważyła, że w końcówce filmu czegoś brakuje. Tym czymś była scena na schodach z Indym i Marion, której nie było w scenariuszu Kasdana. Spielberg dokręcił ją w trakcie montażu.

Steven Spielberg legitymuje się zmodyfikowaną wersją syndromu inżyniera Mamonia, czyli myśli obrazami, które już kiedyś widział na ekranie. Finałowa scena filmu, umieszczenie Arki w niekończącym się magazynie, zostało zainspirowane pamiętną ostatnią sceną "Obywatela Kane'a", gdzie kamera ukazuje nieprzebrane bogactwa Kane'a zebrane w jednym miejscu.

Deski, z których była zbita skrzynia, w której w ostatniej scenie zamknięto Arkę, na pierwszym ujęciu układają się pionowo, a na kolejnym poziomo.

W wersji oryginalnej film zawierał mnóstwo merytorycznych i technicznych błędów, dotyczących używania przez aktorów języka niemieckiego. Dopiero w wersji DVD lapsusy językowe poprawiono. Analogiczny przypadek odnotowała historia filmu "Szklana pułapka". Wersja wyświetlana w niemieckiej telewizji to kolejny przykład słynnego już, bezmózgowego wycinania najlepszych scen przez niemieckich cenzorów, pod pozorem usuwania brutalności. "Poszukiwacze zaginionej arki" zostały w ten sposób zubożone o efektowe ujęcia śmierci Dietricha i Totha.

Film zdobył Oscary w czterech kategoriach: za scenografię (Norman Reynolds, Leslie Dilley, Michael Ford), efekty wizualne (Richard Edlund, Kit West, Bruce Nicholson, Joe Johnston), montaż (Michael Kahn) i dźwięk (Bill Varney, Steve Maslow, Gregg Landaker, Roy Charman). Nominacje otrzymali Douglas Slocombe za zdjęcia, John Williams za muzykę (przegrał z Vangelisem, ale rok później powetował sobie brak statuetki), Steven Spielberg za reżyserię i Frank Marshall za najlepszy film. Nagrodę Specjalną Akademii otrzymali Ben Burtt i Richard L. Anderson za montaż efektów dźwiękowych.

"Poszukiwacze zaginionej arki" wywołali burzę w filmowym świecie nie mniejszą niż ta, która była udziałem "Gwiezdnych wojen". Wytwórnie zaczęły gorączkowo szukać jonesopodobnych scenariuszy, kina coraz częściej wyświetlały przygodówki ze szlachetnymi facetami szukającymi skarbów na końcu świata. Sukces obudził Michaela Douglasa, który z ręką w nocniku stwierdził, że niepotrzebnie zwlekał z produkcją "Romancing the Stone". Tom Selleck i Richard Chamberlain także założyli szerokie kapelusze. Nawet nasz Marek Piestrak postanowił przenieść gatunek do PRL-u i zrobił "Klątwę doliny węży", film wielce interesujący, choć nie z powodów, na które liczył reżyser. A Lucas jeszcze w 1981 roku podjął decyzję o realizacji kolejnego filmu z Indianą Jonesem...



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2007.04.28