Akcja partnerska

KONKURS! Rozpoznaj film z TOMEM HANKSEM po kadrze!

Autor: Weronika Lipińska
opublikowano

Już dziś na platformie AppleTV+ możemy obejrzeć najnowszy film z Tomem Hanksem, czyli Misję Greyhound. Jest to ekranizacja powieści C. S. Forestera pod tym samym tytułem, która ukaże się 21 lipca nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Historia opowiada o komandorze marynarki wojennej USA dowodzącym eskortą, która ma zabezpieczyć konwój liczący trzydzieści siedem statków przed nieprzyjacielskimi atakami. Poniżej możecie zapoznać się z fragmentem książki, tymczasem my, jako dumny patron publikacji, mamy dla was niepowtarzalną okazję do wygrania własnego egzemplarza! Sprawdźcie swoją znajomość ról Toma Hanksa i zgarnijcie książkę. Konkurs kończy się w poniedziałek o 23:59. Wygrywają najszybsi z najlepszych!

Środa. Pierwsza wachta: 20–24 

— Raport z wachty, sir. Idziemy pół naprzód kursem zero, osiem, zero. Utrzymujemy prędkość dwanaście węzłów. Okręt w reżimie burty bojowej. Wszystkie rozkazy wykonane.
— Kto przejmuje pomost?
— Carling, sir.
— Bardzo dobrze. Niech pan się prześpi, póki można, panie Harbutt.
— Aye, aye, sir.
— Panie Carling!
— Sir!
Trzeba będzie przedstawić Carlingowi sytuację taktyczną, na wypadek gdyby wiadomości z nawigacyjnej, którędy przechodził w drodze na pomost, nie wystarczyły do zbudowania klarownego obrazu. Musi zostać poinformowany o przypuszczalnej pozycji oraz przypuszczalnym kursie ­U-Boota, a także planie, jak go znowu przechwycić. Carling będzie musiał przejąć pomost w każdej chwili, gdy pojawią się kwestie wymagające uwagi właśnie dowódcy, to samo zresztą nastąpi, jeśli Krausego zwali z nóg atak jakiejś choroby czy kolejna zabłąkana kula.
— Zrozumiał pan? — spytał Krause, który starał się wyjaśnić wszystko tak zwięźle i klarownie, jak potrafił.
— Tak jest, sir.
Ale ton Carlinga nie brzmiał przekonująco. Nie było też w nim niewzruszonej gorliwości. Kto wie, czy w tej właśnie chwili nie żałował wybranej profesji. Cóż, zdarzali się dobrzy oficerowie, zdarzali się źli. Z prawdziwą ulgą zobaczył, że następny zgłasza się z raportem Charlie Cole.
— Na wachcie sekcje trzecia i czwarta, sir. Wszyscy nakarmieni, a teraz siadają do jedzenia sekcje pierwsza i druga i…
— Dziękuję, Charlie. Dopilnujesz, żeby potem trochę odpoczęli, prawda?
— Aye, aye, sir. A co z panem, kapitanie?
— Na razie nie jestem zmęczony, a w tej chwili nie mogę opuścić pomostu. Natomiast tamtych chcę mieć świeżych i wypoczętych na wachcie od dwunastej do czwartej.
Sekcje pierwsza i druga mają wreszcie wolną wachtę, po raz pierwszy od czasu tej, którą przerwał przed świtem alarm bojowy; teraz muszą się dobrze wyspać.
— Dopilnuję wszystkiego, sir. Tyle że wielu z nich ułoży się na spoczynek tylko wtedy, gdy im rozkażę.
— Zatem rozkaż, Charlie.
— Spróbuję, sir.
— A i ty się trochę zdrzemnij.
— Spróbuję, sir.
— Bardzo dobrze, dziękuję, Charlie.
— Dziękuję, sir.
Krause spojrzał na zegarek. Już ponad kwadrans od czasu, gdy dali sobie spokój z koboldem. Oddalili się stamtąd już na trzy mile, tyle że do konwoju nie zbliżyli się bardziej niż o milę. Nadarzała się dobra, czy wręcz nieodzowna chwila, aby się udać do toalety. Ledwie o tym pomyślał, a już nie mógł ścierpieć ani chwili zwłoki.
— Panie Carling, proszę przejąć dowództwo.
— Aye, aye, sir.
Nałożył czerwone okulary, zbiegł po trapie i przemknął przez kotarę ze szklanego włókna. Z oczyma nawykłymi do ciemności nie będzie musiał po powrocie czekać, aż odzyska wzrok. Wymacał drogę do środka i natychmiast usłyszał dzwonek oraz głos z tuby głosowej:
— Kapitanie, sir! Kontakt radarowy, sir!
Carling mówił tonem tak podekscytowanym i głośnym, że Krause dobrze go słyszał z miejsca, w którym się znalazł. Zwłoka była nieunikniona; musiało potrwać dobrą minutę, zanim znowu znalazł się w sterowni, a wtedy przede wszystkim połączył się z nawigacyjną.
— Mówi dowódca.
— Namiar celu dwa, zero, dziewięć. Odległość osiem tysięcy.
— Bardzo dobrze. Panie Carling, ja dowodzę. Co leży?
— Zero, osiem, zero, sir.
— Ster prawo na burt na kurs jeden, siedem, zero. Następnym razem proszę od razu zrobić zwrot ku celowi, panie Carling.
— Aye, aye, sir.
Carling zmarnował cały ten czas, utrzymując Keelinga na kursie, który niemal z całkowitą pewnością oddalał go od ­U-Boota. Nie wolno było zostawiać mu pomostu.
— Leży na kursie jeden, siedem, zero.
— Bardzo dobrze.
— Namiar celu dwa, jeden, osiem. Dwa, jeden, siedem. Odległość siedem, osiem, podwójne zero.
Doganiali ­U-Boota szybko, ale namiar się zmieniał. Niemiec przepływał przed dziobem Keelinga, zgodnie z oczekiwaniami Krausego, pragnąc prześcignąć konwój. Po wyrzuceniu kobolda zmienił kurs o jakieś dwanaście rumbów w prawo, a kiedy uznał, że jest już bezpieczny, wynurzył się na powierzchnię. Odległość wynosiła cztery mile. Przy poprzednim spotkaniu Keeling znajdował się w prawej ćwiartce dziobowej przeciwnika. Drobna zmiana kursu, a mógłby go przechwycić teraz w ten sam sposób, ale z jego lewej strony, tamten jednak zauważył wtedy Keelinga w porę, aby bezpiecznie się zanurzyć. Dlatego tym razem może lepiej będzie zaskoczyć go od tyłu, licząc, że rufowe oko nie będzie tak czujne, jak dziobowe. Niebezpiecznie było wprawdzie pozwolić mu wejść pomiędzy niszczyciela a konwój, ale może przyniesie to dobry skutek. Obecnie ­U-Boot znajdował się w odległości czterech mil.
— Namiar celu dwa, jeden, sześć. Odległość siedem, pięć, dwa zera.
Krause zamknął oczy, aby przeliczyć problem trygonometrycznie. Nawet ciemność pomagała się skoncentrować. Nasłuchiwał, jaki będzie następny namiar i jaka odległość. Oczywiście, tam na dole wszystko by gracko za niego rozwiązali, gdyby potrafił szybko wyjaśnić, co ma na myśli. Tyle że zabrałoby to trochę czasu, a jeszcze na dodatek mógłby zostać źle zrozumiany. Przy następnym namiarze i następnej odległości decyzja była już gotowa. Pozwolił Niemcowi trochę za bardzo odskoczyć od strefy bezpieczeństwa. Otworzył oczy i wydał rozkaz:
— Lekko w lewo na kurs jeden, sześć, pięć.
Przy sterze stał teraz McAlister; szczęście ciągle uśmiechało się do Krausego. Nawet jeśli nie do końca ufał oficerowi wachtowemu, mógł przynajmniej polegać na sterniku.
— Staram się zaskoczyć go od tyłu, panie Carling — wyjaśnił.
— T-tak, sir.
To dziwne, ale naprawdę Carling nie do końca orientował się w sytuacji taktycznej, chociaż ta, niezbyt skomplikowana, powinna być całkowicie jasna dla każdego, kto spędził na pomoście ostatnie pół godziny. Nie mogło tu chodzić o złożoność problemu; Krause zaczynał sobie zdawać sprawę z tego, że niepewność Carlinga była efektem zdenerwowania. Był zbyt podniecony, podekscytowany albo, niewykluczone, wystraszony, aby myśleć klarownie. Krause wiedział, że zdarzają się tacy ludzie. Nie musiał zresztą szukać daleko, dobrze pamiętał swoją myśliwską gorączkę z ranka. Także jemu samemu ręka się trzęsła z emocji i dopuścił się niejednego grzechu zaniedbania. Oczywiście, Carling może jeszcze nabrać opamiętania, cierpliwości, ale… Ta poranna gotowość, by ogłosić alarm bojowy, mogła świadczyć o chęci, aby uciec od odpowiedzialności spoczywającej na oficerze pokładowym. Ale dość już Carlinga. Na szczęście umysł Krausego nieprzerwanie rejestrował doniesienia o odległościach i namiarach.
— Kurs i prędkość celu? — zwrócił się z pytaniem do tuby głosowej.
— Kurs zero, osiem, pięć, prędkość jedenaście węzłów. To tylko w przybliżeniu, sir.
Wynik przybliżony czy nie — zgadzał się z jego wyliczeniami.
— Przy tym kursie, w którym miejscu przetnę jego ślad torowy?
— Milę za rufą, trochę więcej. W każdym razie mniej niż dwie mile, sir.
— Bardzo dobrze.
I właśnie o to mu chodziło. Odległość ciągle się zmniejszała, chociaż namiar nie był stały. No i raz jeszcze: działo czy bomba głębinowa? Błyski wystrzałów oślepiają. Czy powinien postawić swoją zdolność widzenia w newralgicznym momencie przeciwko szansie trafienia? Na małym dystansie? Ale przy tak wzburzonym morzu i odległości zmniejszającej się tak gwałtownie, czy można to kontrolować?
Zdecydował, że jednak nie działa.
— Oficer broni podwodnej!
— Tak jest, sir.
Młody Sand, podporucznik. W domu miał jakieś kłopoty z kobietami, ale wydawało się, że jako oficer jest zupełnie w porządku.
— Przygotujcie się na zwarty zrzut. Przepłyniemy nad celem z dużą prędkością, dlatego niech to będzie naprawdę blisko. Mała głębokość.
— Zwarty zrzut. Mała głębokość. Aye, aye, sir.
Ostatni rozkaz związany był z kolejnym ryzykiem. Okręt podwodny nie potrzebował dużo czasu, aby zejść głęboko pod powierzchnię, zaskoczony w wynurzeniu zaś niemal z pewnością spróbuje zanurzyć się tak szybko, jak to tylko możliwe. Krause zakładał, że przeciwnik nie będzie miał na to czasu. Jeśli to słuszne przewidywanie, ustawienie głębokich eksplozji sprawi, że bomby wybuchną daleko pod ­U-Bootem, nie czyniąc mu żadnej szkody. On tymczasem chciał, aby wybuchły tuż obok nieprzyjaciela.

Ostatnio dodane