Autor: REDAKCJA
opublikowano

STAR WARS. Oceniamy wszystkie filmy na dwa głosy

Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo

Star Wars: Episode I – The Phantom Menace (1999)

Filip Pęziński: Trudno odmówić Mrocznemu Widmu – czyli wielkiemu powrotowi George’a Lucasa do słynnej sagi – przynajmniej kilku problemów. Podstawowym jest niezgrabny, tracący tempo, kiepsko napisany scenariusz. Nie przeszkadza mi on jednak każdorazowo cieszyć się seansem. Lucasowi udało się tu coś, czego już nigdy nie powtórzył, tj. zachować klimat i stylistykę oryginalnych filmów. Kostiumy, scenografie, projekty ras i lokalizacji – nawet jeśli przesadnie wsparte CGI – zwyczajnie cieszą spójnością z poprzednimi filmami. A całość stanowi sprawną, chociaż nieco toporną przygodę. Ikoniczne już dziś momenty i wybitna ścieżka dźwiękowa Johna Williamsa z pewnością wpływają na to, że łatwo mi przymknąć oko na liczne potknięcia.

Łukasz Budnik: Nie umiem nie lubić tego filmu – rzeczywiście stylistycznie blisko mu do starej trylogii, ma świetną postać Qui-Gon Jinna graną przez charyzmatycznego Neesona, bardzo dobrego antagonistę w postaci Dartha Maula i wspaniałą muzykę. Zawodzi scenariuszowo, co zauważył już Filip, ale z łatwością wciąga mnie w świat przedstawiony i jest produkcją zwyczajnie sympatyczną. Wyścig na Tatooine oraz finałowa walka z Maulem to jedne z najlepszych fragmentów całej sagi (dla równowagi właściwie wszystkie gagi z Jar-Jarem są jednymi z najgorszych, no cóż).

 ⑥


Gwiezdne wojny: Część II – Atak klonów

Star Wars: Episode II – Attack of the Clones (2002)

Łukasz Budnik: Tę odsłonę sagi lubię najmniej, głównie ze względu na mnóstwo nudy i KOSZMARNE dialogi w niesamowicie złym wątku miłosnym. Gdy Anakin opowiada Padmé, jak to dusi się, drży i cierpi, jako widz duszę się, drżę i cierpię. Aż abstrakcyjne wydaje mi się to, że tak drewniany romans został zilustrowany przepięknym motywem muzycznym – strach myśleć, jak kiepsko wypadłby ten aspekt, gdyby nie John Williams. Z drugiej strony lubię wątek Obi-Wana, ciągnięty charyzmą McGregora, i mimo wszystko nie potrafię myśleć o Ataku klonów wyłącznie w negatywach.

 ⑤ 

Filip Pęziński: George Lucas w najgorszej odsłonie sagi zamienił Jedi w kosmiczną policję służącą politykom, owianą do tej pory tajemnicą Wojnę Klonów w pisaną na kolanie, dziurawą intrygę, Anakina Skywalkera w irytującego dupka, a mistrza Yodę w tresowaną małpkę skaczącą z miniaturowym mieczem świetlnym. Stracił przy tym całkowicie klimat stworzonego przez siebie świata, był wyraźnie znudzony realizacją filmu, a jego scenopisarskie umiejętności nigdy nie stały na niższym poziomie. Szkoda tylko Ewana McGregora, który starał się jak mógł, by ratować ten pokraczny scenariusz, absolutnie zjawiskowej Natalie Portman, która aktorsko już sobie z tekstem Lucasa zupełnie nie radziła (i trudno ją winić!), oraz Johna Williamsa, którego znakomita ścieżka dźwiękowa (ten motyw miłosny!) zasługiwała na zwyczajnie lepszy film. Okropny twór filmopodobny.


Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów

Star Wars: Episode III – Revenge of the Sith (2005)

Filip Pęziński: Ostatni rozdział Gwiezdnych wojen tworzony przez George’a Lucasa. I chociaż trudno nie zauważyć, że scenariusz trzyma się miejscami na słowo honoru, uproszczenia są naprawdę daleko idące, a twórca dość wyraźnie stara się na ostatnią chwilę porozstawiać na planszy graczy tam, gdzie znajdziemy ich w oryginalnej trylogii, to wciąż Zemsta Sithów pozostaje w moim odczuciu pożegnaniem godnym. To nie tylko dynamiczne i całkiem rzetelnie zrealizowane widowisko, ale przede wszystkim bardzo emocjonalne zwieńczenie trylogii. Cała druga połowa filmu każdorazowo chwyta za gardło, dlatego też pozostaje jednym z moich ulubionych wycinków całej gwiezdnej sagi. Oczywiście pewne wątki i postaci można było poprowadzić lepiej, a Lucasowi trudno wybaczyć niekonsekwencje fabularne względem oryginalnych filmów, jednak i tak wyraźnie widać, jak bardzo twórca starał się, by zamknąć z klasą ten potężny rozdział swojego życia i kariery.

Łukasz Budnik: Zdecydowanie moja ulubiona część trylogii prequeli i jeden z faworytów, jeśli chodzi o całą sagę. Ogromna w tym zasługa emocji, o których wyżej wspomina Filip – to chyba najbardziej wypełniona poruszającymi scenami odsłona serii, a kilka z nich to prawdziwe perełki. Po tylu latach wciąż zgrzyta mi stosunkowo nagła przemiana Anakina (nawet jeśli dość pokracznie podbudowywana w tym i poprzednich filmach) i miejscami kiepskie dialogi – choć daleko im do koszmaru z Ataku klonów – jednak mnie też trudno nie docenić starań Lucasa, by jak najlepiej wybudować pomost między nową i starą trylogią. Zemsta Sithów jest też według mnie prawdziwym opus magnum Johna Williamsa, jeżeli chodzi o ścieżki dźwiękowe do Gwiezdnych wojen – to przekrój chyba wszystkich ważniejszych motywów z serii, który fenomenalnie wypada zarówno w filmie, jak i na płycie.

 ⑧ 

Ostatnio dodane