Autor: REDAKCJA
opublikowano

STAR WARS. Oceniamy wszystkie filmy na dwa głosy

Już wkrótce zobaczymy na ekranach kin ostatnią odsłonę Sagi Skywalkerów. Z tej okazji dwóch naszych redaktorów ocenia wszystkie dotychczasowe filmy związane ze światem Gwiezdnych wojen.

Łukasz Budnik: Przy Gwiezdnych wojnach w różnej formie spędził długie godziny. Po raz pierwszy zetknął się ze światem stworzonym przez Lucasa we wczesnym dzieciństwie i od tamtej pory tak samo chętnie wraca do odległej galaktyki, aby poczuć radość obcowania ze znakomitą przygodą.

Filip Pęziński: Od wczesnego dzieciństwa zakochany w Gwiezdnych wojnach i na każdą odsłonę serii czekający z wypiekami na twarzy. Do dziś potrafi wyciągnąć z zakurzonego kartonu w rodzinnym domu kolekcję figurek związanych ze światem George’a Lucasa i chociaż przez chwilę poudawać, że znów jest dzieckiem.


Gwiezdne wojny (Nowa nadzieja)

Star Wars (A New Hope) (1977)

Łukasz Budnik: Pierwszy raz zetknąłem się z Gwiezdnymi wojnami w wieku zaledwie kilka lat, kiedy oglądałem film Lucasa na kasecie VHS. Dialogi czytał wtedy Tomasz Knapik i nadawało to całości niezwykłego klimatu, a ja wielokrotnie chętnie wracałem do przygód Luke’a Skywalkera. Z niesłabnącą radością robię to zresztą i dziś, ciesząc się znakomicie skonstruowaną, prostą (ale nie prostacką!) fabułą, wspaniałymi postaciami i niesamowitą muzyką. Wyobrażam sobie, jak ogromne wrażenie robił ten film w latach 70. – nawet dzisiaj prolog z pojawiającym się u góry ekranu imperialnym Niszczycielem powoduje opad szczęki. Trzeci akt trzyma w napięciu bez względu na to, który raz go oglądamy. Wspaniała przygoda!

 ⑧ 

Filip Pęziński: Film, który rozpoczął ponad już czterdziestoletnią historię popkulturowego fenomenu i jedna z najważniejszych produkcji w historii kina. Biorąc pod uwagę trudy, przeciwności i warunki, w których Gwiezdne wojny powstawały, trudno uwierzyć, że George’owi Lucasowi w ogóle udało się dotrzeć do momentu, w którym mógł pokazać swoje dzieło światu. Na szczęście było warto, bo to niezwykły film, prawdziwy triumf wyobraźni i znakomita przygoda, która nawet jeśli dziś potrafi miejscami wydać się nieco przestarzała, to wciąż robi ogromne wrażenie – wykreowanym światem, postaciami, scenografią, kostiumami, efektami specjalnymi, muzyką (!). Oglądałem Nową nadzieję niezliczoną liczbę razy (wersja specjalna była pierwszym filmem, który widziałem w kinie), a przy finałowym rozdaniu medali zawsze trudno mi kryć wzruszenie i każdorazowo czuję pełną, filmową satysfakcję.


Gwiezdne wojny: Imperium kontratakuje

Star Wars: The Empire Strikes Back (1980)

Filip Pęziński: Prawie czterdzieści lat i osiem filmów później Imperium kontratakuje to wciąż najwspanialszy reprezentant uniwersum Gwiezdnych wojen. Film Irvina Kershnera to mroczna baśń o walce dobra ze złem, oparta z jednej strony na militarnym konflikcie, z drugiej na mistycyzmie Mocy. Całość ma doskonałe tempo, ani jednej nieudanej sceny, znakomitych bohaterów, idealnie wyważony wątek miłosny, świetny humor, perfekcyjną muzykę i stanowi być może największe w historii kina osiągnięcie w dziedzinie praktycznych efektów specjalnych, co sprawia, że widowisko z 1980 roku nie zestarzało się nawet o rok. Dość powszechnie uważa się, że Darth Vader dzięki Imperium kontratakuje stał się najlepszym antagonistą kina rozrywkowego, a właśnie tu zadebiutowały przecież też takie postacie jak Lando Calrissian czy Mistrz Yoda. Arcydzieło.

Łukasz Budnik: Również uważam, że to najlepsza odsłona całej serii. Z pewnością duża w tym zasługa poświęcenia sporej ilości czasu ekranowego postaci Dartha Vadera, który jest tutaj antagonistą idealnym – przerażającym, charyzmatycznym, lecz także fascynującym. Seans zlatuje w mgnieniu oka, a mroczny klimat całości w żadnym stopniu nie jest wykalkulowany – naprawdę czuć zagrożenie, przed którym stoją główni bohaterowie, i stawkę, o jaką toczy się walka. Filip wyczerpująco wymienił zalety tego niezwykłego filmu, który jest znakomitym osiągnięciem kina.

⑨ 


Gwiezdne wojny: Powrót Jedi

Star Wars: Return of the Jedi (1983)

Łukasz Budnik: Fabularnie to najsłabsza odsłona starej trylogii (pierwszy akt na Tatooine istnieje właściwie tylko po to, żeby Han Solo powrócił do reszty bohaterów – z pewnością można to było pokazać nieco krócej), ale i tak dostarcza mnóstwo uciechy i emocji, głównie za sprawą Luke’a i Dartha Vadera. Wszystkie sceny w sali tronowej Imperatora są niezwykle klimatyczne, a wątek wewnętrznego konfliktu Vadera rozwiązano znakomicie. Scena, w której wściekły Luke zaczyna atakować swojego ojca, a w tle gra dramatyczna muzyka Williamsa, to jeden z najlepszych fragmentów całej serii! Uwielbiam ostatnią scenę, choć przyznam, że dopiero poczynając od specjalnej edycji z 1997, w której jest zdecydowanie bardziej pompatyczna.

 ⑧ 

Filip Pęziński: Gdyby udało się nam na chwilę odrzucić całą nostalgię związaną z oryginalną trylogią Gwiezdnych wojen, może zauważylibyśmy, że jej finał ma przynajmniej kilka wad. Po pierwsze realizacyjnie niestety nie dorasta do pięt poprzednikowi, a w zasadzie z całej trójki zestarzał się najgorzej. Po drugie ma dość kiepski scenariusz, który i tak bardzo pretekstową fabułę zapycha trwającym ponad 30 minut, niezwiązanym z główną historią wstępem u Jabby, w dość nieprzekonujący sposób prowadzi do nawrócenia Lorda Vadera, pokracznie czyni Leię siostrą Luke’a, a w całości stanowi – zdaje się – jedynie otoczkę do kolejnego starcia młodego Skywalkera z ojcem. Powrót Jedi pozostaje przy tym oczywiście dobrym filmem przygodowym ze świetnym tempem i galerią postaci, które zdążyliśmy w poprzednich częściach pokochać, a zatem, kiedy w ostatniej scenie obserwujemy ich triumfalną radość, łatwo przymknąć oko na wszystkie niedoskonałości.

Ostatnio dodane