Zestawienie

ZŁOTE CZASY RADIA. Zestawienie najciekawszych spikerów radiowych w kinie

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Towarzyszą nam niemal codziennie, chociaż rzadko zastanawiamy się, kim są i jak wyglądają. O kim mowa? O radiowcach – dziennikarzach, spikerach, DJ-ach. W pracy, w samochodzie, w domu – słyszymy ich na okrągło, a ich wypowiedzi, relacje i muzyczne preferencje często w nieuświadomiony sposób kształtują nasze gusta.  Radiowiec jako bohater filmu? Czemu nie! Dobry aktor z monologu potrafi uczynić spektakularny one man show, a dobry reżyser z ograniczonej przestrzeni jest w stanie wycisnąć maksimum emocji. Przyglądamy się najciekawszym filmowym wizerunkom radiowych osobistości. 

Adrian Cronauer, Good morning, Vietnam 

Williams rozsadza ekran charyzmą, szarżuje, doprowadza do śmiechu i do łez jednocześnie.

Kto chociaż raz nie słyszał tego słynnego okrzyku? Nie trzeba znać filmu Barry’ego Levinsona ani historii wojny wietnamskiej, by przynajmniej kojarzyć ten kultowy zwrot. A kryje się za nim autentyczna postać radiowego dziennikarza, Adriana Cronauera. W latach 1965-66 prowadził on audycję Dawn Buster, nadawaną z Sajgonu. Cronauer zaciągnął się do armii już na początku lat 60., a w wojskowym radiu spędził łącznie cztery lata. Po powrocie z wojny próbował sprzedać do telewizji pomysł na sitcom zainspirowany jego wspomnieniami z tego czasu. Serial miał być wzorowany na święcącym wtedy triumfy M*A*S*H-u; niestety próby Cronauera okazały się bezskuteczne. Dopiero po kilku latach pomysł ewoluował w scenariusz, spisany ostatecznie przez Mitcha Markowitza. Film na jego podstawie zrealizował Barry Levinson, wtedy już uznany i nagradzany reżyser. Historia bardzo luźno nawiązuje do autentycznych wydarzeń z życia Cronauera. W rolę radiowca wcielił się Robin Williams, który powoli wyrastał na specjalistę od ról ludzi z wewnętrzną misją niesienia radości i humoru w ponurym, nieprzyjaznym świecie. Williams rozsadza ekran charyzmą, szarżuje, doprowadza do śmiechu i do łez jednocześnie. I, rzecz jasna, wykrzykuje co jakiś czas tytułowy zwrot. Jego kreację wyróżniono nominacją do Oscara i Złotym Globem i stała się ona jednym z najpopularniejszych wizerunków filmowego radiowca.

Mister Señor Love Daddy, Rób, co należy 

Przełomowy film w dorobku Spike’a Lee składa się z wielu małych, pojedynczych elementów – wątków, dialogów, motywów, postaci, które razem tworzą wiarygodny, żywy, niesamowicie barwny obraz zamkniętego świata nowojorskiej dzielnicy Bedford-Stuyvesant, zamieszkałej w większości przez czarnoskórych. Poruszając się między historiami kilku równorzędnych bohaterów, Lee skupia się w swoim stylu na problemach społecznych i rasowych współczesnej Ameryki. Ale jego film to nie tylko moralitet, lecz także przykład znakomitej, polifonicznej historii oprawionej w klimatyczne zdjęcia, muzykę i narrację prowadzoną przez radiowego spikera, w którego rolę wcielił się Samuel L. Jackson. Widzimy go w kilku scenach, a jego głos towarzyszy nam przez większość filmu. Love Daddy ma bardzo charakterystyczny styl, powtarza swoje teksty po kilka razy, przekręca kolejność słów niczym Yoda, a większość swoich wypowiedzi podsumowuje zwrotem: „That’s the truth, Ruth”. Lee wykorzystuje postać spikera radiowego w sposób oryginalny – Love Daddy nie uczestniczy w historii, ale spaja opowieść, stanowi jej narratora i komentatora jednocześnie, a jego wypowiedzi otwierają i zamykają filmową opowieść.

Mark Hunter, Więcej czadu 

Dopiero z dystansu widać, jak bardzo Mark Hunter wpisuje się w rozterki amerykańskich nastolatków lat 90.

Mark to wyobcowany, nieśmiały nastolatek. Jakby tego było mało, jego rodzice przeprowadzają się z Nowego Jorku do Arizony. Nie potrafiąc odnaleźć się w nowym miejscu, chłopak postanawia „nadawać w eter”. Wykorzystując krótkofalówkę otrzymaną od rodziców, rozkręca niezależną audycję, która początkowo ma być jego sposobem na poradzenie sobie z samotnością. Robi to tylko dla siebie, nie wierząc, że ktokolwiek mógłby słuchać jego programu. Szybko okazuje się, że jego rozważania, refleksje i tok myślenia, a także buntownicza natura oraz chęć zrobienia czegoś wyjątkowego i niepowtarzalnego zyskują wielu zwolenników wśród miasteczkowej młodzieży. Bunt chłopaka staje się inspiracją dla innych, co niestety prowadzi do tragicznych konsekwencji. Film Allana Moyle’a jest doskonałym barometrem swoich czasów, chociaż, o dziwo, nie zdobył tak dużej popularności i nie osiągnął tak wielkiego sukcesu, jak przewidywali niektórzy krytycy. Może dopiero z dystansu widać, jak bardzo Mark Hunter wpisuje się w rozterki amerykańskich nastolatków lat 90. Wychowani w przeświadczeniu o niezliczonych możliwościach, na fali establishmentu lat 80., w bańce amerykańskiego snu, okazali się zagubieni i bezradni. Rozgłośnia radiowa staje się tutaj kierunkowskazem, a jej naczelny mówca – głosem pokolenia.

Ostatnio dodane