Artykuł

Ocalić od zapomnienia – słów kilka o renowacji starych filmów

Kilka słów na temat rekonstrukcji cyfrowej klasycznych filmów

Autor: Paweł Kuraś
opublikowano

Wiele starych filmów o niepodważalnej wartości artystycznej i historycznej ulega nieustannie rozkładowi i zostaną bezpowrotnie utracone, jeżeli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, aby mogły przetrwać dla przyszłych pokoleń. Istotnie, blisko 90% produkcji kina niemego (nakręconych przed 1930) i połowa wszystkich filmów wyprodukowanych do końca lat czterdziestych przestała już istnieć. Dlatego właśnie cała nadzieja pozostaje w konserwacji i ewentualnej rekonstrukcji materiału filmowego – przed dalszym zniszczeniem i popadaniem w niebyt…

Już w 1926 roku Will Hays (ówczesny amerykański kongresmen i późniejszy autor konserwatywnego kodeksu Haysa ustalającego reguły w filmach produkowanych na terenie Stanów Zjednoczonych) wysłał zapytania do rodzimych studiów filmowych, czy nie powinny myśleć o zabezpieczaniu swoich materiałów poprzez przechowywanie ich w zalecany przez firmę Kodak sposób, tj. w pomieszczeniach z obniżoną do minimum wilgotnością powietrza i klimatyzowanych do stałej temperatury czterdziestu stopni Fahrenheita  (około 4,5˚C), żeby jak pisał, „uczniowie w roku 3000 i 4000 mogli dowiedzieć się  czegoś o nas”. Odezwa przeszła wtedy bez odpowiedzi, mimo że już wtedy pojawiały się sygnały, że taśma filmowa jest medium bardzo nietrwałym. Jedną z pierwszych instytucji, które na poważnie zajęły się ratowaniem starych zbiorów ruchomych obrazów przed dalszym niszczeniem, było nowojorskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zabezpieczając już w 1935 roku oryginalne negatywy, m.in. studia Biograph i D. W. Griffitha. Tego samego roku Henri Langlois założył Cinémathèque Française w Paryżu, która z czasem stała się największą na świecie kolekcją świetnie zachowanych filmów.

La Cinémathèque Française

Dla tysięcy wczesnych filmów, głównie tych z pomiędzy roku 1894 i 1912, jedynymi istniejącymi kopiami były wydrukowane na papierze kalkowanym rejestracje przechowywane w Bibliotece Kongresu, uznające prawa autorskie dla twórców. W celu przeniesienia tych filmów na bezpieczniejszy nośnik biblioteka powołała w 1947 roku Narodową Izbę Konserwacji Filmów (National Film Preservation Board), dla której Narodowy Rejestr Filmowy przygotował listę dwudziestu pięciu amerykańskich filmów „pokazujących zakres i różnorodność dziedzictwa filmowego Stanów Zjednoczonych”, które ta nowo powstała komórka miała za zadanie przenieść na taśmę w pierwszej kolejności. The George Eastman House International Museum of Photography and Film zostało w tym samym roku zaproszone do współpracy z instytutem w celu magazynowania, konserwowania i prezentowania historii fotografii i filmu. Na bazie tej komórki w 1967 utworzono Amerykański Instytut Filmowy (American Film Institute), gdzie oprócz przechowywaniem i zabezpieczaniem filmów zajęto się także szkoleniem nowego pokolenia ludzi, którzy później mieli przejąć pieczę nad dziedzictwem filmowym Ameryki. Na dzień dzisiejszy kolekcja Instytutu opiewa na blisko trzydzieści tysięcy pozycji.

Kopia filmu Fred Ote’s Sneeze Thomasa Edisona na papierze kalkowanym ze zbiorów Biblioteki Kongresu

Sprawa konserwacji filmów powróciła na usta filmowych twórców w końcówce lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych, gdy Steven Spielberg i Martin Scorsese mocno przyczynili się do nagłośnienia tego tematu.

Spielberg zainteresował się kwestią zabezpieczania materiałów przed skutkami upływającego czasu po tym, gdy piętnaście lat po premierze swojego filmu Szczęki postanowił obejrzeć go w kinie i odkrył przerażającą go rzecz – jakość obrazu drastycznie się pogorszyła, a część klatek wyglądała na rozdwojoną. Skontaktował się więc z Martinem Scorsesem, który właśnie podejmował odpowiednie kroki do utworzenia The Film Foundation – organizacji non-profit dedykowanej właśnie konserwacji taśm filmowych. Takim sposobem stał się pierwszym członkiem komisji reżyserów nowej fundacji – do której dołączyli w niedługim czasie także Woody Allen, Robert Altman, Francis Ford Coppola, Clint Eastwood, Stanley Kubrick, George Lucas, Sydney Pollack i Robert Redford. Pracując we współpracy z głównymi archiwami i studiami filmowymi, organizacja ta uratowała prawie sześćset filmów, często przywracając je do jakości wręcz wzorowej. W wielu przypadkach, materiał, który został z filmów wycięty (bądź też ocenzurowany w ramach wspomnianego już kodeksu Haysa) z oryginalnych negatywów, został dołączony ponownie, przywracając filmom ich zamierzony przez twórców wydźwięk.

Na naszym podwórku poważne prace nad renowacjami starych polskich dzieł zaczęto stosunkowo niedawno.

Dopiero w 2008 roku powołano inicjatywę KinoRP, która zrzesza różnorakie firmy technologiczne, studia filmowe i wydawców, koordynując proces produkcji i wydawania cyfrowych kopii rodzimych produkcji w dawnej świetności. Wcześniej jednak duży wpływ na stopniową digitalizację naszych filmów miała stacja Kino Polska – to jej pracownicy wygrzebywali z archiwów zapomniane polskie filmy i czynili z nich (co prawda z nie tak spektakularnym efektem) obrazy, z których dało się czerpać pozytywne wrażenia wizualne. Co ciekawe – w naszym kraju nie odnawia się jedynie bardzo starych filmów – przeglądając listy zrekonstruowanych pozycji, odnajdziemy mnóstwo obrazów z końca lat dziewięćdziesiątych, których oryginalne negatywy są już tak zniszczone, jak klisze dzieł z lat siedemdziesiątych. Jak to się stało? Z prostej przyczyny – w przeciwieństwie do Zachodu, w Polsce kopie kinowe najczęściej wykonywano, odbijając je od negatywu oryginalnego, co sprawiało, że ten ulegał degradacji w ekspresowym tempie – nawet przed swoją oficjalną premierą.

Aktualnie lista odrestaurowanych polskich filmów, zarówno w projekcie KinoRP, jak również pozostałych takich jak Repozytorium Cyfrowe Filmoteki Narodowej czy zrekonstruowanych w ramach digitalizacji zasobów Telewizji Polskiej i innych stacji telewizyjnych opiewa na blisko dwieście osiemdziesiąt pozycji, a każdego roku odnowę dostaje około dwadzieścia kolejnych filmów. Warto wspomnieć, że w rodzimym wątku rekonstrukcyjnym przewija się wspomniany wyżej Martin Scorsese – dwadzieścia jeden odnowionych cyfrowo arcydzieł polskiej kinematografii zaprezentował on (wraz ze swoim The Film Institiute) Amerykanom i Kanadyjczykom w ramach przeglądu „Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema” rozpoczętego w lutym 2014 roku w nowojorskim Society Lincoln Center. Zrekonstruowane polskie filmy rozpoczęły tournée po amerykańskich i kanadyjskich kinach, które zakończyło się dopiero w czerwcu roku następnego, pokazując widzom zza oceanu wkład naszych twórców w rozwój sztuki filmowej.

Materiał promocyjny cyklu „Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema”

Jak jednak przebiega taki proces cyfrowej renowacji filmu (wcześniejszy historycznie proces fotochemicznej obróbki taśm jest dużo bardziej skomplikowany i niestety nie podejmę się tego zagadnienia, gdyż przekracza moje zdolności przekazania jego przebiegu)? Wszystko zaczyna się od skompletowania filmu i ustalenia, jaką wersję obrazu można odtworzyć z posiadanego materiału – a ten często jest zbierany z różnych filmowych archiwów rozsianych po całym świecie. Po tym, często długotrwałym procesie, cały materiał jest dokładnie czyszczony z różnych zanieczyszczeń i kurzu. Następnie za pomocą czystej poliestrowej taśmy lub specjalnego kleju skleja się wszystkie rozdarcia filmu i przystępuje się do skanowania każdej klatki do cyfrowego pliku.

Po zeskanowaniu następuje zasadnicza odnowa – do działania przystępuje komputerowe oprogramowanie wspierane pracą człowieka, który musi nadzorować pracę niedoskonałych wciąż algorytmów i niejednokrotnie ręcznie nanosić własne poprawki. Do naprawy w starych filmach jest naprawdę sporo rzeczy:

  • Po pierwsze należy wyrównać względem siebie klatki obrazu, które często wskutek zniekształconych otworów nie przesuwają się równomiernie w kołach zębatych, powodując „wychylanie się” klatek na różne strony względem środka.
  • Dodatkowo dochodzi konieczność wyeliminowania migotania obrazu i nieznacznych zmian kolorów z klatki na klatkę spowodowanych starzeniem się filmu.
  • Zachodzi też potrzeba przywrócenia obszarów zasłoniętych przez zadrapania, a także brud i kurz, których nie udało się usunąć na etapie czyszczenia, przy użyciu fragmentów pochodzących z sąsiednich klatek
  • Redukcja filmowego ziarna to kolejny czynnik do realizacji dla rekonstruktorów. Bywa, że detale na obrazie mają taki sam rozmiar jak szum, a nawet mniejszy, co sprawia, że w końcowym dziele ich nie widać. Analizując i porównując ze sobą sąsiednie klatki, możemy przenieść niewidoczne, zasłonięte przez ziarno detale z kolejnej ramki obrazu, na której ten fragment filmu jest odsłonięty.

To oczywiście uproszczona lista i z pewnością występują jeszcze inne niuanse zrozumiałe zarówno dla branży, jak i dla używanego przez nią oprogramowania.

Ważna przy tym jest jednak zgodność z oryginałem – zwłaszcza na etapie późniejszej korekcji kolorów (wszak można w pewnym momencie nieco „przesadzić”). W przypadku rekonstruowania dzieł żyjących jeszcze twórców, ich obecność i doradztwo przy cyfrowej renowacji jest wielką pomocą dla renowatorów, pozwalając oddać klimat pierwotnego dzieła w najwyższej jakości obrazu.

Jak więc widać, jest to proces bardzo złożony i – co zrozumiałe – kosztowny, chociaż ceny i tak maleją wraz z udoskonalaniem się oprogramowania i sprzętu. W samych początkach cyfrowej rekonstrukcji obrazu, gdy rozmiary jednej klatki na poziomie 45 megabajtów (a w skali całego filmu to wielkości rzędu kilku terabajtów) były dla ówczesnych dysków niebagatelnym obciążeniem proces odnowienia filmu Królewna Śnieżka (1937) zajął osiemnaście tygodni  (ale liczonych jako dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu), używając przy tym czterdziestu stacji roboczych i kosztując przy tym siedem milionów dolarów. Koszty jednak z czasem malały – w 2014 wspomniana wcześniej organizacja The Film Foundation określiła kwotę potrzebną do renowacji jednego filmu, w rozdzielczości 2K lub 4K jako „kilkaset tysięcy dolarów” w zależności od stanu oryginalnej taśmy.

Szkoda jednak, że części nagrań już nigdy nie uda się odtworzyć i nawet nie dowiemy się, czy były to wybitne dzieła nieznanych dziś twórców z ważnym przekazem dla przyszłych pokoleń. Dbajmy zatem o to, co zostało, a w przyszłości postawmy jeden lub dwa pomniki dla ludzi, którzy podejmują się tego karkołomnego zadania, jakim niewątpliwie jest konserwacja i rekonstrukcja filmów.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane